A dopiero co powiedział, że są młodzi. Ale cóż, smutni ludzie czują się staro i Giovanni uznał to za koniec wątku. Nie było sensu przekonywać przyjaciółki o prawdopodobieństwie znalezienia szczęścia w przyszłości. Pesymizm jest największym uparciuchem. Coś o tym wiedział.
Rozbawiła czarodzieja wzmianka o zamiarach Geraldine względem Erika. To nie tak, że mogła spełnić swoje zachcianki kiedy tylko by chciała... Ale może nie oddałby jej, gdyby stała się właścicielem jego wieczoru. Interesujące, może Gio powinien zainspirować się tym przygotowując prezent na jej kolejne urodziny.
Oczywiście, że odebrała go za marudę i postać tragikomiczną. Nie miał za złe żadnego z jej słów. Sam pewnie by tak ocenił sytuację, gdyby patrzył na sprawę z jej perspektywy. Mimo wszystko zabolało go to. Zebrał się na odwagę, by zwierzyć się z głęboko ukrywanych uczuć, ale to nie dało mu żadnej ulgi. Wręcz przeciwnie. Czuł się tak bardzo niezrozumiany. Postanowił zaprzestać wracania do wątku konfliktu podczas tego spotkania. Nie chciał sobie bardziej psuć humoru.
Odłożył list w jego poprzednie miejsce i wrócił na swój fotel. Mleko już wystygło. Upił tylko łyk, a odkrywszy temperaturę, nie chciał kontynuować. Straciło swój smak.
— Jak tam twoja rodzina? Wszyscy zdrowi? — Zagaił temat w miarę neutralny.