Geraldine brakowało poczucia odpowiedzialności. Uważała, że czasem nie warto się wychylać, znaczy to nie tak, że nie zareagowałaby, gdyby widziała przemoc. W końcu z Idą nawet walczyła już z śmierciożercami, nic jednak, co robiła nie było dobrowolne, spowodowane jakimiś większymi ideałami, nie czuła potrzeby, aby w pełni się to zaangażować. Rozumiała, że Gio ma inne zdanie, tyle, że aktualnie to również chyba nie było dobrym pomysłem. Widziała, jak się miota, czasem warto było po prostu odpuścić.
- Zdaje sobie z tego sprawę Gio, ale czy warto aż tak angażować się w coś, co nas nie dotyczy? - Powinni być przecież bezpieczni, w ich żyłach płynęła czysta krew. To też nie do końca tak, że nie ruszała ją śmierć przypadkowych osób, tyle, że oni powinni również zadbać o swoje bezpieczeństwo. Tacy jak oni nie byli mile widziani wśród czarodziejów czystej krwi. Szczególnie jeśli zaczęli się angażować w jakieś działania opozycyjne. Tyle, że Ger też nie znała szczegółów, bo nie interesowała się tematem i nie chciała zwracać na siebie uwagi. Zresztą wiedziała, że raczej mało kto będzie miał ochotę jej zaufać, bo reputacja jej rodziny była raczej wątpliwa. Nadal było to całkiem wygodne. Mogła na tym skorzystać, robić biznes po obu stronach, udawać, że pomaga każdej z nich. Była śliska niczym węgorz.
Yaxley wypiła całkiem szybko zawartość swojej szklanki i dolała sobie kolejną porcję alkoholu. Trochę ostatnio przesadzała z piciem, ale ta okazja wydawała się jej odpowiednia. Nie musiała się przynajmniej martwić, że pije jak zazwyczaj sama, do lustra. Zdarzało się to ostatnio coraz częściej. Niestety. Sporo się wydarzyło w jej życiu, jednak te problemy nie były w tej chwili istotne, nie, kiedy Gio wydawał się mieć poważniejsze. Nie będzie mu się tutaj nad sobą użalać.
- Każdy ma czasem zanik weny, czy coś. - Ne znała się na tym właściwie wcale, ale wydawało jej się to normalne. - Musisz dać sobie czas i odpocząć Gio, jak na moje. - Powiedziała, jakże odkrywczo.