22.02.2024, 21:35 ✶
Gdyby był katolikiem, zapewne na samo wspomnienie przez córkę Karen Moher wykonałby znak krzyża w powietrzu; Gerard nie wiedział jednak czym w ogóle był katolicyzm oraz że coś takiego istnieje (sądził, że wszystkie mugolskie kościoły to osobliwe domy towarowe otwierane w niedzielę), dlatego tylko rozejrzał się na boki, jakby w obawie, że ktoś ich usłyszy.
— Czasy się zmieniły... Kto wie, co tej strzydze może strzelić do głowy, z roku na rok robi się coraz bardziej przebiegła i zachła... załachmana... popierdolona się robi... — mruknął jakby od niechcenia — Potrzebujemy wiedźmina. Znasz jakiegoś, Gerry?
Zaraz jednak strzyga Karen Moher, strzelanie do głowy i wiedźmin przestali mieć dla niego znaczenie. Nawet postępujące delirium zdawało się na chwilę ulec pod wpływem ojcowskiej miłości, gdy trzymał w ramionach córkę. Nie przeszkadzało mu nawet to, że jego córka - jego jedyna córka, którą pragnął wychować najlepiej jak potrafił - podbierała mu właśnie alkohol.
— To jest Jaskółka — powiedział z dumą, kiwając głową w kierunku buteleczki — Uleczyła mnie, kiedy ostatnim razem zraniłem się na polowaniu.
Mówiąc to pomachał jej przed twarzą brudnym od ziemi palcem, na którym znajdowało się niewielkie skaleczenie wielkości ziarna dojrzałego słonecznika.
— Spróbuj, ma lekką nutę bzu i azbestu... Tfu, agrestu znaczy się!
— Czasy się zmieniły... Kto wie, co tej strzydze może strzelić do głowy, z roku na rok robi się coraz bardziej przebiegła i zachła... załachmana... popierdolona się robi... — mruknął jakby od niechcenia — Potrzebujemy wiedźmina. Znasz jakiegoś, Gerry?
Zaraz jednak strzyga Karen Moher, strzelanie do głowy i wiedźmin przestali mieć dla niego znaczenie. Nawet postępujące delirium zdawało się na chwilę ulec pod wpływem ojcowskiej miłości, gdy trzymał w ramionach córkę. Nie przeszkadzało mu nawet to, że jego córka - jego jedyna córka, którą pragnął wychować najlepiej jak potrafił - podbierała mu właśnie alkohol.
— To jest Jaskółka — powiedział z dumą, kiwając głową w kierunku buteleczki — Uleczyła mnie, kiedy ostatnim razem zraniłem się na polowaniu.
Mówiąc to pomachał jej przed twarzą brudnym od ziemi palcem, na którym znajdowało się niewielkie skaleczenie wielkości ziarna dojrzałego słonecznika.
— Spróbuj, ma lekką nutę bzu i azbestu... Tfu, agrestu znaczy się!