23.02.2024, 00:56 ✶
Tak właściwie to Patrick był gotów rękami i nogami zgodzić się z Brenną. To nie była tylko ręka. Nora tej nocy mogła stracić swoje życie. I chociaż teraz trzymała się dzielnie na nogach a z opresji wyszła tylko fizycznie z ranną ręką, to nie miał zielonego pojęcia, co tkwiło w jej głowie. Figg, może sympatyczna, ciepła i wesoła, w rzeczywistości pozostawała zaskakująco… skryta. Auror nigdy nie dociekał czemu tak było, częściowo zrzucając jej zachowanie na karb charakteru a częściowo na coś więcej, może na to że rodząc dziecko w młodym wieku, musiała zbyt szybko dojrzeć i nauczyć się dbać nie tylko o siebie, ale też o drugiego, bezbronnego człowieka.
Ale jak się obronić przed koszmarem, który może zabić? Steward poszedł za kobietami do kuchni. Pomyślał, że powinien sam zainteresować się tą sprawą – i chociaż nie wierzył, by sam jeden mógł ją rozwiązać – skoro nie udało się to kilku, kilkunastu innym, to wolał spróbować.
- Nora ma rację – włączył się do rozmowy. – To nie twoja wina Brenno.
Miał nadzieję, że właścicielka klubokawiarni wiedziała również, że to nie była także jej wina. Złe rzeczy zdarzały się również dobrym ludziom. Czasami nie dało się ani przewidzieć ataku, ani jemu zapobiec.
Stanął z boku, przyglądając się jak Nora wyciągnęła z szafki eliksir. Gdyby znał się jakoś bardziej na magomedykowaniu to może i spróbowałby jej pomóc, może spojrzałby na jej rany, może odwinąłby opatrunek, może zrobiłby coś sensownego. Ale po prostu stał, kompletnie nieprzydatny w tym konkretnym momencie.
- I nikt się nie zgłosił? Nikogo więcej ten człowiek nie zaatakował? – Albo zaatakował, ale ofiara nie miała tyle szczęścia co Brenna, Nora i Victoria. Patrick nie wiedział jak to działało, ale patrząc po nich trzech, napastnik ewidentnie atakował kobiety. Bo były słabsze? Już samo to, że atakował we śnie dawało mu gigantyczną przewagę. Czy potrzebował kolejnych? Jak ułomny musiał być na jawie, by rekompensować sobie własną ułomność we śnie? A może nie mógł zaatakować na żywo? – Powinienem ci pomóc – dodał po paru sekundach.
Pomóc w poszukiwaniu napastnika. A nie pomagać, czatując przy łóżku śniącej Brenny lub we własnym śnie ratując Norę. Może gdyby połączyli siły do tego ostatniego wypadku w ogóle by nie doszło? Zresztą, Longbottom nie mogła mierzyć się ze wszystkim sama. Obie nie mogły.
- A teraz chyba powinnyście odpocząć. Obydwie. – O ile wiedział, napastnik atakował jednej nocy, ale gdy ofiara wymknęła mu się ze szponów, już do niej nie wracał. Więc były bezpieczne. Przynajmniej tyle dobrego.
Ale jak się obronić przed koszmarem, który może zabić? Steward poszedł za kobietami do kuchni. Pomyślał, że powinien sam zainteresować się tą sprawą – i chociaż nie wierzył, by sam jeden mógł ją rozwiązać – skoro nie udało się to kilku, kilkunastu innym, to wolał spróbować.
- Nora ma rację – włączył się do rozmowy. – To nie twoja wina Brenno.
Miał nadzieję, że właścicielka klubokawiarni wiedziała również, że to nie była także jej wina. Złe rzeczy zdarzały się również dobrym ludziom. Czasami nie dało się ani przewidzieć ataku, ani jemu zapobiec.
Stanął z boku, przyglądając się jak Nora wyciągnęła z szafki eliksir. Gdyby znał się jakoś bardziej na magomedykowaniu to może i spróbowałby jej pomóc, może spojrzałby na jej rany, może odwinąłby opatrunek, może zrobiłby coś sensownego. Ale po prostu stał, kompletnie nieprzydatny w tym konkretnym momencie.
- I nikt się nie zgłosił? Nikogo więcej ten człowiek nie zaatakował? – Albo zaatakował, ale ofiara nie miała tyle szczęścia co Brenna, Nora i Victoria. Patrick nie wiedział jak to działało, ale patrząc po nich trzech, napastnik ewidentnie atakował kobiety. Bo były słabsze? Już samo to, że atakował we śnie dawało mu gigantyczną przewagę. Czy potrzebował kolejnych? Jak ułomny musiał być na jawie, by rekompensować sobie własną ułomność we śnie? A może nie mógł zaatakować na żywo? – Powinienem ci pomóc – dodał po paru sekundach.
Pomóc w poszukiwaniu napastnika. A nie pomagać, czatując przy łóżku śniącej Brenny lub we własnym śnie ratując Norę. Może gdyby połączyli siły do tego ostatniego wypadku w ogóle by nie doszło? Zresztą, Longbottom nie mogła mierzyć się ze wszystkim sama. Obie nie mogły.
- A teraz chyba powinnyście odpocząć. Obydwie. – O ile wiedział, napastnik atakował jednej nocy, ale gdy ofiara wymknęła mu się ze szponów, już do niej nie wracał. Więc były bezpieczne. Przynajmniej tyle dobrego.