21.02.2024, 20:02 ✶
To mrugnięcie, charakterystyczne, nieco zagubione spojrzenie – zaklęcie konfundujące musiało podziałać, nawet jeżeli nie na tyle mocno, aby mężczyźnie dało się wcisnąć każdy kit. Brenna schowała więc po prostu fotografię z powrotem, nie odrywając wzroku od Larka. Starała się zapamiętać każde słowo, które powiedział, a przy tym od razu obracała w głowie pytania – rozważając, jakie z nich jest najważniejsze. Bo przecież nie mogli ot tak go zaatakować i wydusić z niego prawdy siłą. O ile drobny confundus to nic takiego, standardowa procedura, gdy ktoś stykał się z magicznym światem (a on prowadził sprawę prawdopodobnie czarodziejskiego mordercy, więc niestety mógł się z czarodziejskim światem nie tylko zetknąć, ale zderzyć i to w sposób mało przyjemny), to już za potraktowanie go poważniejszymi zaklęciami, gdyby wyszło to na jaw, mieliby kłopoty.
– Czy na pierwszym miejscu zbrodni też wszystko było pozamykane?
Zadała to pytanie na początek, póki zaklęcie nie zaczęło puszczać – bo nie dotyczyło bezpośrednio Mary, a niby to jej klient ich interesował. Brenna wolała więc od tego zacząć, bo jeszcze potem mężczyzna uzna dopytywanie o to właśnie za dziwne.
Najchętniej ogólnie zażądałaby od niego podyktowania kluczowych informacji ze sprawy, ale obawiała się, że wciąż patrzył na tyle przytomnie, by przy tak postawionej sprawie zacząć mieć pewne wątpliwości. A wolała wyciągnąć z niego ile się dało po dobroci.
– Tak – mruknął policjant. – Ona zginęła w hotelu, ale pokój był zamknięty od wewnątrz. Trzecie piętro. A obsługa nie widziała, aby ktokolwiek wchodził albo wychodził. Poza tą dziewczyną.
– Adres?
Zawahał się, oznaka, że czar nie trzymał jakoś mocno, ale podyktował numer, ulicę oraz nazwę hotelu. Brenna wyciągnęła z kieszeni notatnik i pośpiesznie zanotowała. Nie znała tego miejsca, ale i nic dziwnego – lubiła niekiedy włóczyć się po mugolskim Londynie, ten jednak był wielki, a ona zwykle trzymała się konkretnych okolic.
– Czy przesłuchane dziewczyny mówiły coś o jej stałych klientach? Zwłaszcza osobach, z którymi spotykała się ostatnio? Tymi bardziej majętnymi?
– Czy na pierwszym miejscu zbrodni też wszystko było pozamykane?
Zadała to pytanie na początek, póki zaklęcie nie zaczęło puszczać – bo nie dotyczyło bezpośrednio Mary, a niby to jej klient ich interesował. Brenna wolała więc od tego zacząć, bo jeszcze potem mężczyzna uzna dopytywanie o to właśnie za dziwne.
Najchętniej ogólnie zażądałaby od niego podyktowania kluczowych informacji ze sprawy, ale obawiała się, że wciąż patrzył na tyle przytomnie, by przy tak postawionej sprawie zacząć mieć pewne wątpliwości. A wolała wyciągnąć z niego ile się dało po dobroci.
– Tak – mruknął policjant. – Ona zginęła w hotelu, ale pokój był zamknięty od wewnątrz. Trzecie piętro. A obsługa nie widziała, aby ktokolwiek wchodził albo wychodził. Poza tą dziewczyną.
– Adres?
Zawahał się, oznaka, że czar nie trzymał jakoś mocno, ale podyktował numer, ulicę oraz nazwę hotelu. Brenna wyciągnęła z kieszeni notatnik i pośpiesznie zanotowała. Nie znała tego miejsca, ale i nic dziwnego – lubiła niekiedy włóczyć się po mugolskim Londynie, ten jednak był wielki, a ona zwykle trzymała się konkretnych okolic.
– Czy przesłuchane dziewczyny mówiły coś o jej stałych klientach? Zwłaszcza osobach, z którymi spotykała się ostatnio? Tymi bardziej majętnymi?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.