Jak widać każdy z nich widział to w inny sposób. Wiek to niby tylko liczba, ale wiadomo, że różnie z tym bywa. Gerry czasem łapała się na tym, że czuje, że czegoś jej w życiu brakuje i bała się, że nie uda jej się tego znaleźć, bo lata leciały, rok za rokiem, w mgnieniu oka.
Nie odebrała go za marudę, co to, co nie. Ona po prostu motywowała w ten sposób innych do działania. Została wychowana w taki sposób, aby zaciskać zęby i brać się do roboty, nie rozdmuchiwać przeszłości, a myśleć o tym, co ma nadejść. Przez to też, to właśnie w ten sposób się zachowała. Ger nie była najlepsza w kontaktach międzyludzkich. Zdecydowanie miała w tej dziedzinie pewne deficyty. Naprawdę próbowała zmienić swoje podejście, jednak czasem nadal nie do końca jej to wychodziło. Była szorstka, i zimna, taki już jej urok.
Niezrażona zakrzutuszeniem nalała sobie jeszcze troche ognistej do szklanki. Zamoczyła w niej wargi. Gio do niej wrócił, przyglądała mu się przez chwilę. Omal nie zakrztusiła się drugi raz. Na całe szczęście udało jej się przed tym powstrzymać. Kolejne pytanie było bowiem znowu zabójcze.
- Zdrowi, powiedzmy. Ojciec ma coś z deklem, muszę się tym zająć, bo opowiada o jakiejś strzydze Karen Moher, chyba trzeba wreszcie ją zabić, bo nieźle mu miesza we łbie. Mój brat, Ast, pamiętasz, ten słodki bombelek? - Na pewno go pamiętał. - Przydarzyło mu się coś strasznego, przez co ze mną zamieszkał, muszę mieć go na oku. - Nie wiedziała, czy chce mu powiedzieć wprost o tym, że jej brat został wampirem.