21.02.2024, 19:47 ✶
Brenna odwzajemniła uścisk, też mocno przygarniając do siebie Mavelle. To naprawdę nie była jej wina, ale dręczyły ją teraz wyrzuty sumienia. Nie wątpiła, że Bones będzie się o nią martwić – pewnie bardziej niż Erik, nie dlatego, że brata nie obchodziła siostra, ale że ten miał skłonność do szukania pozytywnych wyjaśnień – bo i sama w podobnych okolicznościach szalałaby z niepokoju o każdego członka rodziny czy Zakonu. Znikła w końcu z pracy, gdy miała pojawić się w określonym miejscu, a co więcej obok niej był auror, potrafiący wysyłać fale, i wiadomości do niego nie docierały.
– Przepraszam – mruknęła tylko, nawet nie próbując się usprawiedliwiać. – Uch… sama nie wiem, co ją bardziej wkurzy… jeśli dam się jej martwić jeszcze pięć minut, czy jeśli zobaczy moje włosy w takim stanie. Czy może jej nie powiedziałaś? – spytała bardzo cicho, dając się pociągnąć kuzynce do kuchni. Dopiero tam przykucnęła, aby pogłaskać psa, który natychmiast podjął próbę wpakowania się kobiecie na kolana. – Cokolwiek, co jest ciepłe – poprosiła, z psem w ramionach (i tak miała brudne ubranie, wszystko jedno) podnosząc się, by opaść na najbliższe krzesło. Nie kłóciła się nawet, że może sama zrobić sobie tę herbatę czy czekoladę, bo jednak była zmęczona tym wszystkim, psychiczne i fizycznie, i cieszyła się, że wreszcie jest w ciepłej, miłej kuchni, a zaraz może nawet zdoła przespać ze trzy godziny we własnym łóżku, zanim znów wpadnie w rytm.
– Ktoś jeszcze wie? Poślij może wiadomość? – zapytała, jedną ręką podtrzymując psa, a drugą wskazując na czoło, jakby tym gestem chciała podkreślić, że chodzi jej o fale. Wprawdzie w Ministerstwie Brenna już poinformowała, że żyje i dlaczego znikła, ale nie miała pojęcia, czy i komu dała znać Mav…
Wyprostowała się bardziej, mierząc Bones czujnym wspomnieniem, gdy ta wspomniała o „gadającym psie”. Niecodziennie widywało się takie psy: nawet w świecie czarodziejów. Miała dość mocne podstawy sądzić, że niektórzy krewni i znajomi nawet jej uwierzą, choć historia brzmiała absolutnie nieprawdopodobnie, ale nie sądziła, że Mavelle będzie od razu wiedziała, o co chodzi!
– Tak, był – powiedziała, nietypowo dla siebie, bo dość powoli. – Byli tam… pan Binns. Jego córki i ich pies. A rankiem wszyscy znikli i dom okazał się ruderą. Słyszałaś o takim przypadku? Ktoś coś zgłaszał do Brygady?
– Przepraszam – mruknęła tylko, nawet nie próbując się usprawiedliwiać. – Uch… sama nie wiem, co ją bardziej wkurzy… jeśli dam się jej martwić jeszcze pięć minut, czy jeśli zobaczy moje włosy w takim stanie. Czy może jej nie powiedziałaś? – spytała bardzo cicho, dając się pociągnąć kuzynce do kuchni. Dopiero tam przykucnęła, aby pogłaskać psa, który natychmiast podjął próbę wpakowania się kobiecie na kolana. – Cokolwiek, co jest ciepłe – poprosiła, z psem w ramionach (i tak miała brudne ubranie, wszystko jedno) podnosząc się, by opaść na najbliższe krzesło. Nie kłóciła się nawet, że może sama zrobić sobie tę herbatę czy czekoladę, bo jednak była zmęczona tym wszystkim, psychiczne i fizycznie, i cieszyła się, że wreszcie jest w ciepłej, miłej kuchni, a zaraz może nawet zdoła przespać ze trzy godziny we własnym łóżku, zanim znów wpadnie w rytm.
– Ktoś jeszcze wie? Poślij może wiadomość? – zapytała, jedną ręką podtrzymując psa, a drugą wskazując na czoło, jakby tym gestem chciała podkreślić, że chodzi jej o fale. Wprawdzie w Ministerstwie Brenna już poinformowała, że żyje i dlaczego znikła, ale nie miała pojęcia, czy i komu dała znać Mav…
Wyprostowała się bardziej, mierząc Bones czujnym wspomnieniem, gdy ta wspomniała o „gadającym psie”. Niecodziennie widywało się takie psy: nawet w świecie czarodziejów. Miała dość mocne podstawy sądzić, że niektórzy krewni i znajomi nawet jej uwierzą, choć historia brzmiała absolutnie nieprawdopodobnie, ale nie sądziła, że Mavelle będzie od razu wiedziała, o co chodzi!
– Tak, był – powiedziała, nietypowo dla siebie, bo dość powoli. – Byli tam… pan Binns. Jego córki i ich pies. A rankiem wszyscy znikli i dom okazał się ruderą. Słyszałaś o takim przypadku? Ktoś coś zgłaszał do Brygady?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.