25.02.2024, 14:39 ✶
Był o krok, by przywdziać skórę niedźwiedzią i zacząć tańczyć pośród Kniei. Nie był jednak jeszcze tak obyty z tą nową skórą no i... jego nowa koleżanka wiedziała o tym, że jest ptakiem, mogłaby się jeszcze przejąć tym, że nie tylko... A jak jeszcze by mu nie wyszło...
Trochę za dużo atrakcji na jeden dzień.
Dlatego tylko sobie wyobrażał, dlatego jego ręce przypominały wielkie przysadziste łapy, dlatego na boki kręcił głową, trochę jak miś, trochę jak błazen, przeskakujący z nogi na nogę... Sam miał tyle szczęścia, że z matką polecieli do cyrku, w którym o dziwo jak na standardy tamtych czasów o zwierzęta się dbało, a życie w niewoli było raczej słodkim więzieniem niż rychłą śmiercią poza klatką. Sam uwielbiał wielkość i dostojność niedźwiedzia, a jego miłość do tego stworzenia tylko sprzyjała podjętym lekcjom przyjęcia na siebie skóry kolejnego gatunku. Może było to za szybko, ale matka nalegała... Żyła na pożyczonym czasie, a skoro po otworzeniu żył krew jej syna pozostawała czerwona, było sporo nadziei, że przyniesie latorośli błogosławieństwo McGonagallów. Kolejną przewagę, prócz zwinnego krogulca...
Potwór odszedł, a wraz z nim strach o strach, wraz z nim widmo, że mogłaby się im stać realna krzywda. Pomógł jej się podnieść i przytaknął na propozycję. Idąc na skraj Kniei, gadał dużo na temat roślin, które spotykali rozpoczynając od "a wiesz, że" bardzo długie, botaniczne wywody na temat ich właściwości. Brzmiał jak ktoś, kto bardzo chciał poopowiadać wiele, ale nie miał za bardzo komu.
Nie krył smutku, gdy stanęli na skraju puszczy.
– A właściwie to, jakie jest Twoje ulubione zwierze? – zapytał nie patrząc na Brenne, jego chłodne, błękitne oczy, nieco szklane obecnie utkwione były w słońcu. Proste, ale bardzo wygodne ubrania zdawały się być poza cieniem drzew mocno wypłowiałe, łatwo było wychwycić splot licznych zacerowanych dziur. – Za tydzień będziemy z matką na targu. M... może zajrzysz? Tylko nie mówi jej, że się znamy, pamiętasz? To Baba Jaga! Zamieni Cię w słup soli od razu, jak na Ciebie spojrzy! – roześmiał się znów, płaszczem kulawego żartu przykrywając dużo trudniejsze emocje, które teraz się w nim kotłowały.
Trochę za dużo atrakcji na jeden dzień.
Dlatego tylko sobie wyobrażał, dlatego jego ręce przypominały wielkie przysadziste łapy, dlatego na boki kręcił głową, trochę jak miś, trochę jak błazen, przeskakujący z nogi na nogę... Sam miał tyle szczęścia, że z matką polecieli do cyrku, w którym o dziwo jak na standardy tamtych czasów o zwierzęta się dbało, a życie w niewoli było raczej słodkim więzieniem niż rychłą śmiercią poza klatką. Sam uwielbiał wielkość i dostojność niedźwiedzia, a jego miłość do tego stworzenia tylko sprzyjała podjętym lekcjom przyjęcia na siebie skóry kolejnego gatunku. Może było to za szybko, ale matka nalegała... Żyła na pożyczonym czasie, a skoro po otworzeniu żył krew jej syna pozostawała czerwona, było sporo nadziei, że przyniesie latorośli błogosławieństwo McGonagallów. Kolejną przewagę, prócz zwinnego krogulca...
Potwór odszedł, a wraz z nim strach o strach, wraz z nim widmo, że mogłaby się im stać realna krzywda. Pomógł jej się podnieść i przytaknął na propozycję. Idąc na skraj Kniei, gadał dużo na temat roślin, które spotykali rozpoczynając od "a wiesz, że" bardzo długie, botaniczne wywody na temat ich właściwości. Brzmiał jak ktoś, kto bardzo chciał poopowiadać wiele, ale nie miał za bardzo komu.
Nie krył smutku, gdy stanęli na skraju puszczy.
– A właściwie to, jakie jest Twoje ulubione zwierze? – zapytał nie patrząc na Brenne, jego chłodne, błękitne oczy, nieco szklane obecnie utkwione były w słońcu. Proste, ale bardzo wygodne ubrania zdawały się być poza cieniem drzew mocno wypłowiałe, łatwo było wychwycić splot licznych zacerowanych dziur. – Za tydzień będziemy z matką na targu. M... może zajrzysz? Tylko nie mówi jej, że się znamy, pamiętasz? To Baba Jaga! Zamieni Cię w słup soli od razu, jak na Ciebie spojrzy! – roześmiał się znów, płaszczem kulawego żartu przykrywając dużo trudniejsze emocje, które teraz się w nim kotłowały.