Znowu pokręcił głową.
— Kiedy właśnie o to chodzi! Powinniśmy pokazać tej sekcie, że są w błędzie! Że czystość krwi jest sprawą absolutnie nieistotną i nie ma wpływu na zdolności magiczne, ani tym bardziej określanie, czy ktoś ma prawo lub nie do posiadania różdżki.
Aż wstał i zaczął krążyć po pokoju. Za dużo myśli, zdecydowanie za dużo. Musiał trochę odetchnąć, inaczej odpłynie... A Jonathan nie był w tym momencie w żadnym wypadku potrzebny.
— Tak... Masz rację... Dwa miesiące, to jeszcze nie jest tak źle biorąc pod uwagę moje natężenie pracy... — Wsunął włosy za uszy. Cały czas krążył po pokoju. Wyglądał, jakby się głęboko nad czymś zastanawiał, ale tak naprawdę jego głowa była pusta.
Zatrzymał się, by znów napić się mleka. Matka wystawiła naprawdę ciężkie działa, ale on się nie ugnie. Na Merlina, przecież mleko może sobie zagrzać w każdym zakątku świata!
— Dosyć tego, co u mnie... Opowiedz mi, co u Ciebie! Nie widzieliśmy się dwa miesiące, a już w maju mniej mieliśmy kontaktu.
Usiadł na fotelu i zaczął stukać palcami o podłokietniki. Być może odejście od tematu uspokoi go.