21.02.2024, 20:35 ✶
Drzwi Strażnicy uchyliły się na moment, zanim do nich podeszli. Być może zostali zobaczeni z któregoś z okien – ktoś mógł trzymać straż. To miejsce było chronione lepiej niż dom Longbottomów, a jego położenie znali tylko członkowie Zakonu Feniksa, ale teraz, gdy Ministerstwo padło, nigdzie nie byli tak naprawdę bezpieczni.
Na progu stała Dora Crawley – Vincentowi znana pod innym nazwiskiem.
– Wchodźcie, szybko – pogoniła ich z mieszaniną niepokoju oraz ulgi. – Jak dobrze, że dotarliście. Elise tak się bała, że ciebie też dostali…
Te ostatnie słowa dziewczyna skierowała do Erika, kiedy przestąpili próg. Wypowiedziała je przyciszonym głosem, bo chociaż Strażnica była budynkiem sporym, już na parterze byli ludzie. Może nie chciano przenosić pośpiesznie nikogo na górę, a może było ich tylu, że nie mieścili się na piętrach, gdzie zwykle odbywały się zebrania?
Erik mógł dostrzec Heather, leżącą pod jedną ze ścian. Dziewczyna była żywa, chociaż chyba nieprzytomna. Obok siedział Cameron Lupin, ściskając jej rękę, zapatrzony gdzieś w przestrzeń pustym wzrokiem. Kawałek dalej leżała Millie Moody, nad którą pochylała się Danielle – przynajmniej ona była cała i zdrowa. W kącie siedział pan Crawley, a do niego tuliły się psy. Elise Longbottom zajęła jedno z krzeseł, na drugim końcu pomieszczenia: chyba go nie dostrzegła, bo pochylała się, ukrywając twarz w dłoniach.
– Malwa teleportowała się na Pokątną. Miała przenieść Norę i Mabel do jednej z kryjówek i posłać Thomasa, żeby ostrzegał ludzi i pomagał się im teleportować – wyrzuciła z siebie pośpiesznie Dora. Na jej twarzy mogli dostrzec teraz ślady łez: musiała niedawno płakać i chociaż nie była ranna, to policzki dziewczyny pokrywała trupia niemalże bladość. – Morpheus zdążył ewakuować się z Ministerstwa, ale zabrał część ludzi stamtąd… nie od nas… do jednej z innych kryjówek, dołączy do nas później… Ministerstwo… Ministerstwo padło. I…
Tutaj zawahała się i spojrzała najpierw na Camerona, a potem na Vincenta.
– Zaatakowali też Munga – powiedziała cicho. – Cameron ledwo co tutaj dotarł. Chcieli wydania pacjentów i uzdrowicieli mugolskiego pochodzenia, a kiedy magimedycy odmówili, zaatakowali. Kiedy ewakuowano pacjentów, część uzdrowicieli zginęła w ich obronie. W tym Florence. Przykro mi, Vincent.
Kolejny odpis do 25.02, godzina 20.
Na progu stała Dora Crawley – Vincentowi znana pod innym nazwiskiem.
– Wchodźcie, szybko – pogoniła ich z mieszaniną niepokoju oraz ulgi. – Jak dobrze, że dotarliście. Elise tak się bała, że ciebie też dostali…
Te ostatnie słowa dziewczyna skierowała do Erika, kiedy przestąpili próg. Wypowiedziała je przyciszonym głosem, bo chociaż Strażnica była budynkiem sporym, już na parterze byli ludzie. Może nie chciano przenosić pośpiesznie nikogo na górę, a może było ich tylu, że nie mieścili się na piętrach, gdzie zwykle odbywały się zebrania?
Erik mógł dostrzec Heather, leżącą pod jedną ze ścian. Dziewczyna była żywa, chociaż chyba nieprzytomna. Obok siedział Cameron Lupin, ściskając jej rękę, zapatrzony gdzieś w przestrzeń pustym wzrokiem. Kawałek dalej leżała Millie Moody, nad którą pochylała się Danielle – przynajmniej ona była cała i zdrowa. W kącie siedział pan Crawley, a do niego tuliły się psy. Elise Longbottom zajęła jedno z krzeseł, na drugim końcu pomieszczenia: chyba go nie dostrzegła, bo pochylała się, ukrywając twarz w dłoniach.
– Malwa teleportowała się na Pokątną. Miała przenieść Norę i Mabel do jednej z kryjówek i posłać Thomasa, żeby ostrzegał ludzi i pomagał się im teleportować – wyrzuciła z siebie pośpiesznie Dora. Na jej twarzy mogli dostrzec teraz ślady łez: musiała niedawno płakać i chociaż nie była ranna, to policzki dziewczyny pokrywała trupia niemalże bladość. – Morpheus zdążył ewakuować się z Ministerstwa, ale zabrał część ludzi stamtąd… nie od nas… do jednej z innych kryjówek, dołączy do nas później… Ministerstwo… Ministerstwo padło. I…
Tutaj zawahała się i spojrzała najpierw na Camerona, a potem na Vincenta.
– Zaatakowali też Munga – powiedziała cicho. – Cameron ledwo co tutaj dotarł. Chcieli wydania pacjentów i uzdrowicieli mugolskiego pochodzenia, a kiedy magimedycy odmówili, zaatakowali. Kiedy ewakuowano pacjentów, część uzdrowicieli zginęła w ich obronie. W tym Florence. Przykro mi, Vincent.
Kolejny odpis do 25.02, godzina 20.