24.02.2024, 07:12 ✶
— Owszem — kiwnęła zdawkowo głową. Niech ona tylko dorwie tego gagatka, co to postanowił złożyć na nich skargę, to udusi dosłownie gołymi rękami. Wtedy dopiero będzie można ich o coś oskarżyć, o ile w ogóle ktokolwiek znajdzie wtedy na to dowody. Fakt, że ktoś się mścił za jakąś głupotę, wydawał jej się zwyczajnie najbardziej prawdopodobny, czy to chodziłoby o złe sny jakieś przewrażliwionej żony, czy twierdzenie że śpiewane przez żuli piosenki tak naprawdę nucą cyrkowcy.
To było miłe, owszem, ale w jakiś sposób to stwierdzenie brzmiało dziwnie płytko, kiedy wzięło się pod uwagę fakt, że część z nich faktycznie była rodziną, a dokładnie braćmi Fiery.
— Jeśli pan sobie życzy — wzruszyła ramionami. Nie miała sensu sprzeczać się z nim w tej sprawie, bo jakiekolwiek próby wykręcenia się teraz, okazałyby się pewnie podejrzane. Uśmiechnęła się więc do Erika lekko, potem tylko z ochotą przyznając mu rację w podsumowaniu, jakie im zrobił.
— Brzmi jak plan. A teraz zapraszam za nami — machnęła dłonią, wskazując kierunek i prowadząc między otaczającymi ich namiotami i wozami. Nie mieli przecież niczego konkretnego do ukrycia, a przynajmniej niczego o czym było jej wiadomo. Między pasiastymi płótnami witały ich śmiechy grasujących tam cyrkowców, którzy zajęci byli swoimi sprawami. Część faktycznie pracowała, inni natomiast wygłupiali się, robiąc na poczekaniu jakieś swojej sztuczki. Na całe szczęście jednak, nikt nie docierał do poziomu Jima i Flynna.
Spacer nie był długi i w końcu dotarli do namiotu, który z pozoru był dokładnie taki sam, jak każdym inny. Layla jednak zatrzymała się przy nim, uśmiechając najpierw do Erika, a potem i do Lisiczki.
— Ja pójdę po dokumenty, a Elaine pokaże panu co i jak. Zaraz będę - zatrzymała się na moment za dziewczyną, kładąc jej na ramionach dłonie w geście dodającym otuchy. Niestety, ale te papiery musiała przynieść sama, bo rudowłosa nawet nie wiedziałaby które to, ale Layla wierzyła, że ta da sobie z Erikiem radę wręcz wyśmienicie. Z resztą... nie chciała rozmawiać z funkcjonariuszem pod wozem Alexandra, kiedy ten spał. Sama wejdzie tam ciszej i równie dyskretnie stamtąd zniknie. Uśmiechnęła się jeszcze raz do Longbottoma i ruszyła stronę wozu naczelnika.
To było miłe, owszem, ale w jakiś sposób to stwierdzenie brzmiało dziwnie płytko, kiedy wzięło się pod uwagę fakt, że część z nich faktycznie była rodziną, a dokładnie braćmi Fiery.
— Jeśli pan sobie życzy — wzruszyła ramionami. Nie miała sensu sprzeczać się z nim w tej sprawie, bo jakiekolwiek próby wykręcenia się teraz, okazałyby się pewnie podejrzane. Uśmiechnęła się więc do Erika lekko, potem tylko z ochotą przyznając mu rację w podsumowaniu, jakie im zrobił.
— Brzmi jak plan. A teraz zapraszam za nami — machnęła dłonią, wskazując kierunek i prowadząc między otaczającymi ich namiotami i wozami. Nie mieli przecież niczego konkretnego do ukrycia, a przynajmniej niczego o czym było jej wiadomo. Między pasiastymi płótnami witały ich śmiechy grasujących tam cyrkowców, którzy zajęci byli swoimi sprawami. Część faktycznie pracowała, inni natomiast wygłupiali się, robiąc na poczekaniu jakieś swojej sztuczki. Na całe szczęście jednak, nikt nie docierał do poziomu Jima i Flynna.
Spacer nie był długi i w końcu dotarli do namiotu, który z pozoru był dokładnie taki sam, jak każdym inny. Layla jednak zatrzymała się przy nim, uśmiechając najpierw do Erika, a potem i do Lisiczki.
— Ja pójdę po dokumenty, a Elaine pokaże panu co i jak. Zaraz będę - zatrzymała się na moment za dziewczyną, kładąc jej na ramionach dłonie w geście dodającym otuchy. Niestety, ale te papiery musiała przynieść sama, bo rudowłosa nawet nie wiedziałaby które to, ale Layla wierzyła, że ta da sobie z Erikiem radę wręcz wyśmienicie. Z resztą... nie chciała rozmawiać z funkcjonariuszem pod wozem Alexandra, kiedy ten spał. Sama wejdzie tam ciszej i równie dyskretnie stamtąd zniknie. Uśmiechnęła się jeszcze raz do Longbottoma i ruszyła stronę wozu naczelnika.