- Nasze prace są do dupy, przynajmniej pod względem utrzymywania jakiejkolwiek relacji. - Odparła bardzo lekko. Przyzwyczaiła się, że ciężko jej było utrzymywać kontakt, mało kto czekał na nią z otwartymi rękoma, kiedy wracała czasem z półrocznej wyprawy. Ludzie zapominali, nie potrzebowali w swoim życiu kogoś kto pojawiał się i znikał, nie był tam na stałe. Ger próbowała utrzymywać relacje, jednak nie była w tym bardzo skrupulatna, czasem nie miała czasu pisać, szczególnie po całych dniach spędzonych w dziczy. Aktualnie zweryfikowała już to, kto faktycznie był jej przyjacielem, może było to prostsze, niż oszukiwać się, że ma ich tak wielu. Z Gio było inaczej, on to rozumiał, bo sam był w podobnej sytuacji.
- Knieja Godryka. - Powtórzyła po nim. Nie dziwiła się, że go to interesuje, bo działo się tam sporo i to bardzo, ale to bardzo dziwnych rzeczy. Złych. - Miałam, lepiej się teraz nie zbliżać do lasu. Te istoty, które pojawiły się tam podczas tego zamieszania w Beltane nadal tam są. One są kurewsko niebezpieczne. - Jeśli Ger uważała, że tak jest to musiała być prawda, podczas swojego życia widziała bowiem najróżniejsze stworzenia magiczne i żadne nie wzbudziło w niej takiego strachu. - Spotkałam je Gio, udało mi się uciec, ale bałam się, wiesz, że ja się niczego nie boję. - Wspomniała o tym, gdyby zapomniał o tym małym szczególe. - Są gorsze od dementorów, widziałam co zrobiły z jednym chłopcem, który mieszkał w Dolnie, znalazłam go, postarzał się ciałem o jakieś sześćdziesiąt lat, a jego dusza została dziecięca. Wolę nie myśleć, co by było, gdyby trafiły na kogoś starszego. - Nie, żeby nieszczęście chłopca nie było ogromne, ale przynajmniej żył.
Zbliżała szklankę do ust, kiedy Gio zadał jej kolejne pytanie. Zdążyła upić już z niej trochę i się zakrztusiła, zupełnie się nie spodziewała, że poruszy ten temat. Zaczęła kaszleć i łapać oddech, jeszcze tego brakowało, żeby zdechła przez ognistą.