24.02.2024, 00:18 ✶
Zima była piękną, lecz surową Panią. Przekonał się o tym także Lysander, gdy w swej naiwnej butności wkroczył w objęcia kniei, poszukując jelenia, który tego roku błądzić miał w okolicy w poszukiwaniu pożywienia. Odziany w cienki przejściowy płaszcz - stanowiący najcieplejszy element jego garderoby - przemierzał nagi las. Na swą obronę miał tylko szkicownik; zszyte domową nicią pliki najtańszego papieru - żałośnie nieforemne, ponieważ znał się jedynie na sztuce malarstwa, nie introligatorstwa - oraz małe metalowe pudełeczko pełne marnych węgielków oraz zdezelowanych ołówków.
Nie spotkał jelenia, a mrok spłynął na ziemię zdecydowanie zbyt szybko. Głodny, zmarznięty i przerażony szukał zatem drogi do domu. Lecz nie było drogi; były jedynie groteskowo powyginane konary drzew, chwytające go w swoje szpony. Pod śnieżną pierzyną nie dało się dotrzeć leśnego traktu, zniknął też kamień, stanowiący drogowskaz. Opadł wreszcie bez sił pod wiekowym dębem w samym sercu kniei.
Zima była piękną Panią, Wiosna łaskawą, ale Śmierć...! Śmierć była z nich wszystkich najpiękniejsza. Bez lęku więc rzucił się w jej ramiona; zasnął z policzkiem przytulonym do szorstkiej kory, szkicownikiem przyciskanym przez skostniałe dłonie do piersi i ze zsiniałymi wargami ułożonymi w łagodny półuśmiech.
Umarłem, rozbrzmiało w jego głowie zaraz po przebudzeniu i doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy, śmierć była bardzo przyjemna. Nieco inna, niż się spodziewał - bardziej materialna, niż powszechnie wierzono - lecz jakże rozkosznie było wyciągnąć się pod ciepłym okryciem! W powietrzu unosił się zapach domu; znajoma mieszanka ziół, cebuli i koziego sera. I płomienie tańczące mu za powiekami, i ogień wesoło trzaskający w palenisku. Och, jakże mu było tu dobrze...
Kąciki ust drgnęły, gdy coś złożyło pocałunek na jego głowie i nie zniknął nawet wtedy, gdy szarpnęło go za włosy. Nie był to chyba człowiek. Zwierzę? Koza? Tak, przecież pachniało tu kozą, która sama w końcu się zdradziła. Jak w domu...!
— Czym sobie zasłużyłem na raj? — wyszeptał półprzytomnie, szukając spojrzeniem istoty, której głos dopiero co usłyszał. Spojrzenie miał jednak zamglone i ciało zbyt osłabione, by poruszyć głową; zamknął więc na powrót powieki. Czy mu się zdawało, czy leżał pod przykryciem nagi? Nie szkodzi, było bardzo przyjemnie. — Jestem tylko prostym grzesznikiem...
Nie spotkał jelenia, a mrok spłynął na ziemię zdecydowanie zbyt szybko. Głodny, zmarznięty i przerażony szukał zatem drogi do domu. Lecz nie było drogi; były jedynie groteskowo powyginane konary drzew, chwytające go w swoje szpony. Pod śnieżną pierzyną nie dało się dotrzeć leśnego traktu, zniknął też kamień, stanowiący drogowskaz. Opadł wreszcie bez sił pod wiekowym dębem w samym sercu kniei.
Zima była piękną Panią, Wiosna łaskawą, ale Śmierć...! Śmierć była z nich wszystkich najpiękniejsza. Bez lęku więc rzucił się w jej ramiona; zasnął z policzkiem przytulonym do szorstkiej kory, szkicownikiem przyciskanym przez skostniałe dłonie do piersi i ze zsiniałymi wargami ułożonymi w łagodny półuśmiech.
*
Umarłem, rozbrzmiało w jego głowie zaraz po przebudzeniu i doszedł do wniosku, że w gruncie rzeczy, śmierć była bardzo przyjemna. Nieco inna, niż się spodziewał - bardziej materialna, niż powszechnie wierzono - lecz jakże rozkosznie było wyciągnąć się pod ciepłym okryciem! W powietrzu unosił się zapach domu; znajoma mieszanka ziół, cebuli i koziego sera. I płomienie tańczące mu za powiekami, i ogień wesoło trzaskający w palenisku. Och, jakże mu było tu dobrze...
Kąciki ust drgnęły, gdy coś złożyło pocałunek na jego głowie i nie zniknął nawet wtedy, gdy szarpnęło go za włosy. Nie był to chyba człowiek. Zwierzę? Koza? Tak, przecież pachniało tu kozą, która sama w końcu się zdradziła. Jak w domu...!
— Czym sobie zasłużyłem na raj? — wyszeptał półprzytomnie, szukając spojrzeniem istoty, której głos dopiero co usłyszał. Spojrzenie miał jednak zamglone i ciało zbyt osłabione, by poruszyć głową; zamknął więc na powrót powieki. Czy mu się zdawało, czy leżał pod przykryciem nagi? Nie szkodzi, było bardzo przyjemnie. — Jestem tylko prostym grzesznikiem...