23.02.2024, 05:12 ✶
- Oj tam, może jeśli rzeczywiście to poszedł zrobić, to następny ślub będzie jego? - zasugerowała matce, uśmiechając się do niej psotnie. Była pewna, że rodzice ucieszyliby się ze szczęścia swojej starszej pociechy, nawet niekoniecznie w kontekście wyprawienia mu wesela i zobaczenia na ślubnym kobiercu, ale zawsze był to miły akcent. A ona sama ani się do tego nie paliła, ani nie miała nikogo z kim mogłaby widzieć przyszłość w takich barwach.
Idąc z mamą pod rękę, rozglądała się po już zgromadzonych na swoich miejscach twarzach, od czasu do czasu uśmiechając się, jeśli podchwyciła czyjeś spojrzenie, znajomego czy nie. Ale kiedy tak szły w stronę ich miejsce, kiedy tak wodziła spojrzeniem po ławkach, coś w pewnej chwili do niej dotarło. Przystanęła, marszcząc na moment brwi i odwracając się w stronę wyjścia namiotu. Była przecież absolutnie przekonana, że jeszcze przed chwilą poprawiała na wieńcu różę. Ale teraz, kiedy patrzyła po wiązankach, nie widziała charakterystycznych pąków, tylko białe, pierzaste pąki złotogłowów.
Byli na ślubie. To była radosna okazja, symbolizująca nowy początek. Nowe życie. Dlaczego więc stała teraz pośrodku pól asfodelowych?
Podniosła spojrzenie na matkę, odnajdując te same kwiaty na jej sukience i włosach. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyła? Poczuła ukłucie niepokoju, a potem wyciągnęła dłoń w stronę ozdoby, którą rodzicielka miała na głowie, chcąc zmienić kwiaty na pierwiosnki.
- Chyba tracę rozum. Jestem przekonana, że to miały być róże mamo. W wiązankach. Jeszcze przed chwilą, kiedy byłyśmy przed namiotem...
czary mary moja stara to... zmieniam kwiatki w jej włosach na pierwiosnki
Idąc z mamą pod rękę, rozglądała się po już zgromadzonych na swoich miejscach twarzach, od czasu do czasu uśmiechając się, jeśli podchwyciła czyjeś spojrzenie, znajomego czy nie. Ale kiedy tak szły w stronę ich miejsce, kiedy tak wodziła spojrzeniem po ławkach, coś w pewnej chwili do niej dotarło. Przystanęła, marszcząc na moment brwi i odwracając się w stronę wyjścia namiotu. Była przecież absolutnie przekonana, że jeszcze przed chwilą poprawiała na wieńcu różę. Ale teraz, kiedy patrzyła po wiązankach, nie widziała charakterystycznych pąków, tylko białe, pierzaste pąki złotogłowów.
Byli na ślubie. To była radosna okazja, symbolizująca nowy początek. Nowe życie. Dlaczego więc stała teraz pośrodku pól asfodelowych?
Podniosła spojrzenie na matkę, odnajdując te same kwiaty na jej sukience i włosach. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyła? Poczuła ukłucie niepokoju, a potem wyciągnęła dłoń w stronę ozdoby, którą rodzicielka miała na głowie, chcąc zmienić kwiaty na pierwiosnki.
- Chyba tracę rozum. Jestem przekonana, że to miały być róże mamo. W wiązankach. Jeszcze przed chwilą, kiedy byłyśmy przed namiotem...
czary mary moja stara to... zmieniam kwiatki w jej włosach na pierwiosnki
Rzut O 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.