23.02.2024, 01:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2024, 16:20 przez Ulysses Rookwood.)
Ulysses posłał Eunice spojrzenie, które przy odrobinie dobrej woli można było uznać za kpiarskie. Że on miałby sam z siebie pójść do cyrku? Do miejsca pełnego kompletnie mu obojętnych ludzkich istnień, do miejsca pełnego huków i krzyków, do miejsca pełnego smrodu zwierząt i samych zwierząt, wreszcie do miejsca, gdzie najróżniejsze ludzkie (i nieludzkie) wydzieliny ścierały się między sobą i łączyły w jedno? Oczywiście, że nie był w cyrku. Poprawka, do tej pory nigdy nie pojawił się w cyrku. Ale chciał być dobrym narzeczonym i na tyle dobrym mężem w przyszłości, na ile tylko będzie potrafił.
Więc szedł obok swojej narzeczonej, starannie omijając większe skupiska gawędzących między sobą czarodziei, za wszelką cenę skupiając się na własnych butach i towarzyszącej mu kobiecie.
- Goblińskie koło? – zapytał, marszcząc przy tym mocno brwi. Na goblińskim kole nie był dokładnie z tych samych przyczyn, w których nie bywał w cyrku. Pewne miejsca po prostu nie były dla takich mruków jak on.
Młody Rookwood wstrzymał oddech a potem wypuścił go ze świstem. Jego ramiona jakby nieco opadły i może wyglądało to tak, jakby oklapł, ale w rzeczywistości… w rzeczywistości próbował, po prostu, odprężyć się trochę. W końcu był na randce ze swoją narzeczoną i - choćby jej nie kochał – próbował zrobić na niej dobre wrażenie.
- Masz rację – powiedział po chwili. – Powinniśmy pójść po popcorn. Przedstawienie niedługo się zacz… - urwał, gdy Eunice wskazała mu na człowieka zionącego ogniem.
Ulysses skrzywił się, dość szybko porzucając próbę uśmiechania się i udawania podekscytowania nie tylko jego widokiem, ale i ogólnie miejscem, w którym się pojawili. Ten zionący ogniem człowiek na ten przykład, na pewno nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo niehigieniczne było to co właśnie robił.
- Kiedy ludzie nauczą się, że to, że możesz coś zrobić, nie oznacza, że powinieneś? – zapytał retorycznie.
W przypływie gorącego pragnienia by zachować się na randce z narzeczoną jak należy, złapał ją za rękę i pociągnął w stronę budki z popcornem.
- Na jaki masz ochotę? Słony? Słony karmel? Słodki karmel? Z masłem? – zaproponował, spoglądając na menu. Gotów był najwyraźniej zamówić cokolwiek by sobie Eunice zażyczyła. – Do początku przedstawienia zostało nam bodaj z dziesięć minut – przypomniał. Trzynaście, ale wolał zając swoje miejsce w środku, bez dotykania innych widzów.
Więc szedł obok swojej narzeczonej, starannie omijając większe skupiska gawędzących między sobą czarodziei, za wszelką cenę skupiając się na własnych butach i towarzyszącej mu kobiecie.
- Goblińskie koło? – zapytał, marszcząc przy tym mocno brwi. Na goblińskim kole nie był dokładnie z tych samych przyczyn, w których nie bywał w cyrku. Pewne miejsca po prostu nie były dla takich mruków jak on.
Młody Rookwood wstrzymał oddech a potem wypuścił go ze świstem. Jego ramiona jakby nieco opadły i może wyglądało to tak, jakby oklapł, ale w rzeczywistości… w rzeczywistości próbował, po prostu, odprężyć się trochę. W końcu był na randce ze swoją narzeczoną i - choćby jej nie kochał – próbował zrobić na niej dobre wrażenie.
- Masz rację – powiedział po chwili. – Powinniśmy pójść po popcorn. Przedstawienie niedługo się zacz… - urwał, gdy Eunice wskazała mu na człowieka zionącego ogniem.
Ulysses skrzywił się, dość szybko porzucając próbę uśmiechania się i udawania podekscytowania nie tylko jego widokiem, ale i ogólnie miejscem, w którym się pojawili. Ten zionący ogniem człowiek na ten przykład, na pewno nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo niehigieniczne było to co właśnie robił.
- Kiedy ludzie nauczą się, że to, że możesz coś zrobić, nie oznacza, że powinieneś? – zapytał retorycznie.
W przypływie gorącego pragnienia by zachować się na randce z narzeczoną jak należy, złapał ją za rękę i pociągnął w stronę budki z popcornem.
- Na jaki masz ochotę? Słony? Słony karmel? Słodki karmel? Z masłem? – zaproponował, spoglądając na menu. Gotów był najwyraźniej zamówić cokolwiek by sobie Eunice zażyczyła. – Do początku przedstawienia zostało nam bodaj z dziesięć minut – przypomniał. Trzynaście, ale wolał zając swoje miejsce w środku, bez dotykania innych widzów.