25.02.2024, 01:44 ✶
Pokiwał głową. Niepozorne przedmioty codziennego użytku potrafiły mieć niebywałą wartość sentymentalną dla niektórych ludzi. Przywiązywali się do swojej własności, a gdy przychodziło co do czego i trzeba było się pozbyć pewnych przedmiotów, chociażby właśnie na bazarze... Nie zawsze rozumieli, że nie wszyscy oceniali te rzeczy tą samą miarą. Srebrna łyżka z perłą w rączce mogła być skarbem dla jednego i warta sto galeonów, a druga osoba nawet by na nią nie zwróciła uwagi, bo nie pasowała do domowego kompletu.
— No wiesz — zawiesił się, drapiąc po zarośniętym policzku. — Żadna interpretacja nie będzie w stu procentach zgodna z wizją twórcy. W tym cały trik, co nie? Masz części obrazy, które zrozumiesz od razu typu, to jest facet, to jest kobieta, a to drzewo owocowe, które gnije. Ale! Potem masz jeszcze inne warstwy symboliczne, odnoszące się do historii i kultury. — Westchnął ciężko. Łatwo mu było rzucać takimi frazesami, skoro sam nie musiał dogłębnie analizować dzieł sztuki na co dzień. — Możesz przeczytać pięćdziesiąt atlasów historycznych i porozmawiać z duchami, ale nie będziesz wiedział, co dokładnie przeżywał artysta, który żył sto czy dwieście lat wcześniej. To kompletnie inny świat. Dosłownie.
Czy anty-charłackie grafitti i banery z nieprzyjaznymi hasłami, które gościły na ulicach Londynu przed paroma laty będą interpretowane za pięćdziesiąt lat tak samo jak teraz? Czy osoba, która zobaczy ich fotografie w podręczniku ,momentalnie zrozumie jakie nastroje wówczas panowały w społeczeństwie? Nawet jeśli, to nie będzie w stanie połączyć ze sobą wszystkich wątków: tego, że w niektórych ludziach te hasła rozbudzały nadzieję i entuzjazm, a w innych chęć walki i pozbycia się ''tych gorszych''. Nie zrozumie tragedii i uniesień, jakie towarzyszyły tym wydarzeniom po obu stronach społecznego konfliktu. Dla wielu będzie to po prostu krzywe i niechlujne malowidło mające dać upust agresji.
— Mhm. — Skierował wzrok w miejsce wskazane przez Carrowa.
Wykonał kilka machnięć różdżką, a rzeźba uniosła się w powietrze, aby zaraz wylądować u ich stóp. Zdecydowanie nie był to eksponat muzealny, a raczej posążek, jaki można było ustawić na piedestale lub w rogu pokoju w ramach ozdoby. Dzięki Merlinowi, pomyślał. Nieco by się zmartwił, gdyby na bazarze wylądowała masywna, kilkumetrowa rzeźba. Nie zmieniało to jednak faktu, że obiekt wydawał się dosyć ciężki. Jakby tak to podnieść i zrzucić komuś na głowę z balkonu, to od razu po człowieku. Kaplica.
— To bardziej w twoim guście? — rzucił do chlopaka, kreśląc na karcie notatnika opis sytuacji, spisując cechy szczególne znalezionych przedmiotów. Nie zamierzał pisać z tego raportu, ale osoby, którym przekaże tę sprawę, na pewno będą zadowolone, że nie będą musiały uczestniczyć w pełnych oględzinach. Ludzie z magazynów Ministerstwa Magii na pewno się tym zajmą. — Ta przynajmniej jest jako tako realistyczna. — Przekrzywił głowę w bok. — Nie licząc tego garbatego nosa. Wygląda, jakby kobieta się tłukła z kimś co drugi dzień. Akurat to autor mógł sobie darować.
— No wiesz — zawiesił się, drapiąc po zarośniętym policzku. — Żadna interpretacja nie będzie w stu procentach zgodna z wizją twórcy. W tym cały trik, co nie? Masz części obrazy, które zrozumiesz od razu typu, to jest facet, to jest kobieta, a to drzewo owocowe, które gnije. Ale! Potem masz jeszcze inne warstwy symboliczne, odnoszące się do historii i kultury. — Westchnął ciężko. Łatwo mu było rzucać takimi frazesami, skoro sam nie musiał dogłębnie analizować dzieł sztuki na co dzień. — Możesz przeczytać pięćdziesiąt atlasów historycznych i porozmawiać z duchami, ale nie będziesz wiedział, co dokładnie przeżywał artysta, który żył sto czy dwieście lat wcześniej. To kompletnie inny świat. Dosłownie.
Czy anty-charłackie grafitti i banery z nieprzyjaznymi hasłami, które gościły na ulicach Londynu przed paroma laty będą interpretowane za pięćdziesiąt lat tak samo jak teraz? Czy osoba, która zobaczy ich fotografie w podręczniku ,momentalnie zrozumie jakie nastroje wówczas panowały w społeczeństwie? Nawet jeśli, to nie będzie w stanie połączyć ze sobą wszystkich wątków: tego, że w niektórych ludziach te hasła rozbudzały nadzieję i entuzjazm, a w innych chęć walki i pozbycia się ''tych gorszych''. Nie zrozumie tragedii i uniesień, jakie towarzyszyły tym wydarzeniom po obu stronach społecznego konfliktu. Dla wielu będzie to po prostu krzywe i niechlujne malowidło mające dać upust agresji.
— Mhm. — Skierował wzrok w miejsce wskazane przez Carrowa.
Wykonał kilka machnięć różdżką, a rzeźba uniosła się w powietrze, aby zaraz wylądować u ich stóp. Zdecydowanie nie był to eksponat muzealny, a raczej posążek, jaki można było ustawić na piedestale lub w rogu pokoju w ramach ozdoby. Dzięki Merlinowi, pomyślał. Nieco by się zmartwił, gdyby na bazarze wylądowała masywna, kilkumetrowa rzeźba. Nie zmieniało to jednak faktu, że obiekt wydawał się dosyć ciężki. Jakby tak to podnieść i zrzucić komuś na głowę z balkonu, to od razu po człowieku. Kaplica.
— To bardziej w twoim guście? — rzucił do chlopaka, kreśląc na karcie notatnika opis sytuacji, spisując cechy szczególne znalezionych przedmiotów. Nie zamierzał pisać z tego raportu, ale osoby, którym przekaże tę sprawę, na pewno będą zadowolone, że nie będą musiały uczestniczyć w pełnych oględzinach. Ludzie z magazynów Ministerstwa Magii na pewno się tym zajmą. — Ta przynajmniej jest jako tako realistyczna. — Przekrzywił głowę w bok. — Nie licząc tego garbatego nosa. Wygląda, jakby kobieta się tłukła z kimś co drugi dzień. Akurat to autor mógł sobie darować.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞