22.02.2024, 16:01 ✶
Podążał za wzrokiem, tam gdzie jego cel, w upale przedzierał się przez krzaki. To był jego największy problem lata, gorąco i duszno od wyspiarskiej wilgoci, ale dzięki temu chłodne prysznice było dużo przyjemniejsze niż normalnie.
Samotna wędrówka okazała się jednak doprowadzić do śpiącej pod drzewem księżniczki, którą najwyraźniej zbudził swoim pędem za statyczną roślinnością. Zaraz, zbudził? Na pewno? Coś za szybko i zbyt skoordynowanie się zebrała z ziemi, co dało mu wrażenie, że to on jest tu jelonkiem, na jakiego poluje wielki, zły wilk. Oboje byli jednak względnie mało niebezpieczni i dla siebie i dla otoczenia. No, ona była bardziej, ta różdżka gotowa do walki i obrony. Powinien sam w sobie też wyrobić taki nawyk. Co prawda głupio będzie jak w niemagicznym Londynie wyskoczy na kogoś z patykiem, ale da się to wytłumaczyć całkiem sensownie, szczególnie dla kogoś mniej spostrzegawczego.
Dziewczyna tak szybko jak przywołała czujność, tak szybko odpuściła, rozumiejąc, że wilkołak raczej jej nie zje, choć zaledwie kilka dni temu sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej. Na szczęście zawsze dbał o to, żeby na czas pełni znaleźć się tam gdzie znaleźć się powinien, czyli w zamknięciu i z dala od ludzi.
Na powitanie odpowiedział szerokim uśmiechem, zerkając na boki, jakby to nie do niego mówiła, choć to on zagadał do niej i wtargnął w jej przestrzeń. Niby łąka nie była prywatna, ale parki prywatne nie są, a ludzie i tak trzymają dystans, to normalne i jak najbardziej pożądane.
-Em...-zerknął w trawy.-Sam nie wiem... Wszystkiego co znajdę szukam, ale głównie zioła i kwiaty. Przydadzą mi się na herbaty i maści..-spojrzał przed siebie i westchnął głośno.-Szedłem tu bo widziałem taką jedną trawę... Ale wystraszyłem się ciebie i straciłem ją z oczu... Chyba już jej nie znajdę.-zamarudził pod nosem, patrząc jeszcze chwilę na zielsko. Nie to, że dziewczyna zniszczyła mu plany życiowe, ale trochę szkoda było mu tej trawy, choć może okazałaby się być zwykłym źdźbłem i niczym więcej.
-A ty widzę korzystasz z lata.-rzucił do niej z uśmiechem. Nie do końca umiał pchać rozmowy dalej, ale zawsze próbował mniej czy bardziej pokracznie. Wtedy też zmrużył nagle oczy, patrząc na nią uważnie. Podszedł o krok.-M-mogę?...-zapytał wskazując na jej głowę i jeśli zgodę otrzymał, to zaraz ostrożnie zgarnął w jej włosów polnego pajączka, małego, dopiero poznającego życie i straszny, wielki świat.-Twój familiant?-zapytał żartem przyglądając się stworzonku.
Samotna wędrówka okazała się jednak doprowadzić do śpiącej pod drzewem księżniczki, którą najwyraźniej zbudził swoim pędem za statyczną roślinnością. Zaraz, zbudził? Na pewno? Coś za szybko i zbyt skoordynowanie się zebrała z ziemi, co dało mu wrażenie, że to on jest tu jelonkiem, na jakiego poluje wielki, zły wilk. Oboje byli jednak względnie mało niebezpieczni i dla siebie i dla otoczenia. No, ona była bardziej, ta różdżka gotowa do walki i obrony. Powinien sam w sobie też wyrobić taki nawyk. Co prawda głupio będzie jak w niemagicznym Londynie wyskoczy na kogoś z patykiem, ale da się to wytłumaczyć całkiem sensownie, szczególnie dla kogoś mniej spostrzegawczego.
Dziewczyna tak szybko jak przywołała czujność, tak szybko odpuściła, rozumiejąc, że wilkołak raczej jej nie zje, choć zaledwie kilka dni temu sprawy wyglądałyby zupełnie inaczej. Na szczęście zawsze dbał o to, żeby na czas pełni znaleźć się tam gdzie znaleźć się powinien, czyli w zamknięciu i z dala od ludzi.
Na powitanie odpowiedział szerokim uśmiechem, zerkając na boki, jakby to nie do niego mówiła, choć to on zagadał do niej i wtargnął w jej przestrzeń. Niby łąka nie była prywatna, ale parki prywatne nie są, a ludzie i tak trzymają dystans, to normalne i jak najbardziej pożądane.
-Em...-zerknął w trawy.-Sam nie wiem... Wszystkiego co znajdę szukam, ale głównie zioła i kwiaty. Przydadzą mi się na herbaty i maści..-spojrzał przed siebie i westchnął głośno.-Szedłem tu bo widziałem taką jedną trawę... Ale wystraszyłem się ciebie i straciłem ją z oczu... Chyba już jej nie znajdę.-zamarudził pod nosem, patrząc jeszcze chwilę na zielsko. Nie to, że dziewczyna zniszczyła mu plany życiowe, ale trochę szkoda było mu tej trawy, choć może okazałaby się być zwykłym źdźbłem i niczym więcej.
-A ty widzę korzystasz z lata.-rzucił do niej z uśmiechem. Nie do końca umiał pchać rozmowy dalej, ale zawsze próbował mniej czy bardziej pokracznie. Wtedy też zmrużył nagle oczy, patrząc na nią uważnie. Podszedł o krok.-M-mogę?...-zapytał wskazując na jej głowę i jeśli zgodę otrzymał, to zaraz ostrożnie zgarnął w jej włosów polnego pajączka, małego, dopiero poznającego życie i straszny, wielki świat.-Twój familiant?-zapytał żartem przyglądając się stworzonku.