Dobrze, że chłopiec otrzymał pomoc. Ministerstwo naprawdę dobrze radziło sobie z działaniami wokół Beltane. Giovanni śledził na bieżąco wiadomości... dopóki nie wyjechał z kraju. Tego było za dużo.
Udało mu się uratować Geraldine przed zadławieniem się ognistą. Cóż za interesująca okazja do zgonu. Giovanni przyglądał się uważnie przyjaciółce, która w końcu zwierzyła się z problemu. Był mu on tak bliski...
— Nie ty jedyna... — odpowiedział smutno i objął ją, by pocieszyć chociaż trochę. Pogładził ją delikatnie po plecach kilka razy. Dopiero po dłuższej chwili odsunął się i spojrzał jej w twarz. Zebrał się na uśmiech. — Ale kto wie. Może jednak poszczęści się nam. Jesteśmy jeszcze młodzi, wszystko przed nami. A na starość zawsze możemy zaszyć się razem w jakimś spokojnym miejscu z pogodnym skrzatem, który będzie nas karmił kleikiem dyniowym.
Giovanni miał ambiwalentne odczucia w kontekście zakładania rodziny. Pragnął tego, lecz jednocześnie odsuwał. Głównie z powodu swojej przypadłości, w drugiej kolejności z powodu trybu życia. Chociaż to nie powinno być przeszkodą, w końcu jego rodzice odnaleźli siebie. Oni jednak nie byli takimi jak Giovanni... którego balans praca-rodzina nie byłby żadnym balansem.