Na wspomnienie o wyspaniu, aż się skrzywiła. Mianowicie od paru dobrych lat nie spała tak, by powiedzieć, że jest wypoczęta. Słowa nauczycielki również przypomniały jej, że powinna zakupić kilka świec na bezsenność, by dać organizmowi odsapnąć.
Przechodząc przez próg i obok pani Bulstrode, powiedziała „dzień dobry” i zajęła miejsce na tyłach sali. Pierwsza ławka była dla spóźnialskich, ostatnia dla tych, którzy chcieli spać i ryzykować życie jednocześnie. Usiadła i rozejrzała się za swoim przyjacielem Cameronem. Czyżby chciał podpaść Generałowi Ładu i Porządku?
Całe szczęście nie, bo po tym, jak Fernah zaczęła przyglądać się ułożonym na każdym miejscu kartkom, usłyszała jego głos. Podniosła szare oczy i zauważyła, że Florence zatrzymała Camerona i wymienili kilka zdań. Potem też Lupin powędrował do biurka, z którego zabrał bukiet i z miną cierpiętnika skierował się w stronę Paprotki.
— Na to wygląda, — westchnęła, spoglądając i na kartkę, i na pióro. — Widać inwentaryzacja zachwiała jej porządkiem świata.
Potarła prawą brew i zaraz też przesunęła ręką po całej twarzy, by przepędzić poranną senność. Jednocześnie zaczęła też w myślach wyliczać zaklęcia i eliksiry, które mogą odwrócić nieudane transmutacje i inne takie rzeczy. Chciała jakkolwiek się rozbudzić.