25.02.2024, 13:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 13:36 przez Bard Beedle.)
To był całkiem dobry dzień, ale zgodnie ze starym porzekadłem, nie należało go chwalić przed zachodem słońca.
Ulica była zatłoczona, dość ostre (zgodnie ze zwyczajem londyńskim niewątpliwie był to przelotny efekt) słońce zaglądało w każdy kąt eksponując niedoskonałości bruku, walające się śmieci i psie odchody zdobiące krawężniki. Siatkę można było załatwić jednym prostym zaklęciem, ale czarodziej bez swojej różdżki był jak bez ręki. Mówiło się, że ten kawałek magicznego drewna zawierający fragment równie magicznego stworzenia nie jest aż tak niezbędny. Mówiło się, że na czarnym lądzie bez trudu magowie operują samymi dłońmi. Neil jednak, mimo tego, że nie ukończył Hogwartu, zgłębiał sztuki tajemne na niewłaściwym równoleżniku. Dlatego też po różdżkę trzeba było sięgnąć, aby wygodnie załatwić sprawę. Tylko gdzie...
...szczęśliwie w okolicy dostrzegł niewielką szczelinę między kamienicami, z której właśnie czmychnęło wychudzone kocisko z kompletem wszystkich pcheł zamieszkujących jego wyliniałe futro. Odpowiednio niedaleko, by szybko skoczyć, sięgnąć po moc i nie przejmować się dalej "wiatrem w oczy". Pytanie tylko, czy ów miejsce po opuszczeniu go przez kota było obecnie niezajmowane przez inne dusze (no może nie wliczając szczurów)?
Ulica była zatłoczona, dość ostre (zgodnie ze zwyczajem londyńskim niewątpliwie był to przelotny efekt) słońce zaglądało w każdy kąt eksponując niedoskonałości bruku, walające się śmieci i psie odchody zdobiące krawężniki. Siatkę można było załatwić jednym prostym zaklęciem, ale czarodziej bez swojej różdżki był jak bez ręki. Mówiło się, że ten kawałek magicznego drewna zawierający fragment równie magicznego stworzenia nie jest aż tak niezbędny. Mówiło się, że na czarnym lądzie bez trudu magowie operują samymi dłońmi. Neil jednak, mimo tego, że nie ukończył Hogwartu, zgłębiał sztuki tajemne na niewłaściwym równoleżniku. Dlatego też po różdżkę trzeba było sięgnąć, aby wygodnie załatwić sprawę. Tylko gdzie...
...szczęśliwie w okolicy dostrzegł niewielką szczelinę między kamienicami, z której właśnie czmychnęło wychudzone kocisko z kompletem wszystkich pcheł zamieszkujących jego wyliniałe futro. Odpowiednio niedaleko, by szybko skoczyć, sięgnąć po moc i nie przejmować się dalej "wiatrem w oczy". Pytanie tylko, czy ów miejsce po opuszczeniu go przez kota było obecnie niezajmowane przez inne dusze (no może nie wliczając szczurów)?
Rzuć na Percepcję, aby ocenić czy w zaułku znajduje się coś więcej poza śmieciami i szczurami. Fingers crossed!