21.02.2024, 21:06 ✶
— Dziękuję, skarbeńku. Jesteś jak zwykle nieoceniona! — Pochylił głowę, zapewniając Norze łatwiejszy dostęp do kapelusza.
A więc nienawiść wuja do starego Dolohova sięgała aż tak głęboko? Proszę, proszę, akurat tego się nie spodziewał. Rozpoznał temperament w głosie Morfeusza, jednak w tym stanie nie potrafił postawić jakiejkolwiek tezy. Szkoła, praca? Miał świadomość tego, że wuja nie znosił londyńskiego jasnowidza, jednak aby życzyć mu kompletnego upokorzenia?
— Jesteś pewny, że właśnie tego chcesz, drogi Morfeuszu? — Uniósł wymownie brwi w stylu Elise Longbottom. — Każdy błądzi w życiu. Może jego droga ku lepszemu jest po prostu dłuższa od twojej.
Poprawił rondo matczynego kapelusza, gdy szyjka butelki ponownie skierowała się w jego stronę. Machinalnie zdecydował się na odpowiedzenie na jedno z pytań, jakie Nora trzymała w zanadrzu. Wprawdzie był święcie przekonany, że świadomie nie spróbowałaby go ośmieszyć, tak wolał nie ryzykować. Znał ją zbyt długo i zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, czego może się po niej spodziewać w grze tego typu. Zwłaszcza gdy jej umysł był tak zmącony alkoholem. Pytanie na pewno będzie proste. W końcu mówili sobie praktycznie o wszystkim, więc co miałoby ją w nim ciekawić?
— M-możesz powtórzyć? — zająknął się, mrużąc oczy. Miał nadzieje, że sięprzesłyszał. Tyle że nie. Cholera. Wbił wzrok w niesforne pasemko włosów Nory, które nie chciało utknąć za jej uchem. Bił się z myślami, zastanawiając się, którą prawdę wybrać, a której pozwolić zostać w cieniu. — Jak powiem, że z Brenną, to będzie to oszustwo, prawda kochanie? Bo ona tu mieszka i spotykam się z nią codziennie na naszym uroczym rodzinnym śniadaniu.
Skrzywił się. No i po co dawał jej od razu argumenty do tego, żeby wytrącić mu tę kartę z ręki? Próbował wymusić uśmiech, jednak kąciki jego ust automatycznie wędrowały do dołu. Przeciągnął się na stołku, wlewając w siebie następną kolejkę bimbru, dając sobie więcej czasu do namysłu. Zamruczał cicho, gdy kolejna fala gorąca rozlała się po jego gardle. Raz smokowi śmierć... Czy jak to tam mawiali czarodzieje.
— Chyba Selwyn. Laurence... Laurence Selwyn. Był mocno popularny, gdy zaczynałem w Brygadzie. — Niedopowiedzenie roku. W tamtym okresie typa można było spotkać na największych imprezach w mieście, a rozpoznawali go wszyscy: od gości po obsługę lokali. — Mam... sentyment do kilku jego sztuk. Jest wszechstronny. Jako aktor, znaczy się.
Zwłaszcza w tych rolach, gdzie dostaje znienacka po mordzie, dodał bezgłośnie, rozbawiony samą myślą. W gruncie rzeczy nie pamiętał, nawet kiedy ostatni raz wypowiedział imię Lauriego na głos. Merlinie, to musiało być lata temu. I dalej bolało. Zerknął mimowolnie na Morfeusza zaszklonymi od alkoholu oczami, jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Zakręcił butelką, która wylądowała na blondynce. Erik klasnął w dłonie. Czas na zemstę. Jeśli zdecydowała się na pytanie, musiała uchylić rąbka tajemnica i zdradzić: Kto był jej najgorszym klientem w klubokawiarni i dlaczego. W przypadku wyzwania musiała mówić wierszem przez kolejne dwie rundy gry.
A więc nienawiść wuja do starego Dolohova sięgała aż tak głęboko? Proszę, proszę, akurat tego się nie spodziewał. Rozpoznał temperament w głosie Morfeusza, jednak w tym stanie nie potrafił postawić jakiejkolwiek tezy. Szkoła, praca? Miał świadomość tego, że wuja nie znosił londyńskiego jasnowidza, jednak aby życzyć mu kompletnego upokorzenia?
— Jesteś pewny, że właśnie tego chcesz, drogi Morfeuszu? — Uniósł wymownie brwi w stylu Elise Longbottom. — Każdy błądzi w życiu. Może jego droga ku lepszemu jest po prostu dłuższa od twojej.
Poprawił rondo matczynego kapelusza, gdy szyjka butelki ponownie skierowała się w jego stronę. Machinalnie zdecydował się na odpowiedzenie na jedno z pytań, jakie Nora trzymała w zanadrzu. Wprawdzie był święcie przekonany, że świadomie nie spróbowałaby go ośmieszyć, tak wolał nie ryzykować. Znał ją zbyt długo i zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, czego może się po niej spodziewać w grze tego typu. Zwłaszcza gdy jej umysł był tak zmącony alkoholem. Pytanie na pewno będzie proste. W końcu mówili sobie praktycznie o wszystkim, więc co miałoby ją w nim ciekawić?
— M-możesz powtórzyć? — zająknął się, mrużąc oczy. Miał nadzieje, że sięprzesłyszał. Tyle że nie. Cholera. Wbił wzrok w niesforne pasemko włosów Nory, które nie chciało utknąć za jej uchem. Bił się z myślami, zastanawiając się, którą prawdę wybrać, a której pozwolić zostać w cieniu. — Jak powiem, że z Brenną, to będzie to oszustwo, prawda kochanie? Bo ona tu mieszka i spotykam się z nią codziennie na naszym uroczym rodzinnym śniadaniu.
Skrzywił się. No i po co dawał jej od razu argumenty do tego, żeby wytrącić mu tę kartę z ręki? Próbował wymusić uśmiech, jednak kąciki jego ust automatycznie wędrowały do dołu. Przeciągnął się na stołku, wlewając w siebie następną kolejkę bimbru, dając sobie więcej czasu do namysłu. Zamruczał cicho, gdy kolejna fala gorąca rozlała się po jego gardle. Raz smokowi śmierć... Czy jak to tam mawiali czarodzieje.
— Chyba Selwyn. Laurence... Laurence Selwyn. Był mocno popularny, gdy zaczynałem w Brygadzie. — Niedopowiedzenie roku. W tamtym okresie typa można było spotkać na największych imprezach w mieście, a rozpoznawali go wszyscy: od gości po obsługę lokali. — Mam... sentyment do kilku jego sztuk. Jest wszechstronny. Jako aktor, znaczy się.
Zwłaszcza w tych rolach, gdzie dostaje znienacka po mordzie, dodał bezgłośnie, rozbawiony samą myślą. W gruncie rzeczy nie pamiętał, nawet kiedy ostatni raz wypowiedział imię Lauriego na głos. Merlinie, to musiało być lata temu. I dalej bolało. Zerknął mimowolnie na Morfeusza zaszklonymi od alkoholu oczami, jakby chciał coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zrezygnował. Zakręcił butelką, która wylądowała na blondynce. Erik klasnął w dłonie. Czas na zemstę. Jeśli zdecydowała się na pytanie, musiała uchylić rąbka tajemnica i zdradzić: Kto był jej najgorszym klientem w klubokawiarni i dlaczego. W przypadku wyzwania musiała mówić wierszem przez kolejne dwie rundy gry.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞