Chociaż byłam prostą dziewczyną ze wsi, moja wrażliwość artystyczna wychodziła poza granice przeciętności. Byłam otwarta na niestandardowe formy wyrażania się, nawet jeśli ich nie rozumiałam i nie wzbudzały we mnie niczego. Ale skoro wzbudzają coś u kogoś innego, to czemu nie? Przecież wszyscy odbierają bodźce i doświadczenia inaczej.
Tak samo teraz, Lysander określił moją twarz jako ładną. Tam, gdzie ja widzę nie tyle brzydotę co obrzydliwość i ułomność, on dostrzega inspirację wartą uwiecznienia. Po części go rozumiem — niestandardowe twarze są ciekawsze do rysowania. Mogą być cudowne dla artystów, ale wzbudzają niechęć wszystkich innych.
W tym mnie.
Uciekałam wzrokiem, bo czułam, że na mnie patrzy. Był tak naturalnie miły, daleko jego słowom od wyniosłego dżentelmeństwa. W końcu to rodzina. Nasza krew wypływa z tego samego źródła, a jeszcze nie słyszałam, żeby ktokolwiek w mojej rodzinie nie posiadał wrażliwości i empatii (przynajmniej od strony babki).
— N-no dobrze... To może kiedyś... — Zgodziłam się na modelowanie. Nigdy tego nie robiłam. Jakie to będzie dziwne... Ale nie warto o tym teraz myśleć.
— Tak, poproszę!
Wizja zobaczenia pokoju rozbudziła we mnie energię. Na pewno będzie niesamowity. Jakikolwiek by nie był. Chyba, że jakimś cudem miałby zupełnie inny klimat niż reszta domu, ale to by było bardzo dziwne.
Wstałam i sięgnęłam po swoje rzeczy, żeby od razu zostawić je w moim nowym miejscu.