21.02.2024, 19:57 ✶
- Jestem po prostu ciekawa, kiedy umarli... Naprawdę, spędziliśmy noc w ruderze, pod wpływem halucynacji wywołanych przez prawdopodobnie duchy, i do tej pory nie wiemy, co właściwie tam wypiłeś, a ciebie aż tak rusza akurat to? - spytała, z odrobiną rozbawienia, bo kiedy już wszystko się sypie, to zostaje ci albo się śmiać, albo płakać, a Brenna wolała jednak się śmiać. Była zmęczona, przemarznięta i trochę po tym wszystkim ogłupiała, wiedziała, że w Warowni zastanie zamieszanie, więc pozostawał tylko ten śmiech. - Może spytam dziadka, czy nie kojarzy jakichś Colette i Flosie, a jeżeli nie, sprawdzę księgę absolwentów prababci – dorzuciła z czystej przekory, pakując się do windy. No po prostu nie potrafiła się powstrzymać, widząc jego reakcję.– Może Harper ma jakieś rozkładane łóżko pod biurkiem. Optymalizacja czasu i przestrzeni, i nigdy nie musi wychodzić z biura. Alkowi byłoby to tego blisko, gdyby nie to, że tak lubi też wysiadywać w jakichś ruderach, czając się na czarnoksiężników, ale to wciąż praca, więc się liczy...
Może odrobinkę wyolbrzymiała, ale tylko trochę. O niej mówiono, że jest pracoholiczką, ale mogłaby przysiąc, że Harper biła ją w tym na głowę, a Alastor dzielnie z nią rywalizował i wcale nie było pewne, że to ona wygrałaby w tych zawodach.
Po czym to Brenna lekko wzdrygnęła się na propozycję wysłania fal, jak on wcześniej na wzmiankę o Flosie. Rozważała ten pomysł przez moment, a potem przetarła twarz dłonią - walcząc z chęcią walnięcia czołem o ścianę windy w przypływie rozpaczy (może jednak płacz) - i pokręciła głową.
- Jeśli dobrze pójdzie, uwinę się z wyjaśnieniami w Biurze w pięć minut. Lepiej, jak sama pójdę się później tłumaczyć moim… – zdecydowała. Jeżeli Bonesa nie ma, wystarczą na razie krótkie wytłumaczenia tutaj. Wolała nie ryzykować fal – Mavelle mogłaby postanowić osobiście przylecieć do Ministerstwa i narobiłaby zamieszania albo jeszcze ktoś zacząłby domagać się przez fale od Bulstroda wyjaśnień i nie chciał dać spokoju, a gdyby to Atreus zaczął opowiadać o duchach, to pewnie nawet Patrick by mu nie uwierzył. - Twoja rodzina nie zdziwi się, że zniknąłeś prosto ze służby?
Winda zdążyła przejechać jedno piętro.
Potem szarpnęła, gwałtownie i mocno, a sekundę później światło zamrugało i zgasło. Brenna zamarła na moment, a kiedy nic się nie działo, światło nie wracało, winda nie ruszała, sięgnęła po różdżkę, by rozświetlić ciemne wnętrze za pomocą lumos. Nacisnęła przycisk otwierania drzwi, z nadzieją, że może akurat są w pobliżu jednego z wyjść, ale nic się nie stało.
– Szlag – podsumowała. – Cholera jasna – uzupełniła jeszcze, chociaż bez prawdziwej złości w głosie, ba, wręcz z zaskakującym spokojem, kiedy ledwo moment później winda ponownie się zatrząsnęła.
Może odrobinkę wyolbrzymiała, ale tylko trochę. O niej mówiono, że jest pracoholiczką, ale mogłaby przysiąc, że Harper biła ją w tym na głowę, a Alastor dzielnie z nią rywalizował i wcale nie było pewne, że to ona wygrałaby w tych zawodach.
Po czym to Brenna lekko wzdrygnęła się na propozycję wysłania fal, jak on wcześniej na wzmiankę o Flosie. Rozważała ten pomysł przez moment, a potem przetarła twarz dłonią - walcząc z chęcią walnięcia czołem o ścianę windy w przypływie rozpaczy (może jednak płacz) - i pokręciła głową.
- Jeśli dobrze pójdzie, uwinę się z wyjaśnieniami w Biurze w pięć minut. Lepiej, jak sama pójdę się później tłumaczyć moim… – zdecydowała. Jeżeli Bonesa nie ma, wystarczą na razie krótkie wytłumaczenia tutaj. Wolała nie ryzykować fal – Mavelle mogłaby postanowić osobiście przylecieć do Ministerstwa i narobiłaby zamieszania albo jeszcze ktoś zacząłby domagać się przez fale od Bulstroda wyjaśnień i nie chciał dać spokoju, a gdyby to Atreus zaczął opowiadać o duchach, to pewnie nawet Patrick by mu nie uwierzył. - Twoja rodzina nie zdziwi się, że zniknąłeś prosto ze służby?
Winda zdążyła przejechać jedno piętro.
Potem szarpnęła, gwałtownie i mocno, a sekundę później światło zamrugało i zgasło. Brenna zamarła na moment, a kiedy nic się nie działo, światło nie wracało, winda nie ruszała, sięgnęła po różdżkę, by rozświetlić ciemne wnętrze za pomocą lumos. Nacisnęła przycisk otwierania drzwi, z nadzieją, że może akurat są w pobliżu jednego z wyjść, ale nic się nie stało.
– Szlag – podsumowała. – Cholera jasna – uzupełniła jeszcze, chociaż bez prawdziwej złości w głosie, ba, wręcz z zaskakującym spokojem, kiedy ledwo moment później winda ponownie się zatrząsnęła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.