Dobrze, że wywaliłam się teraz, a nie wcześniej. Pierwsze wrażenie byłoby wtedy niesamowite. Teraz już chyba nie zepsuję sobie opinii Sama o mnie... Jakakolwiek by ona nie była.
Chciał pomóc mi wstać, ale uparcie podniosłam się sama. Gdy strzepywałam ziemię z kolan i rękawiczek, Sam dalej otaczał mnie programem pierwszej pomocy. Bez kapelusza i okularów czułam się tak goła, ale to już bez znaczenia. Już mnie zobaczył. Był tuż obok. Gdyby było chłodniej, czułabym jego ciepły oddech na swojej twarzy, a tak to całe powietrze było ciepłe. Szczególnie moje policzki wyrażające zażenowanie wypadkiem, zawstydzenie bliskością i zaskoczenie troską, jaką właśnie odbierałam.
— Oh, nie, ja się o próg chyba potknęłam... — Obejrzałam się za siebie. Tak było. Próg drzwi wyjściowych był stosunkowo wysoki. — Nie przyzwyczaiłam się jeszcze, a w pośpiechu, to wiadomo... — Roześmiałam się z niezręcznością.
Pachniałam świeżą ziemią. Nie był to intensywny zapach, ale trochę dało się wyczuć. Wszak we włókna odzienia wtarło się sporo brunatnych grudek tego pięknego dnia. Nie miałam na sobie innych zapachów. Jedynie delikatna, naturalna i ciepła woń człowieka, który nie brał prysznica w ciągu ostatnich trzydziestu minut. Upału wielkiego też nie było, a spocić to też się nie spociłam jakoś szczególnie. Chociaż, gdybym wiedziała o tym, że Sam właśnie się mną zaciąga, to z pewnością zaczęłabym się pocić niemiłosiernie.
— No to ten... Może spiszmy twe rekomendacje co do krowy...
Ubrałam kapelusz, okulary położyłam na stoliku przed domem, tak jak i notes. Spisałam to, co zapamiętałam. Zielone zamiast słomy. Lizawka. Na wymiona liście ... z sokiem z białej kapusty.
— Mógłbyś powtórzyć nazwę tej rośliny do tych okładów? — Spytałam, bo absolutnie jej nie pamiętałam, a co więcej, nie wiedziałam jak to jest po polsku.
Gdy już mi powiedział, pokazałam mu notes, by spytać, czy dobrze zapisałam, a wtedy coś z niego wypadło na ziemię. Obrazkiem do góry.
Rysunek nie był duży, ale patrząc w dół wyraźnie było widać obściskującą się nagą parę. Oczywiście ołówkowy szkic ewidentnie wyglądał jak ćwiczenie światłocienia, nie jak taki erotyk, ale czułam się zażenowana swoją osobą. Nie pierwszy raz dzisiaj. I nie ostatni.