Paprotka naprawdę nie miała czasu, żeby tłumaczyć nieznajomemu wszystko od samego początku. Przynajmniej tak czuła, że teraz wszystko, co nie było związane ze znalezieniem jej siostry, było marnotrawieniem czasu. Gdyby tylko mogła rzucić jakiekolwiek zaklęcie!
— Moja siostra. Chciałyśmy przejść, ale tłum nas rozdzielił. — odetchnęła, ale nie było w tym ani grama spokoju. — Pół głowy niższa ode mnie, ma jasno-brązowe włosy. Miała na sobie ciemnozieloną pelerynę.
Zaaferowana całą sytuacją, nie zauważyła, że mężczyzna przygląda się jej twarzy. Tym bardziej umknęło jej to, jak jego oczy zabłysły, jakby ją rozpoznawał. Ona w ogóle nie skojarzyła jego twarzy z wizytami, które składaj jej ojcu, będącym jego dobrym znajomym.
— Przepraszam, ale ja naprawdę muszę ją znaleźć.
Rzuciła i zaraz potem obróciła się na pięcie, by słowa przekuć w czyny.
— Rose? Primrose?! Primroseeeeee?!
Próba przekrzyczenia kilkudziesięciu innych gardeł była od początku skazana na niepowodzenie.
Jednak panna Slughorn nie miała innych możliwości, niż krzyczenie za siostrą i wypytywanie przypadkowych ludzi, czy nie widzieli może takiej a takiej dziewczyny. Mogło się to wydawać niemądre lub wręcz być oznaką paniki, która ogarniała kobietę. Tylko że coraz więcej czarów świszczało nad głowami tłumu i gdyby Rose się coś stało... Fernah poczuła, jak jej żołądek wywraca się na drugą stronę.