24.02.2024, 17:40 ✶
Na deklarację Patricka kiwnęła tylko głową, nieco machinalnie. Brenna nie przywykła do kłócenia się ze Stewardem w żadnej sprawie, a ta akurat była na tyle poważna, że nawet omawiała ją ze Stanleyem Borginem. Tym bardziej mogła pogadać z Patrickiem.
– Streszczę ci potem, czego się dowiedziałam i dam kopię raportów, które podrzuciłam już do Biura Aurorów – powiedziała, przecierając oczy. Czy była zmęczona? Owszem, ale to nie było jakieś straszne zmęczenie. Owszem, nie spała tej nocy, ale nie miała za sobą ciężkiej akcji, jedynie podróż (i no dobrze, jedną małą bójkę, po której nie było już śladu, bo oberwała w twarz tylko raz i użyła potem magii) oraz trochę zwiedzania.
I dowiedzenie się tego i owego o Zimnych, co też mocno nią wstrząsnęło. I czym z aurorem będą musiały się niedługo podzielić. Kobieta nie chciała jednak zrzucać tych informacji na Patricka świeżo po takiej przygodzie. Wciągniecie w sny nie było miłym przeżyciem, a i Brenna podejrzewała, że Mavelle będzie chciała pogadać ze Stewardem sama. Powiedzenie mu, że hej, stary, byliście martwi i wróciliście do życia, a poza tym to możecie umrzeć, jeśli tego nie odwrócimy, ale odwracając to – w Samhain, tak na marginesie – też ryzykujemy, wymagało jednak jakiejś odpowiedniej otoczki. W tej chwili to nie był najlepszy moment, a Brenna w dodatku miała pewne trudności z zebraniem myśli.
– Obawiam się, że nie działa. Zrzuciłam go z trybun we śnie, a on chwilę później w kolejnym miał się świetnie – mruknęła Brenna ponuro. Oczywiście, nie mogła mieć pewności, ale miała dziwne wrażenie, że ten mężczyzna panował nad snami na tyle mocno, że nie dało się go tak łatwo skrzywdzić. Bo chyba do pewnego stopnia jednak było to możliwe – inaczej dlaczego nie zabiłby po prostu obu osób, które się w nich pojawiały?
Niezbyt się dziwiła, że Nora wcale nie chciała odpocząć. Dopiero co zaatakowano ją we śnie. Nawet jeżeli nie miało to się powtórzyć, pewnie miałaby problemy z zaśnięciem. Brenna tej pierwszej nocy w Mungu zasnęła tylko dlatego, że podano jej eliksir usypiający – gdzieś w jej głowie tkwiła wtedy myśl, że mogła położyć się spać i nigdy się nie obudzić.
– Noro, chcesz, żebym z tobą została? Nie mam dzisiaj dyżuru. Mogę zostać parę godzin i pomóc ci otworzyć klubokawianię – zaproponowała. Wzięła dzień wolnego i ustawiła inne dyżury tak, by podczas „wycieczki” nie przejmować się, że nie zdąży do pracy. Mogła swobodnie zostać jeszcze z Norą – nie tylko po to, by jej pomóc, chociaż ta po tym jak ją raniono nie powinna na pewno się przemęczać – ale po prostu dlatego, że Brenna podejrzewała, że może nie czuć się zbyt pewnie. Nikt nie czułby się pewnie po tym, jak ktoś próbował cię zamordować, a Figg nie znajdowała się przecież w takich okolicznościach codziennie. A nawet jeżeli Brenna spędzi tutaj jeszcze kilka godzin, to i tak potem będzie miała trochę czasu na przespanie się, zanim będzie musiała znowu stawić się na służbie.
– Streszczę ci potem, czego się dowiedziałam i dam kopię raportów, które podrzuciłam już do Biura Aurorów – powiedziała, przecierając oczy. Czy była zmęczona? Owszem, ale to nie było jakieś straszne zmęczenie. Owszem, nie spała tej nocy, ale nie miała za sobą ciężkiej akcji, jedynie podróż (i no dobrze, jedną małą bójkę, po której nie było już śladu, bo oberwała w twarz tylko raz i użyła potem magii) oraz trochę zwiedzania.
I dowiedzenie się tego i owego o Zimnych, co też mocno nią wstrząsnęło. I czym z aurorem będą musiały się niedługo podzielić. Kobieta nie chciała jednak zrzucać tych informacji na Patricka świeżo po takiej przygodzie. Wciągniecie w sny nie było miłym przeżyciem, a i Brenna podejrzewała, że Mavelle będzie chciała pogadać ze Stewardem sama. Powiedzenie mu, że hej, stary, byliście martwi i wróciliście do życia, a poza tym to możecie umrzeć, jeśli tego nie odwrócimy, ale odwracając to – w Samhain, tak na marginesie – też ryzykujemy, wymagało jednak jakiejś odpowiedniej otoczki. W tej chwili to nie był najlepszy moment, a Brenna w dodatku miała pewne trudności z zebraniem myśli.
– Obawiam się, że nie działa. Zrzuciłam go z trybun we śnie, a on chwilę później w kolejnym miał się świetnie – mruknęła Brenna ponuro. Oczywiście, nie mogła mieć pewności, ale miała dziwne wrażenie, że ten mężczyzna panował nad snami na tyle mocno, że nie dało się go tak łatwo skrzywdzić. Bo chyba do pewnego stopnia jednak było to możliwe – inaczej dlaczego nie zabiłby po prostu obu osób, które się w nich pojawiały?
Niezbyt się dziwiła, że Nora wcale nie chciała odpocząć. Dopiero co zaatakowano ją we śnie. Nawet jeżeli nie miało to się powtórzyć, pewnie miałaby problemy z zaśnięciem. Brenna tej pierwszej nocy w Mungu zasnęła tylko dlatego, że podano jej eliksir usypiający – gdzieś w jej głowie tkwiła wtedy myśl, że mogła położyć się spać i nigdy się nie obudzić.
– Noro, chcesz, żebym z tobą została? Nie mam dzisiaj dyżuru. Mogę zostać parę godzin i pomóc ci otworzyć klubokawianię – zaproponowała. Wzięła dzień wolnego i ustawiła inne dyżury tak, by podczas „wycieczki” nie przejmować się, że nie zdąży do pracy. Mogła swobodnie zostać jeszcze z Norą – nie tylko po to, by jej pomóc, chociaż ta po tym jak ją raniono nie powinna na pewno się przemęczać – ale po prostu dlatego, że Brenna podejrzewała, że może nie czuć się zbyt pewnie. Nikt nie czułby się pewnie po tym, jak ktoś próbował cię zamordować, a Figg nie znajdowała się przecież w takich okolicznościach codziennie. A nawet jeżeli Brenna spędzi tutaj jeszcze kilka godzin, to i tak potem będzie miała trochę czasu na przespanie się, zanim będzie musiała znowu stawić się na służbie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.