Grunt to mieć świadomość, że zawsze ma się wsparcie. Yaxley wiedziała, że może liczyć na Gio czegokolwiek by mu nie powiedziała, nie oceniał jej - nigdy. To było dla niej ważne, bo zazwyczaj łatwo innym przychodziło wrzucanie jej w pewne formy, które nie do końca jej odpowiadały. Nie chciało jej się nawet z tym kłócić, bo było to trochę jak walenie głową w ścianę.
Gerry nie umiała mówić o sobie, rzadko kiedy opowiadała o tym, co ją trapiło. Nie była wylewna, nigdy. Zresztą wychowana została w szorstki mocno sposób, do dzisiaj jej to zostało. Była raczej chłodna i zdystansowana. Próbowała uczyć się tego, w jaki sposób wspierać innych, jednak sama nigdy nie zmieniła swoich przyzwyczajeń w mówieniu o sobie, a raczej niemówieniu.
- Chciałam cię zobaczyć, po prostu. Upewnić się, że jesteś cały i zdrowy. - Listy nie zastępowały rozmowy twarzą w twarz. W przypadku ich pracy było to zdecydowanie ułatwienie kontaktu, bo inaczej mieliby problem, aby ciągle pielęgnować tę znajomość. W końcu jeśli nie jedno, to drugie wyjeżdżało.
- W pracy właściwie jak zawsze, wiesz jak jest. Zlecenia wpadają jedno za drugim, szczególnie latem, potwory wtedy wykazują szczególną aktywność. - Zachęcały je do tego dłuższe dni i łatwy dostęp do pożywienia.
Z kim spędzała wolny czas? Z nikim. Znaczy oczywiście była w jej życiu Florence, było kilkoro znajomych, jednak, czy można było o tym mówić jako o spędzaniu czasu? - Właściwie to sama, jak zawsze. - Wolała nie wracać do tematu ćpuna, któremu zaufała, któremu chciała pomóc, była gotowa zrobić dla niego wszystko, a on zdecydował się wybrać dragi. Nawet od tego nie była lepsza. - Hmm? - O coś chciał ją zapytać, widziała to. - No mów, widzę, że chcesz się czegoś dowiedzieć. - Yaxley brakowało ogłady, nie miała więc problemu z tym, żeby się w ten sposób odezwać.