Dziewczyna może i wyglądała niewinnie, lecz mogły to być jedynie pozory. Otóż, pokazała swój charakterek, atakując słowami żebraka. Widząc tę scenę, Renigald się aż uśmiechnął, omal nie parsknął, unosząc brew ku górze.
Bardzo powolnym krokiem, zbliżał się do tej dwójki słysząc jej słowa. Aż mężczyzna, proszący tylko o knuta, nie chciał nic więcej od niej. Może popełnił błąd, dotykając jej drogą suknię? Przyjrzawszy się, można było zauważyć, że nie pochodziła z byle jakiego sklepu odzieżowego. Te szwy, ten krój. Rosier. Renigald też u nich kupował. Rodzinna firma od strony jego matki. A może i u niej kupowała? Nie to w tej chwili było ważne.
Ten żebrak, nie bez powodu tutaj siedział. A został wyganiany przez przypadkową dziewczynę, której to tak naprawdę być nie powinno. Czego tutaj szukała? Zaczepki? O to w tych stronach ulicy nie trudno. Malfoy może ją chętnie komuś przedstawić. Ciekawe czy będzie tak samo pyskować, czy posika się w koronkowe majteczki, kosztujące galeony.
Został dostrzeżony. A nawet zachęcony do podejścia bliżej. Rozłożył ręce, w jedną chwytając swoją laskę, drugą dłoń chowając do kieszeni spodni.
Żebrak nie do końca wiedział co ma zrobić, choć zbierał się do odejścia bardzo powoli. Ale kiedy zobaczył znajomą mu postać, poczuł się uratowany?
- Panie Malfoy.Niemal na kolanach się ukłonił.
- Prosiłem tylko o knuta…
Tłumaczył się. Jak w sumie większość takich jak on lub ci, co go znali. Nie był tutaj obcy.
Renigald spojrzał na niego jedynie krótko, po czym przeniósł spojrzenie na dziewczynę.
- Nie żal Ci galeony wydać na sukienkę. Ale knuta biedakowi, już tak?
Uśmiechnął się kąśliwie kącikiem ust. Nie przejmując się tym, że zwrócił się do dziewczyny na "Ty" a nie grzecznościowo. Lustrował ją od góry do dołu. Po czym powrócił spojrzeniem na biedaka.
- Jak dzisiejsza noc?
Zapytał go hasłem. Nie bez powodu mężczyzna siedział przy wejściu do tej kamienicy.
- Spokojna Panie.
Odpowiedział od razu. Powoli podnosząc głowę. Malfoy spojrzał w kierunku oddalonego od nich sklepu swojej znajomej, będącego w nienaruszonym stanie. Następnie z kieszeni wyjął z cztery knuty i rzucił mu je na ziemię. Mężczyzna zaczął pospiesznie je zbierać.
- Podbijesz moją stawkę czy go zatrudnisz?
Spojrzał tym razem na nieznajomą, która jak widać miała charakterek, ale chyba nie zapomniała, gdzie się znajdowała. Te rejony ulic rządziły się innymi zasadami. Znała je?
Z uśmiechem przyglądał się dziewczynie, zastanawiając czy zakup tej kiecki kosztował ją majątek, czy faktycznie brzydziła ludźmi pokroju tego żebraka. Malfoy też za tym nie przepadał, brudem, śmierdzącym otoczeniem czy osobami. On sam zaś pachniał drogimi męskimi perfumami. Niestety w interesach, plugastwo niekiedy jest im potrzebne. Jak i tutaj.