• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott

[01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
02.12.2022, 23:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2022, 15:11 przez Erik Longbottom.)  

Nie nazwałby intencji swojego rozmówcy nieszczerymi. Ba, wydawał się bardzo zainteresowany propozycją. Mimo to Erik odebrał jego słowa jako lekko dowcipną sugestię, iż potrzebuje bardzo konkretnych warunków do tego, aby się skupić i odpowiedzieć na dane pytania. Cóż, nie miał mu tego za złe. Skoro pomylił kroki w tym ich małym tańcu, teraz musiał wypić piwo, którego nawarzył przez własny brak uwagi. Nie, żeby narzekał.

— Chodzą plotki, że spędzenie paru dni na portugalskim wybrzeżu może cudownie wpływa na umysł. Warto przetestować tę teorię. Kto wie, może oboje doświadczymy oświecenia — odparł przekornie, wyznaczając im już niejako kierunek podróży.

Perspektywa spędzenia wspólnego czasu z dala od zgiełku Londynu i polityki brytyjskich czarodziejów była fascynująca. Może wręcz kusząca. Co jak co, ale rzadko mieli okazję po prostu spędzić ze sobą czas, bez całej otoczki związanej z pracą w Ministerstwie Magii, jak i innymi zobowiązaniami, które ciążyły na ich barkach. To by mogło być... wyzwalające, pomyślał. Bądź co bądź nie spodziewał się, że podczas tego spotkania uzupełni kalendarz o plany na najbliższy urlop.

— A więc ustalone. — Obdarzył Elliotta promienistym uśmiechem, który starał się z trudem powściągnąć, co by nie pokazywać przesadnego entuzjazmu. — Mam nadzieję, że pogoda dopisze. Tak jak uwielbiam Twoje towarzystwo, tak mam wrażenie, że spędzenie całego wyjazdu w porcie przez ciągłe burze na wybrzeżu byłoby mało ekscytujące. I pewnie na dodatek mocno by bujało. — Zmarszczył brwi, jak gdyby fakt, że warunki atmosferyczne mogły pokrzyżować im plany, był przeszkodą, którą nie wiedział, jak ominąć. Pokręcił głową, odpędzając ciemne myśli, jak najdalej od siebie. — Dam znać, kiedy wyklaruje mi się wolne. A no i kiedy łódź będzie gotowa.

Wysłuchał z uwagą słów mężczyzny, popijając bez pośpiechu podaną wcześniej herbatę. Gdyby to była zwykła wizyta u przypadkowego urzędnika, wymiana zdań zapewne ograniczyłaby się do drobnego komplementu na temat napoju, zanim przeszliby do kwestii służbowych. W tym przypadku jednak ciepły napitek stanowił co najwyżej ozdobę. Osobliwy dodatek, który służył co najwyżej jako niestandardowe narzędzie do odmierzania czasu, gdy zawartość filiżanki znikała wraz z tym, jak ich dyskusja nabierała tempa.

— Nie myślałem o tym w ten sposób. A przynajmniej nie wyraziłbym tego aż tak konkretnie — przyznał bez ogródek, chociaż w tonie jego głosu można było wychwycić lekkie zmieszanie. Nachylił się w stronę Elliotta i zmrużył lekko oczy, jak gdyby miało mu to pomóc bardziej się skupić. — Aczkolwiek ciężko odmówić Ci racji. Żyjemy w takim społeczeństwie, że trudno nie czerpać pewnych wzorców ze środowiska rodzinnego, szkolnego czy zawodowego. A z racji tego, że mało który z tych układów działa bezproblemowo, ograniczamy swoje nadzieje. Uznajemy, że nasze oczekiwania i tak nie zostaną spełnione tak, jak sobie tego wymarzyliśmy.

I właśnie dlatego tak często ludzie wolą polegać na sobie, niż przyjąć pomoc innych, dopowiedział w myślach. W pewnym sensie można by było to uznać za sposób uczenia się na błędach innych. Widząc, że dla co poniektórych niemożliwe jest osiągnięcie stuprocentowego zadowolenia, człowiek zaczynał wątpić, czy i jemu się uda. Określone sfery społeczne mogły poniekąd wymusić pewne standardy. Być może z tego powodu pojęcie równowagi w relacji było dla niektórych tak obce. Gdyby zmienić jednak środowisko...

— Znowu to robimy — stwierdził niespodziewanie Erik, kręcąc w rozbawieniu głową. — Zaczynam wierzyć w to, że nie jesteśmy w stanie odbyć prostej rozmowy. To cel kompletnie poza naszym zasięgiem. Po prostu musimy kopać głębiej i głębiej, dopóki umysł nie zaczyna działać na pełnych obrotach. Działamy na siebie stymulująco.

Uśmiechnął się pod nosem na widok miny Malfoya. Cóż, kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa, a musiał przyznać, że odczuł lekką satysfakcję, gdy jego drobna sztuczka przyniosła efekty. Nie zamierzał jednak przeciągać strony. Sięgnięcie po tę lekką manipulację słowną było ryzykownym ruchem. W końcu Elliott mógł się odpłacić tym samym. Pomimo zadowolenia z uzyskanej reakcji, poczuł lekkie ukłucie sercu, że tak brutalnie go podpuścił.

Uniósł lekko brwi na żart o przeprowadzce, jak gdyby rozważał tę propozycję w ramach potencjalnego wyzwania. Cóż, nie miał jakiegoś ogromnego doświadczenia z dziećmi, ale dosyć często zajmował się Mabel, a dziewczynka dalej żyła i miała się całkiem nieźle, więc chyba w tej kwestii nie był niereformowalnym beztalenciem. W sumie, czy byłaby to duża różnica? Jego chrześnica była zaledwie parę lat starsza od Nicholasa. Jakiejś dużej różnicy w zajmowaniu się jednym i drugim raczej nie było. To nie mogło być aż tak skomplikowane.

— A więc będziemy spędzać więcej czasu razem. Bądź co bądź, interesujących ludzi ciągnie do siebie, więc grzechem byłoby nie wykorzystać tej okazji — odparł po dłuższej pauzie, sięgając ponownie po filiżankę, aby pod pozorem ponownego zasmakowania ciepłego napoju, ukryć swój uśmiech.

Nie miał zamiaru kłamać; cieszył się, że ta propozycja wyszła od Elliotta. Być może sam wyszedłby z tą propozycją wcześniej, jednak poniekąd paraliżował go swego rodzaju respekt, jaki miał przed blondynem. Od pamiętnego spotkania w barze ich relacje układały się o niebo lepiej, jednak ilekroć pojawiała się okazja ku temu, aby zaproponować częstsze spotkania, wahał się.

Nie z braku chęci, co toto nie. Jeśli już to z obawy przed tym, że zostanie postawiony do pionu i brutalnie uświadomiony, że w gruncie rzeczy nie są ze sobą tak blisko, jak mu się wydawało. Teraz jednak to Malfoy wykonał pierwszy krok, nawet jeśli wydawał się lekko przy tym wahać. Erik tym bardziej doceniał, że dostał takowe potwierdzenie. Jakoś się to ułożyło, pomyślał, uświadamiając sobie, że w gruncie rzeczy mieli już zaplanowany urlop.

Rozpoczynając swój spacer po gabinecie, nie spodziewał się, że zaledwie chwilę później będzie stał zdębiały przy biurku, mając przed oczami śmiejącego się w głos Elliotta. Prawdę mówiąc, była to ostatnia reakcja, której się spodziewał. Strzelił oczami na prawo i lewo, nie bardzo wiedząc, co w takiej sytuacji zrobić. Ciekawe jednak było to, że ciężko było mu przywołać z odmętów pamięci podobną scenę. Przynajmniej z niedalekiej przeszłości.

Na Merlina, zepsułem Elliotta, pomyślał. Gdyby nagle się okazało, że jego wywód na temat kogutów drastycznie zmienił zachowanie blondyna, to Erik był święcie przekonany, że nie dalej jak następnego dnia mógł się spodziewać, że na jego kroku pojawi się jakiś reprezentant rodu Malfoyów, żądając odwrócenia efektów. Eden na pewno byłaby pierwszą kandydatką.

Pomimo lekkiego zakłopotania tym, że nie do końca wiedział, co konkretnie wywołało taką, a nie inną reakcję, nieświadomie sam się uśmiechnął, przez co irytacja wywołana wybrykiem współpracowników z Brygady znacznie zelżała. Ktokolwiek powiedział, że śmiech był zaraźliwy, miał sporo racji.

— Nie miałem pojęcia, że jestem aż taki zabawny — rzucił w żartobliwym tonie. — Skoro nawet Ciebie potrafię doprowadzić do łez, to może najwyższy czas rzucić pracę w Ministerstwie i zostać komikiem.

Wyszczerzył usta w perlistym uśmiechu, czekając cierpliwie, aż Kanclerz Skarbu doprowadzi się do porządku. Erik podrapał się po policzku, gdy okazało się, że to jednak nie on był powodem tego emocjonalnego wyrzutu śmiechu. Wysłuchując opowieści o bobrze wywodzącym się z gatunku salamander, wbił wzrok w niecodzienny portret i przekrzywił głowę. Czemu miał wrażenie, że to brzmiało nad wyraz znajomo?

— W takim razie kariera w kabarecie na Pokątnej będzie musiała poczekać. A było tak blisko. — Zacmokał parę razy, jak gdyby faktycznie żałował takiego obrotu spraw. — Czuję się zaszczycony, że miałem okazję zobaczyć to... dzieło. Raczej nie każdy osoba odwiedzająca ten gabinet ma okazję obserwować takie hmm widoki.

Cóż, widok tej 'salamandry' musi pomagać, gdy trafia się irytujący petent, pomyślał z przejęciem. Nie miał pojęcia, czy była to wina jego własnej rozbujanej przez śmiech blondyna wyobraźni, czy po prostu resztki jego kreatywności postanowiły się podnieść w ostatnim podrygu, ale w głowie mężczyzny pojawił się pewien obraz. W tej wizji Malfoya odwiedzał bardzo stary, siwy czarodziej, starający się wybronić swoje dokumenty, powołując się na dawno niebędące już w mocy przepisy, nie rozumiejąc jednocześnie słowa nie. Tymczasem Elliott spoglądał ukradkiem na salamandro-bobra, wyobrażając sobie, że ten siedzi obok niego i taksuje bezdusznym wzrokiem gościa.

Erik kaszlnął głośno, starając się nie wybuchnąć śmiechem.

[a]— Ja...Ja... — Zamknął na moment oczy, aby zebrać myśli w jedną logiczną całość. — Ja zadbam o to, żeby następny wniosek przyszedł w normalnej formie. Bez kogutów i bez żadnych innych zwierząt ze wsi. Ostatnie czego potrzebujemy w departamencie to latające warchlaki zamiast sów pocztowych albo inny poroniony pomysł.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (5512), Erik Longbottom (5540)




Wiadomości w tym wątku
[01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 04.11.2022, 21:56
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 06.11.2022, 02:36
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 07.11.2022, 11:11
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 09.11.2022, 02:58
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 10.11.2022, 13:52
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 22.11.2022, 05:56
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 24.11.2022, 00:20
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 02.12.2022, 03:52
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 02.12.2022, 23:36
RE: [01/03/1972] Departament Skarbu, Ministerstwo Magii || Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 10.12.2022, 06:13

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa