22.02.2024, 19:34 ✶
Wzdrygnął się na dźwięk dzwonka. Przecież... O tej porze? Kogo diabeł niesie?
-Już!-odkrzyknął z pokoju, ustawiając lepiej doniczkę na parapecie, aby przeciąg wywołany otworzeniem drzwi nie zatrzasnął okien i niczego nie zniszczył. Wygładził koszulkę i pomaszerował w stronę wyjścia chwytając po drodze różdżkę, tak na zaś, choć i tak odłożył ją na szafkę gdy tylko usłyszał za drzwiami głos Morpheusa. On tutaj? Nie było to zaskoczenie, ale kompletnie nie spodziewał się, że mężczyzna będzie miał dzisiaj dla niego czas.
-Coś ty zrobił?-zapytał przekręcając zamek i łapiąc za klamkę. Przywlókł mu jakiegoś bezdomnego psa do domu? Kota? Jakąś mięsożerną roślinę wielkości krowy? Przejście się otworzyło, jego jasne oczy wylądowały na nienaturalnie bladej skórze. Rysy twarzy czarodzieja wydały się nagle zupełnie obce, zanikały przez biel, uwidaczniały się przez pełzający wzór. Niezmieniające się ale przy każdym spojrzeniu inne.
Zmarszczył brwi, obleciał go wzrokiem od dołu do góry i już otwierał usta w cisnącym się na nie pytaniem, ale odpowiedź przyszła i bez tego. Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową, jak matka widząca rozbrajający wybryk syna. Wyciągnął rękę, chwycił go za koszulę i wciągnął do mieszkania. Zamknął za nimi zamek. Hol znów wypełnił się cudownym zapachem mężczyzny, tak dobrze znanym wilkołakowi. Gofry, pot, maliny i kadzidło.
-Nieszkodliwy mówisz? Na pewno?-zapytał, przykładając dłoń do jego twarzy, zadzierając mu nieco podbródek, aby przyjrzeć się szyi, szczęce, policzkowi. Wszędzie taki był? Na całym ciele?-Wygląda pięknie... Jak niebo.-wymruczał z pochwałą, w końcu opanowując swoje dłonie, zabierając je z miękkiej skóry i dając Morpheusowi przestrzeń na choćby zdjęcie butów.
-Napijesz się czegoś? Mam kompot i właśnie upiekłem ciasto.-zapytał, chcąc skupić się na czymś innym niż tylko na chęci dotykania mężczyzny. W jego wzroku widać jednak było niegasnącą fascynację nowym wyglądem kochanka.
-Już!-odkrzyknął z pokoju, ustawiając lepiej doniczkę na parapecie, aby przeciąg wywołany otworzeniem drzwi nie zatrzasnął okien i niczego nie zniszczył. Wygładził koszulkę i pomaszerował w stronę wyjścia chwytając po drodze różdżkę, tak na zaś, choć i tak odłożył ją na szafkę gdy tylko usłyszał za drzwiami głos Morpheusa. On tutaj? Nie było to zaskoczenie, ale kompletnie nie spodziewał się, że mężczyzna będzie miał dzisiaj dla niego czas.
-Coś ty zrobił?-zapytał przekręcając zamek i łapiąc za klamkę. Przywlókł mu jakiegoś bezdomnego psa do domu? Kota? Jakąś mięsożerną roślinę wielkości krowy? Przejście się otworzyło, jego jasne oczy wylądowały na nienaturalnie bladej skórze. Rysy twarzy czarodzieja wydały się nagle zupełnie obce, zanikały przez biel, uwidaczniały się przez pełzający wzór. Niezmieniające się ale przy każdym spojrzeniu inne.
Zmarszczył brwi, obleciał go wzrokiem od dołu do góry i już otwierał usta w cisnącym się na nie pytaniem, ale odpowiedź przyszła i bez tego. Zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową, jak matka widząca rozbrajający wybryk syna. Wyciągnął rękę, chwycił go za koszulę i wciągnął do mieszkania. Zamknął za nimi zamek. Hol znów wypełnił się cudownym zapachem mężczyzny, tak dobrze znanym wilkołakowi. Gofry, pot, maliny i kadzidło.
-Nieszkodliwy mówisz? Na pewno?-zapytał, przykładając dłoń do jego twarzy, zadzierając mu nieco podbródek, aby przyjrzeć się szyi, szczęce, policzkowi. Wszędzie taki był? Na całym ciele?-Wygląda pięknie... Jak niebo.-wymruczał z pochwałą, w końcu opanowując swoje dłonie, zabierając je z miękkiej skóry i dając Morpheusowi przestrzeń na choćby zdjęcie butów.
-Napijesz się czegoś? Mam kompot i właśnie upiekłem ciasto.-zapytał, chcąc skupić się na czymś innym niż tylko na chęci dotykania mężczyzny. W jego wzroku widać jednak było niegasnącą fascynację nowym wyglądem kochanka.