- Patricku, ty naprawdę już dla mnie zrobiłeś wystarczająco, dziękuję ci za to. - Na pewno będzie mu za to wdzięczna do końca życia, bo gdyby nie on, to umarłaby tej nocy we śnie. Dalej dziwnie jej było z tą świadomością, jak blisko byłu tego, żeby się już nigdy nie obudziła. Musiała się oswoić z tym, co się wydarzyło.
- Wolałabym nie nadużywać twojej uprzejmości. - Naprawdę nie uważała, że powinien się nią przjemować, zrobił dużo, pomógł jej, pojawił się tutaj, żeby sprawdzić, czy ma się dobrze. Nie potrzebowała od niego niczego więcej, nie w tej chwili. Tak naprawdę to sama nie wiedziała, czego jej teraz trzeba. Naprościej chyba będzie wpaść w wir pracy, oderwać się myślami od tej dziwnej sytuacji.
Odprowadziła go więc do drzwi, kiedy wyjaśnili sobie wszystko z Brenną i ustalili plan działania wobec tego mordercy, może faktycznie uda im się coś z tym zrobić, wierzyła w to, że akurat ta dwójka nie odpuści mu tak łatwo.
Później wróciła do Longbottom. Wiedziała, że jej się stąd tak łatwo nie pozbędzie. Mimo, że przyjaciółka również wyglądała na zmęczoną, to nie skłaniała się specjalnie ku opuszczeniu jej.
- Jeśli masz chęć, to zostań ze mną, załapiesz się na pierwszą partię ciastkę, myślę, że zasłużyłaś na nie. - Również została wyrwana od swoich obowiązków, aby znaleźć się u niej. Niech ma za to choć odrobinę przyjemności.
- Pozwolisz proszę, że szybko się ogarnę, za sekundę wrócę. - Musiała doprowadzić się do porządku, ubrać, a później zacząć piec, aby zdążyć na czas.
Właściwie to dobrze zrobiła jej obecność Brenny, nie wracała dzięki temu do nocnych wydarzeń. Zajęła się przyziemnymi sprawiami, które były jej codziennością. Longbottom pomogła jej, aby zdążyła na czas, a później się pożegnały. Pojawili się pierwsi klienci, a ona miała wrażenie, że nic się nie wydarzyło, że był to tylko sen. Wieczorem pewnie dopiero zacznie myśleć o tym dłużej, kiedy ponownie znajdzie się w swoim łóżku.