Kiedy zamieniła się w człowieka... wszystko działo się bardzo szybko, nadal czuła, że wszyscy się na nią patrzą. Nie dziwiła im się wcale, przecież jeszcze chwilę temu była bobrem i gryzła laskę jakiegoś ważniaka. Na samą myśl o tym łzy napłynęły jej do oczu, nie wytrzymała, pękła zaczęła płakać. Nie była w stanie powiedzieć ani słowa, nawet głupiego przepraszam temu mężczyźnie, który przykrył ją swoją peleryną. Nie dotarło do niej nawet, że to jeden z jej klientów, była tak bardzo przejęta tym, co przed chwilą zrobiła, że przestała zwracać uwagę na otoczenie. Jak mogła doprowadzić do czegoś takiego? Właściwie to nie miała na to wpływu, ale cholera jasna, dlaczego zawsze jej przytrafiały się takie rzeczy?
Straciła gdzieś z oczu Alastora, którego to wcześniej, jako pierwszego zauważyła w tym całym zamieszaniu, może to i lepiej. Przepadł, tak jak przepadł te kilka lat temu, nie powinna się spodziewać niczego innego. Na całe szczęście Brenna - jak zawsze była gdzieś obok. Pojawiła się przed nią gotowa zabrać ją z tego miejsca. -Brenna...- chlipnęła przez łzy. Zaczęła się podnosić, pozwoliła Brennie się zasłonić, zdecydowanie nie chciała, żeby ktokolwiek widział ją w takim stanie. -Przepraszam, jaaa- odetchnęła głęboko. - jaa wszystko popsułam.- Kolejne łzy spływały jej po policzkach, naprawdę była załamana tym wszystkim, co się tutaj przed chwilą wydarzyło.
[a]Dała się Longbottom wyprowadzić z sali, zdecydowanie nie miała chęci już tutaj być, chciała jak najszybciej znaleźć się w domu, z dala od tego całego zamieszania. Wiedziała jednak, że było tu zbyt wiele osób, by dali jej o tym zapomnieć i to było najgorsze.