23.02.2024, 14:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.02.2024, 14:17 przez Florence Bulstrode.)
To, że ktoś był półnagi, było jedną z ostatnich rzeczy, jakie mogły poruszyć Florence. Siedem lat dzieliła pokój z czterema innymi dziewczynkami, a potem całe lata przepracowała w Mungu i wiele spraw, dla innych stanowiących tabu, dla niej stanowiło normę. Przynajmniej w pracy.
- Przynieś też jakieś spodnie i pasek - rzuciła, trochę podnosząc głos, do skrzata, który teraz gdzieś pod drzwiami usuwał ślady błota i krwi. Tak, te spodnie też do niczego się już nie nadawały. Florence zaś za pomocą różdżki lewitowała ubrania Geraldine, brudne i poszarpane, do worka na śmieci. Nie mogła wprost znieść ich widoku i jednak chyba cierpiałaby zbyt wielkie katusze, gdyby pozwoliła Yaxley je założyć. Po czym kolejnym machnięciem usunęła tyle brudu z butów, ile tylko się dało. Tych nie mogła wywalić ot tak do śmieci.
Wyglądało na to, że Yaxley dosłownie poszatkowała albo wysadziła w powietrze tego błotoryja. Florence postanowiła jednak nie pytać.
- Zostawiam tutaj ręcznik. Staraj się poruszać ostrożnie, to żebro nie wygląda najlepiej - dodała, kładąc puchaty, ciemny ręcznik na brzegu wanny, a potem sama odwróciła się do umywalki, by wreszcie otworzyć skrzyneczkę z eliksirami. Dobór dawki w przypadku Geraldine nie nastręczał trudności, bo Yaxley obrywała na tyle często, by Florence potrafiła odmierzyć dla niej wiggenowy z zamkniętymi oczyma.
- Do dna. Drugiej dawki będziesz potrzebowała za sześć godzin - zakomenderowała, podchodząc do wanny i podając jej jedną fiolkę. Wprawdzie by porządnie się umyć Geraldine będzie potrzebowała więcej czasu, ale skoro pozbyła się choć części błota i krwi ze skóry, mogła wypić już wiggenowy. Florence skrzywiła się lekko, dostrzegając wielki krwiak na żebrach i potem paskudny siniak na twarzy. Niby nic nowego, ona widywała takie rzeczy, a Geraldine przywykła do obrażeń, ale tym razem oberwała naprawdę mocno. - Popatrz w górę. Za światłem różdżki - zażądała, rzucając słabe lumos i przesuwając różdżką tak, by zobaczyć, czy nie pojawiły się jakieś zaburzenia wzroku, wskazujące na urazy głowy. - Czy uderzyłaś się mocno w głowę albo w twarz? - spytała.
- Przynieś też jakieś spodnie i pasek - rzuciła, trochę podnosząc głos, do skrzata, który teraz gdzieś pod drzwiami usuwał ślady błota i krwi. Tak, te spodnie też do niczego się już nie nadawały. Florence zaś za pomocą różdżki lewitowała ubrania Geraldine, brudne i poszarpane, do worka na śmieci. Nie mogła wprost znieść ich widoku i jednak chyba cierpiałaby zbyt wielkie katusze, gdyby pozwoliła Yaxley je założyć. Po czym kolejnym machnięciem usunęła tyle brudu z butów, ile tylko się dało. Tych nie mogła wywalić ot tak do śmieci.
Wyglądało na to, że Yaxley dosłownie poszatkowała albo wysadziła w powietrze tego błotoryja. Florence postanowiła jednak nie pytać.
- Zostawiam tutaj ręcznik. Staraj się poruszać ostrożnie, to żebro nie wygląda najlepiej - dodała, kładąc puchaty, ciemny ręcznik na brzegu wanny, a potem sama odwróciła się do umywalki, by wreszcie otworzyć skrzyneczkę z eliksirami. Dobór dawki w przypadku Geraldine nie nastręczał trudności, bo Yaxley obrywała na tyle często, by Florence potrafiła odmierzyć dla niej wiggenowy z zamkniętymi oczyma.
- Do dna. Drugiej dawki będziesz potrzebowała za sześć godzin - zakomenderowała, podchodząc do wanny i podając jej jedną fiolkę. Wprawdzie by porządnie się umyć Geraldine będzie potrzebowała więcej czasu, ale skoro pozbyła się choć części błota i krwi ze skóry, mogła wypić już wiggenowy. Florence skrzywiła się lekko, dostrzegając wielki krwiak na żebrach i potem paskudny siniak na twarzy. Niby nic nowego, ona widywała takie rzeczy, a Geraldine przywykła do obrażeń, ale tym razem oberwała naprawdę mocno. - Popatrz w górę. Za światłem różdżki - zażądała, rzucając słabe lumos i przesuwając różdżką tak, by zobaczyć, czy nie pojawiły się jakieś zaburzenia wzroku, wskazujące na urazy głowy. - Czy uderzyłaś się mocno w głowę albo w twarz? - spytała.