23.02.2024, 21:17 ✶
Patrick zabębnił palcami we framugę drzwi. Nikt się nie zgłosił, ale są inne przypadki miało w sobie ten nieprzyjemny dźwięk podobny do skrobania paznokciami po mugolskiej tablicy. Auror był w stanie zrozumieć, czemu ludzie nie chcieli tego zgłaszać Brygadzie Uderzeniowej. Napastnik atakował ich w snach, wyciągał na wierzch marzenia a potem obracał je przeciwko śniącym.
Zapatrzył się na Norę, gdy Brenna zaproponowała jej, by zgłosiła mu oficjalnie to co się stało tej nocy. Czekał nieruchomo aż właścicielka klubokawiarni podejmie jakąś decyzję. Ale i bez jej decyzji wiedział, że powinien przynajmniej spróbować przyjrzeć się tej sprawie.
- No to poszukamy razem – odpowiedział brygadzistce. Głos miał spokojny, choć trochę zmęczony. Wychodziło na to, że z całej ich trójki tylko jemu zależało na wypoczynku, choć – co mu się wprost wydawało – najmniej go potrzebował. – Ciekawe, czy chociaż można go zranić we śnie. Czy to działa w dwie strony… - Bo w trzy nie działało. Patrick nie miał obitych knykciów a przecież uderzał nimi w twarz tego człowieka tak długo, że niemal na pewno złamał mu nos i podbił oko. Gdyby to naprawdę było możliwe, zawsze istniała szansa, że w którymś ze snów ofierze lub pomagającej jej osobie (o ile w ogóle zawsze taka się pojawiała) uda się załatwić napastnika na zawsze.
Patrick nie lubił samosądów. To po prostu była jedna z takich spraw, przy których nie za bardzo wiedział, jak właściwie w inny sposób można by było ukarać sprawcę. Przeniósł zamyślone spojrzenie z Nory na Brennę.
- Noro, jeśli mogę coś dla ciebie zrobić… - urwał, dając jej do zrozumienia, że w zasadzie nie myślał o niczym konkretnym. Mógł jej pomóc w pieczeniu pączków albo posiedzieć przy niej, gdyby chciała się zdrzemnąć i obawiała ponownego ataku. – Pamiętaj, że zawsze możesz poprosić mnie o pomoc – zakończył dość koślawo.
A jeśli nie potrzebowała jego pomocy, albo więcej – chciała zostać sama, bo potrzebowała odrobiny spokoju – gotów był pożegnać się z obydwiema i wrócić do siebie.
Zapatrzył się na Norę, gdy Brenna zaproponowała jej, by zgłosiła mu oficjalnie to co się stało tej nocy. Czekał nieruchomo aż właścicielka klubokawiarni podejmie jakąś decyzję. Ale i bez jej decyzji wiedział, że powinien przynajmniej spróbować przyjrzeć się tej sprawie.
- No to poszukamy razem – odpowiedział brygadzistce. Głos miał spokojny, choć trochę zmęczony. Wychodziło na to, że z całej ich trójki tylko jemu zależało na wypoczynku, choć – co mu się wprost wydawało – najmniej go potrzebował. – Ciekawe, czy chociaż można go zranić we śnie. Czy to działa w dwie strony… - Bo w trzy nie działało. Patrick nie miał obitych knykciów a przecież uderzał nimi w twarz tego człowieka tak długo, że niemal na pewno złamał mu nos i podbił oko. Gdyby to naprawdę było możliwe, zawsze istniała szansa, że w którymś ze snów ofierze lub pomagającej jej osobie (o ile w ogóle zawsze taka się pojawiała) uda się załatwić napastnika na zawsze.
Patrick nie lubił samosądów. To po prostu była jedna z takich spraw, przy których nie za bardzo wiedział, jak właściwie w inny sposób można by było ukarać sprawcę. Przeniósł zamyślone spojrzenie z Nory na Brennę.
- Noro, jeśli mogę coś dla ciebie zrobić… - urwał, dając jej do zrozumienia, że w zasadzie nie myślał o niczym konkretnym. Mógł jej pomóc w pieczeniu pączków albo posiedzieć przy niej, gdyby chciała się zdrzemnąć i obawiała ponownego ataku. – Pamiętaj, że zawsze możesz poprosić mnie o pomoc – zakończył dość koślawo.
A jeśli nie potrzebowała jego pomocy, albo więcej – chciała zostać sama, bo potrzebowała odrobiny spokoju – gotów był pożegnać się z obydwiema i wrócić do siebie.