• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu

Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
24.02.2024, 11:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.02.2024, 11:23 przez Laurent Prewett.)  

Tak, to był ten sam, zniszczony człowiek, który dotykał go zbolałymi dłońmi i na których wyłapywał czasem z większą, czasem mniejszą uwagą bandaże, które go zdobiły. Przez co przechodził? Jak żył u tej upodlonej czarownicy? Niektóre pytania były zbyt niebezpieczne, żeby szukać na nie odpowiedzi. Ale mógłby posłuchać o jego miłostkach, o wielkich miłościach i o ciele, które chciał wpychać w ramiona wszystkich wokół, żeby chociaż przez chwilę poczuć się kochanym. Przecież to brzmiało tak znajomo. Tak prawdopodobnie. Historia, która ukuła z czerni, dymu i spalonego tytoniu Fleamonta Bella nie mogła być dobrą Matką. Dlatego zamienił niedobre ręce codzienności na te, które dobrze go traktowały. A to "dobrze" to znaczy - jak..? Kiedy nie karmią cię miłością łyżeczką, zaczynać uczyć zlizywać się ją z ostrza noża. Przecież na ten temat nie raz nawodziła człowieka fantazja - chora i niepoprawna, a gdyby ktoś powiedział Laurentowi: "słuchaj, tylko ty tak masz" to pozostawiliby go zdumionego. Jak to - tylko on? Jak to - wszystkie fantazje nie przychodziły do głowy na widok tego, jak te palce zręcznie obracały ostrzem..? Fantazje, żeby stal tańczyła blisko skóry, ale wcale jej nie przecinała. A może jednak byłoby coś ekstazyjnie przyjemnego w nacięciu skóry przy tych wszystkich pieszczotach? Zlizanie krwi ze skóry, chociaż wcale nie była smaczna. Była obrzydliwa i przerażająca, bo jak nic innego mówiła o bólu, o naruszenia ciała, o przemocy i agresji. O Wszystkim tym, z czym przecież Crow się mu kojarzył, przed czym chciał uciekać, czego bał się najbardziej. Czemu nie ufał i ufać nie chciał. To "chcenie" i "niechcenie" było czasem przewrotną zabawką losu. Chcesz myśleć o Alexandrze, o tym, że coś zjebałeś, albo ROZjebałeś (na przykład parapet), że taki parapet mógł być smętnym dowodem twojego życia i jego symboliką. O tym, że będzie przyjemnie, kiedy znowu się spotkacie, albo właśnie nie - zabije cię własny mózg, dobije do ziemi i wbije kołki jak w chrystusowe dłonie. Nosisz już przecież stygmaty w postaci blizn po nożach, wiele się nie zmieni. Dojdzie kolejnych parę, których i tak nikt nie zauważy w tej mapie twojego ciała. Lub zauważy..? Czy Alexander znał tę mapę, nauczył się jej na pamięć? Mógł je wszystkie wymienić? Fantazje - one zdradzały tak samo jak chęci. Pragnienia - kierowały człowiekiem, wywracały twoje życie. Aż w końcu wszystko to zupełnie znikało i całkowicie jałowa szaruga morza kołysała do snu w zimnych ramionach wieczoru. W lodowatych wręcz ramionach, im głębiej schodziłeś, bo mimo lata morze Anglii nie nagrzewało się, żeby przyjemnie otulić mięśnie i pozwolić im się rozluźnić. Bo te twoje chyba chciały walczyć, żeby odnaleźć piosenkę, która zawirowała chociaż na chwilę życiem i pozwoliła wyrwać się z okowów własnego Piekła, jakie sobie tworzyłeś.

Chęci, fantazje i marzenia - to widział i to czuł Laurent, kiedy zacisnął dłonie na ubraniach Flynna. Wydawał się najcieplejszą istotą, jakiej mógł dotknąć - w uczuciach, na ciele, w spojrzeniu rozmytym przez czar piosenki. Brutalnie podtrzymywanej, chociaż nie powinien tego robić. Chciał wrócić do snu, fantazjował o każdym jego momencie, marzył o zatrzymaniu się w tamtym miejscu, z którego pochodził kamień, który został oddany do złotnika, by tworzył dla niego piękną oprawę i pozwolił mu go nieść na szyi. Ta jego Fantazja miała teraz bardzo kruche życie. Bardzo smutne. Nie powinien o to dbać, przejmować się tym - uraz i smutek przesiąknięty rozłąką z Elaine, poczuciem zdrady, umykał jednak wraz z morskim nurtem. Tak jak nie potrafił teraz spoglądać na twarz tego człowieka jak na sumę swoich strachów. Teraz spoglądał na niego jak na skrzywdzonego anioła, który w tragedii swego życia pogubił swoją ścieżkę. Odcięto mu skrzydła. Znów - brzmi znajomo? Chyba za bardzo, chyba za mocno. Za mocno nie musiał za to szarpać się z Flynnem, bo ten ani myślał próbować się wyrwać, czego się obawiał, a ta bliskość ułatwiła mu popłynięcie ku brzegowi... gdzie już nie musiał o nic walczyć. Czarnowłosy powinien wypluć wodę, ale wcale nie trzeba było go "ciągnąć", czego się obawiał - bo jak miałby niby siły, żeby to zrobić? Flynn nie był piórkiem, a jego ramiona były tak żałośnie słabe, że im nie ufał. Ufał im tylko w morskich toniach. "Wziąć kogoś z zaskoczenia" układało się tutaj w zupełnie nowy sens. Tak mocny, że Laurent zamiast wystraszyć się, że Crow umrze - wystraszył się o samego siebie. Powód do niepokoju został przekierunkowany.

- Uspokój się... - Rzucił ostro, wyginając się trochę, próbując wyślizgnąć ze stalowych kajdan jego uścisku. Nie dostał takiej szansy - wylądował na piasku. Tam, gdzie ich usta się złączyły, a Laurent nacisnął na jego klatkę piersiową (a raczej chciał to zrobić), żeby panicznie ratować to, co sam chciał zniszczyć przez parę chwil. Teraz myśl o tym nawet nie krążyła mu w głowie. Myśl, jakie to było okrutne z jego strony, jakie chore, że nie powinien, nie mógł, że to było obrzydliwe. Nawet gdyby tę myśl miał - nie zdążyłby jej wykluć i przekuć w coś stabilnego. W tym dotyku było coś najbardziej przerażającego, w tym głodzie, jaki sobą ten człowiek zaprezentował, w tym strachu, który na niego przelał, kiedy tak bardzo chciał doświadczyć jego ciała. - Przestań! - Albo nie przestawaj? Zaklęcie docisnęło go do ziemi, a dotyk między udami zdradzał. Jego własne ciało go zdradzało, chcąc wrócić do słodkości snu, gdy umysł był wystraszony amokiem, w który Flynn wpadł. W końcu tę wodę wypluł. A wraz z tym chyba wypluł głupie pomysły z głowy.

Boże... Laurent naprawdę czuł się przerażony tym, do czego mogło tutaj dojść. Bez jakiejkolwiek jego zgody. Przeszył go zimny dreszcz, gdy w tym bezruchu wpatrywał się w zasiewane na niebie gwiazdy. Sam był sobie winny. To karma, prawda? To musiała być karma. To musiała być kara za okrucieństwo, jakiego się dopuścił. Nie było ani w tym czynie niczego pięknego, ani w tym widoku obecnym. To nie była scena z bajki, to był piasek lepiący się do ciała i do włosów, mokry pudel na wydaniu, a śliczna sukienka była teraz niebezpiecznie podwinięta i jeszcze brakowało tego, żeby znalazł na niej naderwany szew.

- Nieprawda. - Odezwał się cicho, ale mimo strachu przed tym, czy na pewno ten amok opuścił Flynna, nie było w tym zaprzeczeniu niepewności. A powinna być. Jak cholera, że powinna. Wrócił oczami do tego kogoś nad nim zawieszonego. Zmęczonego. Wyplutego przez morze po tym, jak go zmieliło, zmemłało i zużyło. Wyglądasz strasznie - przeszło mu przez myśl, gdy spojrzenie napotykało spojrzenie. Tak, ta jego inspiracja wyglądała strasznie. Chciał żądać, żeby go puścił, zszedł z niego, oczekiwał ataku, ale nie. Znikała przemoc z jego oczu. Zastępował ją ten dogłębny smutek, który przenikał na wskroś i zmęczenie. Piekielne zmęczenie. A potem nadszedł głos, który wstrząsnął Laurentem i tak jak fala wpływała na piasek, tak krótkie "proszę" wsunęło się do jego serca, gdy ciężkie ciało opadło na niego. Podniósł rękę - i odkrył, że już może ją podnieść - by objąć go czule jednym ramieniem, a drugim ułożyć na jego głowie, uspakajająco głaszcząc.

Tylko przez moment akompaniament fal był wstępem, nim z jego ust znów wydobył się dźwięk. Wznowił piosenkę, o którą poprosił, choć początkowo - całkiem niepewnie. Dopiero po pierwszej zwrotce jego głos się uspokoił i nadał na właściwym torze, zabierając Flynna do krainy księżyca, gdzie całe niebo było obleczone gwiazdami jak piegami. Gdzie z ziemi wyrastały śliczne róże oświetlone świecami, jakie się pojawiły, a cały świat wydawał się daleko, daleko stąd. Gdzieś tam było miasto, ale ono było nieistotne, kiedy ta morska plaża zaczęła nabierać pojedynczych elementów ze snu. I może nawet wykończony Flynn nie mógł tego dostrzec, ale teraz między jego słowami chyba nie mogło się pojawić jedno wielkie nic.


Rzut Z 1d100 - 50
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (6220), The Edge (5219)




Wiadomości w tym wątku
Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 20.02.2024, 09:10
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 20.02.2024, 15:30
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 24.02.2024, 07:54
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 24.02.2024, 11:21
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 25.02.2024, 11:43
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 25.02.2024, 16:38
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 09.03.2024, 18:32
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 09.03.2024, 20:00
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 09.03.2024, 20:57
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 09.03.2024, 21:23
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 11.03.2024, 17:45
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 11.03.2024, 18:53
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 11.03.2024, 21:46
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 12.03.2024, 06:33
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 14.03.2024, 19:30

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa