22.02.2024, 11:09 ✶
- Zważywszy na to, jak ty się prezentujesz, gdyby on nie wyglądał gorzej, byłabyś już martwa – odparła Florence. Teraz, gdy upewniła się, że Yaxley nie wykrawanie się w ciągu najbliższych pięciu minut, już na powrót spokojnym tonem. Nie miała skłonności do ulegania zbędnej panice: raz, ze względu na charakter, dwa, bo pracowała w szpitalu, często przy trudnych przypadkach, trzy, jej bracia byli aurorami (a jeden lubił pakować się w bójki poza służbą) i już przywykła, że niekiedy potrafili zapukać do drzwi jej pokoju z zakrwawionymi twarzami czy ubraniami.
Trzeba było jednak przyznać, że chyba nigdy żaden z nich nie wyglądał tak, jak teraz Geraldine.
Żwawo, acz nie biegnąc, poprowadziła ją do jednej z dwóch znajdujących się na dole łazienek - tej większej, gdzie znajdowała się sporą wanna. Tutaj, kafelków i armatury łazienkowej, krew i te... inne substancje, powinno się usunąć stosunkowo łatwo.
– Usiądź na wannie. I zdejmij tę koszulę, muszę obejrzeć twoje żebra, a i tak nadaje się tylko do wyrzucenia, jej już żadna magia nie pomoże. Skrzat przyniesie jakąś Oriona, odkupię mu ją potem – zakomenderowała Bulstrode, odkręcając wodę, żeby Geraldine mogła obmyć sobie przynajmniej twarz i ręce. Nie zamknęła od razu drzwi łazienki, a poprosiła najpierw skrzata, by przyniósł dodatkowe ręczniki, podręczną skrzyneczkę z eliksirami oraz tę koszulę (i gdy już skończy, uprzątnął ślady błota i krwi, jakie pozostawiły buty ich gościa na podłodze w korytarzu). Jej własna bluzka byłaby na Geraldine bez wątpienia za mała, a przecież ta nie mogła wyjść stąd półnaga. Zaś Florence ani myślała pozwolić, aby Yaxley założyła na siebie z powrotem coś, co było chyba umazane... flakami. O nie, aż ją brały dreszcze na samą myśl. To ubranie musiało zostać nie tylko wyrzucone, ale wręcz unicestwione.
– Dobrze widzę, że masz rozcięty bok? Czy to było coś jadowitego? Zęby, pazury, krew, mogły zainfekować twoje rany? – spytała rzeczowo, otwierając jedną z szafek i wydobywając z niej rękawiczki. Jednym z efektów ubocznych posiadania w domu uzdrowicielki oraz dwóch osób, które regularnie doznawały różnych obrażeń, od siniaków, przez złamania aż po obrywanie klątwami, było to, że w różnych zakątkach kamienicy dało się znaleźć bandaże, eliksiry, specjalne rękawiczki i tym podobne.
Chociaż i tak nie było ich tak wielu, jak kart.
Trzeba było jednak przyznać, że chyba nigdy żaden z nich nie wyglądał tak, jak teraz Geraldine.
Żwawo, acz nie biegnąc, poprowadziła ją do jednej z dwóch znajdujących się na dole łazienek - tej większej, gdzie znajdowała się sporą wanna. Tutaj, kafelków i armatury łazienkowej, krew i te... inne substancje, powinno się usunąć stosunkowo łatwo.
– Usiądź na wannie. I zdejmij tę koszulę, muszę obejrzeć twoje żebra, a i tak nadaje się tylko do wyrzucenia, jej już żadna magia nie pomoże. Skrzat przyniesie jakąś Oriona, odkupię mu ją potem – zakomenderowała Bulstrode, odkręcając wodę, żeby Geraldine mogła obmyć sobie przynajmniej twarz i ręce. Nie zamknęła od razu drzwi łazienki, a poprosiła najpierw skrzata, by przyniósł dodatkowe ręczniki, podręczną skrzyneczkę z eliksirami oraz tę koszulę (i gdy już skończy, uprzątnął ślady błota i krwi, jakie pozostawiły buty ich gościa na podłodze w korytarzu). Jej własna bluzka byłaby na Geraldine bez wątpienia za mała, a przecież ta nie mogła wyjść stąd półnaga. Zaś Florence ani myślała pozwolić, aby Yaxley założyła na siebie z powrotem coś, co było chyba umazane... flakami. O nie, aż ją brały dreszcze na samą myśl. To ubranie musiało zostać nie tylko wyrzucone, ale wręcz unicestwione.
– Dobrze widzę, że masz rozcięty bok? Czy to było coś jadowitego? Zęby, pazury, krew, mogły zainfekować twoje rany? – spytała rzeczowo, otwierając jedną z szafek i wydobywając z niej rękawiczki. Jednym z efektów ubocznych posiadania w domu uzdrowicielki oraz dwóch osób, które regularnie doznawały różnych obrażeń, od siniaków, przez złamania aż po obrywanie klątwami, było to, że w różnych zakątkach kamienicy dało się znaleźć bandaże, eliksiry, specjalne rękawiczki i tym podobne.
Chociaż i tak nie było ich tak wielu, jak kart.