Pokiwał głową. Oczywiście, że go zrozumiała. Niektórych rzeczy nie musieli sobie komunikować. Znali się wiele lat. Przewidywali swoje ruchy, a jeśli nie — potrafili dotrzeć do przyczyn jakiegoś zachowania, przynajmniej częściowo. Szczególnie tak było, gdy odgadywać miała Geraldine, gdyż Giovanni jest przewidywalnym człowiekiem. Jego ucieczka co prawda już taka nie była, ale wciąż nie trudno było się domyślić jej przyczyn.
— Uhm, oczywiście, że mam. — Rzucił skrzatowi instrukcje dotyczące alkoholu, który przypadnie Geraldine do gustu. Nie musiał o to dopytywać.
— Oh, matką się nie przejmuj — machnął tylko ręką. — Martwi się jak każda rodzicielka, ale naprawdę nie ma o co. W końcu to ja ulotniłem się w bezpieczne tereny, a nie na odwrót... Po Beltane też tak się zachowywała... Ale wtedy było trochę inaczej. Wiesz, moi rodzice są neutralni wobec konfliktu, ale jednocześnie sprzeciwiają się przemocy. Dlatego częściowo cieszą się, że działam na rzecz "tych dobrych" i wiedzą, jak to jest dla mnie ważne... I w tym przypadku właściwie tylko o to chodzi. Martwią się, że przestałem robić to, co lubię... Ale, oh, Ger, po Beltane nie zaznałem odpoczynku — westchnął zawstydzony. — To absolutnie karygodne, że się w ogóle czegoś takiego domagam, ale... Ale naprawdę tego potrzebowałem. Nie mogłem spać... Już nawet napary nie pomagały. Chciałem przez chwilę znowu być szczęśliwy... A potem... Potem zamierzałem wrócić, wiesz?
Uścisnął lekko jej dłoń, gdy mu ją podała i uśmiechnął się z bólem.
— Nie musisz przecież traktować mnie, jakbym był ze szkła. Oczywiście, że nim jestem. Uciekłem. Geraldine... Wiesz, że jestem zaangażowany w pewne działania... Moi współtowarzysze... Oni nic nie wiedzą. Dostałem już listy z pytaniami... Odpisałem tylko, że wyjechałem i nie wiem kiedy wrócę. Nie podałem im nawet żadnego powodu... Nie wiem, jak się wytłumaczę... Nie mam wyjaśnienia... Oni całe dnie i noce działają, a ja? Uciekłem za głosem serca, uciekłem od bezsennych nocy... To było tak bardzo nieprzemyślane... Okropnie tego żałuję i żałować będę, ale jednocześnie wiem, że gdybym cofnął czas, uczyniłbym to samo.
Był ożywiony, ale jednocześnie przygnębiony. Nerwowa gestykulacja ukazywała jak bardzo przeżywał każde słowo. Wypluwał je jedno za drugim, starając się wyrazić wewnętrzny konflikt.