24.02.2024, 17:29 ✶
- Szczerze? Połowy książki pewnie nie zrozumiałam. Tu chyba wiem, co autor miał na myśli.
I że chyba jeden autor pokłócił się z drugim autorem, ale i tak ostatecznie, rzecz niesłychana i straszna, wolała film.
Pociągnięta nagle ku taksówce nie zaprotestowała, nie wyrywała się i nawet nie zadawała pytań, chociaż była trochę zdziwiona, że Bulstrode nagle tak bardzo zainteresował się mugolskim środkiem transportu. Kto wie, może całe życie marzył o tym, żeby wsiąść do brytyjskiej taksówki, ale rodzice mu nie pozwalali, bo to mugolskie i tfu. Albo zobaczył w tłumie jakąś byłą dziewczynę lub obecnego kolegę i uznał, że najlepiej schować się przed nimi w taksówce. Kiedy oświadczył, żeby jechać za tamtą taksówką, trochę zabrakło jej inwencji twórczej, by domyśleć się, z czego to mogło wynikać (jedyne co przychodziło jej do głowy apropos takiego scenariusza, to dostrzeżenie w tłumie żony z kochankiem, ale on nie miał żony, a gdyby dostrzegł dziewczynę z kochankiem, chyba nie ciągnąłby Brenny że sobą), ale po prostu wyciągnęła z kieszeni banknot i wetknęła go kierowcy, by zachęcić do pościgu. Jeśli to jakiś głupi dowcip, najwyżej straci dwadzieścia funtów. Żaden problem, mogłaby stracić i więcej, jak jej zabraknie, zacznie sprzedawać randki ze swoim bratem.
- A - skwitowała krótko jego wyjaśnienia, ani nie zaskoczona, ani nie przejęta niespodziewanym pościgiem. - Jaka szansa, że nas rozpozna, jak zobaczy?
Nazwiska pewnie by skojarzył, ale przecież nie będą się mu przedstawiali. Gorzej, jeśli mógł widywać ostatnio Proroka, bo ten w czerwcu i maju lubił rozpisywać się na temat Zimnych. A jeszcze gorzej, jeśli w ręce gościa, o ile to mógł być on, wpadłaby Czarownica, bo oboje znaleźli się tam w całkiem głośno komentowanych rankingach (zwykle te komentarze były zresztą pełne oburzenia). Brenna nie miała nic przeciwko pościgom, nawet zaraz po wyjściu z kina, wymiana ognia też jej nie przerażała, ale wolałaby, aby czarodziej nie spanikował i nie zaatakował ich na oczach setki mugoli. Na myśl o wypełnianiu papierków po czymś takim i ilości amnestazjatorów, których trzeba by wezwać na miejsce wydarzenia, zaczynała boleć ją głowa.
Taksówkarz może już w przeszłości otrzymywał różne absurdalne prośby, a może po prostu banknot przekonał go, by tę zrealizować, bo włączył się w ruch, jadąc za wskazanym pojazdem. Na ich szczęście kierowca tamtego auta nie spieszył się specjalnie, więc udawało się nie zgubić drugiej taksówki – i to pomimo tego, że podróż była długa, bo mijali kolejne ulice, kierując się gdzieś na przedmieścia Londynu…
Dobre kilkaset metrów przed sobą mogli zauważyć, jak taksówka skręca pod jakiś obskurny motel.
A sekundę później w przednie drzwi pasażera ich pojazdu wbił się z rozpędem inny samochód, który wymusił pierwszeństwo. Trzasnęło szkło, gdy szyby od tamtej strony pękły, drzwi wgięły się do środka, autem zarzuciło, Brenna walnęła głową o okno (i gdyby na moment jej to trochę nie zamroczyło, pewnie błogosławiłaby fakt, że zapięła pasy), a kierowca najpierw wrzasnął, by sekundę później wypaść ze zniszczonej taksówki i ruszyć do kłótni na środku skrzyżowania.
A tu rzuciłam na taksówkarza i kierowca okazał się nudziarzem
I że chyba jeden autor pokłócił się z drugim autorem, ale i tak ostatecznie, rzecz niesłychana i straszna, wolała film.
Pociągnięta nagle ku taksówce nie zaprotestowała, nie wyrywała się i nawet nie zadawała pytań, chociaż była trochę zdziwiona, że Bulstrode nagle tak bardzo zainteresował się mugolskim środkiem transportu. Kto wie, może całe życie marzył o tym, żeby wsiąść do brytyjskiej taksówki, ale rodzice mu nie pozwalali, bo to mugolskie i tfu. Albo zobaczył w tłumie jakąś byłą dziewczynę lub obecnego kolegę i uznał, że najlepiej schować się przed nimi w taksówce. Kiedy oświadczył, żeby jechać za tamtą taksówką, trochę zabrakło jej inwencji twórczej, by domyśleć się, z czego to mogło wynikać (jedyne co przychodziło jej do głowy apropos takiego scenariusza, to dostrzeżenie w tłumie żony z kochankiem, ale on nie miał żony, a gdyby dostrzegł dziewczynę z kochankiem, chyba nie ciągnąłby Brenny że sobą), ale po prostu wyciągnęła z kieszeni banknot i wetknęła go kierowcy, by zachęcić do pościgu. Jeśli to jakiś głupi dowcip, najwyżej straci dwadzieścia funtów. Żaden problem, mogłaby stracić i więcej, jak jej zabraknie, zacznie sprzedawać randki ze swoim bratem.
- A - skwitowała krótko jego wyjaśnienia, ani nie zaskoczona, ani nie przejęta niespodziewanym pościgiem. - Jaka szansa, że nas rozpozna, jak zobaczy?
Nazwiska pewnie by skojarzył, ale przecież nie będą się mu przedstawiali. Gorzej, jeśli mógł widywać ostatnio Proroka, bo ten w czerwcu i maju lubił rozpisywać się na temat Zimnych. A jeszcze gorzej, jeśli w ręce gościa, o ile to mógł być on, wpadłaby Czarownica, bo oboje znaleźli się tam w całkiem głośno komentowanych rankingach (zwykle te komentarze były zresztą pełne oburzenia). Brenna nie miała nic przeciwko pościgom, nawet zaraz po wyjściu z kina, wymiana ognia też jej nie przerażała, ale wolałaby, aby czarodziej nie spanikował i nie zaatakował ich na oczach setki mugoli. Na myśl o wypełnianiu papierków po czymś takim i ilości amnestazjatorów, których trzeba by wezwać na miejsce wydarzenia, zaczynała boleć ją głowa.
Taksówkarz może już w przeszłości otrzymywał różne absurdalne prośby, a może po prostu banknot przekonał go, by tę zrealizować, bo włączył się w ruch, jadąc za wskazanym pojazdem. Na ich szczęście kierowca tamtego auta nie spieszył się specjalnie, więc udawało się nie zgubić drugiej taksówki – i to pomimo tego, że podróż była długa, bo mijali kolejne ulice, kierując się gdzieś na przedmieścia Londynu…
Dobre kilkaset metrów przed sobą mogli zauważyć, jak taksówka skręca pod jakiś obskurny motel.
A sekundę później w przednie drzwi pasażera ich pojazdu wbił się z rozpędem inny samochód, który wymusił pierwszeństwo. Trzasnęło szkło, gdy szyby od tamtej strony pękły, drzwi wgięły się do środka, autem zarzuciło, Brenna walnęła głową o okno (i gdyby na moment jej to trochę nie zamroczyło, pewnie błogosławiłaby fakt, że zapięła pasy), a kierowca najpierw wrzasnął, by sekundę później wypaść ze zniszczonej taksówki i ruszyć do kłótni na środku skrzyżowania.
A tu rzuciłam na taksówkarza i kierowca okazał się nudziarzem
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.