22.02.2024, 19:40 ✶
Mój rzut na przemianę
Niesamowita tarcza Rolpha (Livka kazała uwzględnić, że będzie rzucał, więc nie ma obrywania.
Brenna bywała przekorna, ale w tym wypadku nie ruszenie się nie wchodziło w grę, bo przecież, do licha, czekała właśnie na to, żeby ktoś odczarował te cholerne schody, bo z dołu nie za bardzo mogli wycelować zaklęciami w atakującego ich mężczyznę. Po prawdzie nawet nie usłyszała, co dokładnie kazał robić Lestrange, bo już skakała do przodu.
Dosłownie skakała.
Mogło wyglądać to dziwnie w pierwszej chwili - nie miała przecież szans pokonać jednym skokiem salonu, za to istniała spora szansa na zaliczenie bardzo widowiskowego upadku tuż pod schodami. W istocie jednak Brenna oszacowała po prostu, że nie ma szans, aby dopadła stopni, wbiegła po nich i jeszcze pokonała fragment korytarza, nie obrywając po drodze żadnym zaklęciem albo nie odbijając co rusz ciskanych w nią klątw - a w takich starciach to zawsze atakujący miał przewagę. Przynajmniej nie mogła zrobić tego na ludzkich nogach.
Przemieniła się w locie. Czar, który frunął ku niej z góry, może by trafił, może nie, ale nie mieli szansy się przekonać - rozbił się bowiem o absolutnie przepiękną tarczę, wyczarowaną przez Lestrange'a, i nawet jej nie naruszył. Gdyby nauczyciel OPCM Rodolphusa z czwartej klasy, gdy uczyli się stawiać tę barierę, obserwował go teraz, bez wątpienia załkałby teraz z dumy i przez łzy powiedział, że uczeń daleko przerósł mistrza. Może była to nawet najlepsza tarcza, jaką kiedykolwiek dotąd wyczarował: chęć wydostania się z domu - pułapki dodała mu motywacji?
Wilczyca, osłonięta przed zaklęciem, wystrzeliła do przodu, ciemna błyskawica, pokonując w pędzie salon, śmignęła po schodach i już rzuciła się ku ich oponentowi, z warkotem, narastającym w wilczym gardle, by obalić go na ziemię. Sekundę później mężczyzna miał możliwość obserwowania wilczych kłów z odległości, z jakiej zazwyczaj paszczy dzikiego zwierzęcia nikt o zdrowych zmysłach nie ma ochoty oglądać.
Niesamowita tarcza Rolpha (Livka kazała uwzględnić, że będzie rzucał, więc nie ma obrywania.
Brenna bywała przekorna, ale w tym wypadku nie ruszenie się nie wchodziło w grę, bo przecież, do licha, czekała właśnie na to, żeby ktoś odczarował te cholerne schody, bo z dołu nie za bardzo mogli wycelować zaklęciami w atakującego ich mężczyznę. Po prawdzie nawet nie usłyszała, co dokładnie kazał robić Lestrange, bo już skakała do przodu.
Dosłownie skakała.
Mogło wyglądać to dziwnie w pierwszej chwili - nie miała przecież szans pokonać jednym skokiem salonu, za to istniała spora szansa na zaliczenie bardzo widowiskowego upadku tuż pod schodami. W istocie jednak Brenna oszacowała po prostu, że nie ma szans, aby dopadła stopni, wbiegła po nich i jeszcze pokonała fragment korytarza, nie obrywając po drodze żadnym zaklęciem albo nie odbijając co rusz ciskanych w nią klątw - a w takich starciach to zawsze atakujący miał przewagę. Przynajmniej nie mogła zrobić tego na ludzkich nogach.
Przemieniła się w locie. Czar, który frunął ku niej z góry, może by trafił, może nie, ale nie mieli szansy się przekonać - rozbił się bowiem o absolutnie przepiękną tarczę, wyczarowaną przez Lestrange'a, i nawet jej nie naruszył. Gdyby nauczyciel OPCM Rodolphusa z czwartej klasy, gdy uczyli się stawiać tę barierę, obserwował go teraz, bez wątpienia załkałby teraz z dumy i przez łzy powiedział, że uczeń daleko przerósł mistrza. Może była to nawet najlepsza tarcza, jaką kiedykolwiek dotąd wyczarował: chęć wydostania się z domu - pułapki dodała mu motywacji?
Wilczyca, osłonięta przed zaklęciem, wystrzeliła do przodu, ciemna błyskawica, pokonując w pędzie salon, śmignęła po schodach i już rzuciła się ku ich oponentowi, z warkotem, narastającym w wilczym gardle, by obalić go na ziemię. Sekundę później mężczyzna miał możliwość obserwowania wilczych kłów z odległości, z jakiej zazwyczaj paszczy dzikiego zwierzęcia nikt o zdrowych zmysłach nie ma ochoty oglądać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.