22.02.2024, 21:16 ✶
Dziewczyna, jak dziewczyna. Z założenia wolał nie lekceważyć nikogo, bo to nigdy nie kończyło się dobrze, albo oberwie chcący albo niechcący, ale tak czy inaczej oberwie w ten czy inny sposób i żaden z nich się mu nie podobał.
Szczęśliwie tego poranka raczej nikt nie zginie, a nawet jeśli to są w takim miejscu, że nie prędko zostaną znalezieni, a natura i tak bardzo szybko sięgnie po swoje, zajmując się martwym ciałem. Gorzej będzie z ubraniami, jeśli ktoś ma jakieś elementy metalowe czy inne niepoprawne i mało naturalne części, ale one rozrzucone po okolicy zaginą w trawie lub staną się małą obsesją krukowatych, które uwielbiają błyskotki.
Zaśmiał się na jej słowa słysząc te nieboskie herezje paskudne i okropne. Chwasty? Co za kobieta! Jak tak można! Ale rozumiał, dla niego samego kiedyś rumianek i stokrotka to było to samo, tak samo wiśnia i czereśnia. Dzisiaj by w życiu tego nie pomylił.
-To dla mnie nie. Znając się trochę na nich można się ze wszystkiego wyleczyć.-powiedział dalej z uśmiechem.-Albo się otruć, bo niektóre zioła lecznice są do złudzenia podobne do trujących.-tak, gdy trzeba było mówić o swojej pasji, to mógł gadać i gadać i trochę taki zamiar miał właśnie teraz, ale szczęśliwie rozmowa ucięła się jeśli chodzi o ten temat. Z reszta nie znali się, nie chciał zawracać jej głowy jak jakiś szaleniec i fanatyk mchu.
Zaraz rozpoczął się koncert przepraszania, a jemu zrobiło się tak paskudnie głupio i niezręcznie. nie o to mu chodziło, przecież to nie jej wina, że znaleźli się tutaj, że jej nie zobaczył, że się rozproszył aż tak myśląc sobie o niej nie wiadomo co, po co i na co.
-Nie, nie, nie ma za co, nic takiego, to pewnie i tak była zwykła trawa, tylko bardziej wypłowiała czy coś...-zaczął jej bronić przed nią samą, unosząc dłonie w geście uspokojenia. Widok dziewczyny latającej na miotle pewnie by go aż tak nie wystraszył, w końcu latając na miotle nie wygląda jak czekający na ofiarę wilk. No, ale czas porzucić ten temat, stało się, wystraszyli się wzajemnie, nie ma co drążyć dalej tematu.
Rozbawiła go swoimi kolejnymi słowami.
-Łał... też chciałbym być do tego stworzony, ale odpoczywanie nie zawsze mi wychodzi.-dodał, odwołując się w myślach do swojego harmonogramu snu i tego jak bardzo on szaleje ostatnio z całkowicie różnych powodów, ale głównie natrętnych myśli, na które nic nie może poradzić. No niby może, ale to wymaga pracy, tego się nie zrobi od tak i pracuje, owszem, ale zanim będą efekty, to jeszcze trochę minie. Czemu nie może czas płynąć szybko. Z drugiej strony nie chciał, żeby życie mu przeleciało przed oczyma, jak pstryknięcie palcami.
Pajączek zwiedzał jej czuprynę jak gdyby nigdy nic, jakby był u siebie, a może i był? Tego Neil nie wiedział, dlatego wolał się dopytać, ale dziewczyna również jegomościa zdawała się nie znać.
-Familiant, rodzina twoja... Przyjaciel.-wytłumaczył jej.-Ja bym mógł mieć takiego pajączka pod opieką. Są takie małe skaczące, czasami chodzą po ścianach budynków i drzewach. Urocze są, wydają się być całkiem inteligentne. Nie wiem tylko jak bym go karmił.-zastanowił się, zaraz odchodząc od dziewczyny i kucając w trawie, wypuszczając pająka na wolność. Przerzucił spojrzenie na bok.
-O, tu na przykład masz Babkę Lancetowatą.-wskazał palcem na roślinę.-Może pomóc na bolące gardło czy zapalenie dziąseł.-poinformował ją, ściągnął plecak i zaczął w nim grzebać w poszukiwaniu pustego słoiczka. Nie potrzebował dużo babki, tylko trochę, tyle aby uzupełnić zapasy w domu.-Jeszcze będę musiał znaleźć Skrzyp. On jest bardzo dobry na ładne włosy i paznokcie.-uśmiechnął się do niej. No nie, znów się trochę za bardzo rozkręcał w swoich zielarskich opowieściach, musi się uspokoić, już teraz, bo zaraz dziewczynę zanudzi. Z resztą czy w ogóle powinien już faktycznie iść? Powiedział, ze będzie uciekać, a dalej tu był. To wszystko przez tego pająka i babkę.
Szczęśliwie tego poranka raczej nikt nie zginie, a nawet jeśli to są w takim miejscu, że nie prędko zostaną znalezieni, a natura i tak bardzo szybko sięgnie po swoje, zajmując się martwym ciałem. Gorzej będzie z ubraniami, jeśli ktoś ma jakieś elementy metalowe czy inne niepoprawne i mało naturalne części, ale one rozrzucone po okolicy zaginą w trawie lub staną się małą obsesją krukowatych, które uwielbiają błyskotki.
Zaśmiał się na jej słowa słysząc te nieboskie herezje paskudne i okropne. Chwasty? Co za kobieta! Jak tak można! Ale rozumiał, dla niego samego kiedyś rumianek i stokrotka to było to samo, tak samo wiśnia i czereśnia. Dzisiaj by w życiu tego nie pomylił.
-To dla mnie nie. Znając się trochę na nich można się ze wszystkiego wyleczyć.-powiedział dalej z uśmiechem.-Albo się otruć, bo niektóre zioła lecznice są do złudzenia podobne do trujących.-tak, gdy trzeba było mówić o swojej pasji, to mógł gadać i gadać i trochę taki zamiar miał właśnie teraz, ale szczęśliwie rozmowa ucięła się jeśli chodzi o ten temat. Z reszta nie znali się, nie chciał zawracać jej głowy jak jakiś szaleniec i fanatyk mchu.
Zaraz rozpoczął się koncert przepraszania, a jemu zrobiło się tak paskudnie głupio i niezręcznie. nie o to mu chodziło, przecież to nie jej wina, że znaleźli się tutaj, że jej nie zobaczył, że się rozproszył aż tak myśląc sobie o niej nie wiadomo co, po co i na co.
-Nie, nie, nie ma za co, nic takiego, to pewnie i tak była zwykła trawa, tylko bardziej wypłowiała czy coś...-zaczął jej bronić przed nią samą, unosząc dłonie w geście uspokojenia. Widok dziewczyny latającej na miotle pewnie by go aż tak nie wystraszył, w końcu latając na miotle nie wygląda jak czekający na ofiarę wilk. No, ale czas porzucić ten temat, stało się, wystraszyli się wzajemnie, nie ma co drążyć dalej tematu.
Rozbawiła go swoimi kolejnymi słowami.
-Łał... też chciałbym być do tego stworzony, ale odpoczywanie nie zawsze mi wychodzi.-dodał, odwołując się w myślach do swojego harmonogramu snu i tego jak bardzo on szaleje ostatnio z całkowicie różnych powodów, ale głównie natrętnych myśli, na które nic nie może poradzić. No niby może, ale to wymaga pracy, tego się nie zrobi od tak i pracuje, owszem, ale zanim będą efekty, to jeszcze trochę minie. Czemu nie może czas płynąć szybko. Z drugiej strony nie chciał, żeby życie mu przeleciało przed oczyma, jak pstryknięcie palcami.
Pajączek zwiedzał jej czuprynę jak gdyby nigdy nic, jakby był u siebie, a może i był? Tego Neil nie wiedział, dlatego wolał się dopytać, ale dziewczyna również jegomościa zdawała się nie znać.
-Familiant, rodzina twoja... Przyjaciel.-wytłumaczył jej.-Ja bym mógł mieć takiego pajączka pod opieką. Są takie małe skaczące, czasami chodzą po ścianach budynków i drzewach. Urocze są, wydają się być całkiem inteligentne. Nie wiem tylko jak bym go karmił.-zastanowił się, zaraz odchodząc od dziewczyny i kucając w trawie, wypuszczając pająka na wolność. Przerzucił spojrzenie na bok.
-O, tu na przykład masz Babkę Lancetowatą.-wskazał palcem na roślinę.-Może pomóc na bolące gardło czy zapalenie dziąseł.-poinformował ją, ściągnął plecak i zaczął w nim grzebać w poszukiwaniu pustego słoiczka. Nie potrzebował dużo babki, tylko trochę, tyle aby uzupełnić zapasy w domu.-Jeszcze będę musiał znaleźć Skrzyp. On jest bardzo dobry na ładne włosy i paznokcie.-uśmiechnął się do niej. No nie, znów się trochę za bardzo rozkręcał w swoich zielarskich opowieściach, musi się uspokoić, już teraz, bo zaraz dziewczynę zanudzi. Z resztą czy w ogóle powinien już faktycznie iść? Powiedział, ze będzie uciekać, a dalej tu był. To wszystko przez tego pająka i babkę.