25.02.2024, 16:11 ✶
Ulysses stał nieruchomo i patrzył na rozmawiającą z nimi mugolkę, czując się mniej więcej tak, jakby coś umierało w jego środku. Nie pochwalał związków między mugolami a czarodziejami. Sprzeciwiał im się z całej siły tym mocniej, im bardziej widział, ile potrafiły wyrządzić krzywdy. I tu, paradoksalnie, myślał o krzywdzie mugoli, bo to nie była dla nich nigdy równa walka.
Ama, choćby nawet zaczęła ich w tym momencie gorąco nienawidzić, nie mogła ruchem nadgarstka wyczarować ognistego deszczu, który by ich spopielił. Ale Magpie nawet nie próbowała tego zrobić. Po prostu stała zmieszana i przestraszona, dalej bardziej bojąc się o Cicerona niż o samą siebie.
Jak można było być tak głupią dziewczyną? I jak bardzo chciałby mieć w swoim życiu kobietę, która kochałaby go z taką niezmąconą wiarą, jaką Ama pokładała w Shafiqu? Skrzywił się. I tak wyglądał niesympatycznie – bo ani jego garnitur, ani uczesanie, ani bladość policzków nijak nie pasowały do tego nieuporządkowanego, zwyczajnego, ale pełnego życia i ciepła domu. Po tym skrzywieniu musiał wyglądać fatalnie, jak człowiek który brzydzi się, choć tak naprawdę tylko on był tutaj obrzydliwy. Zwilżył językiem spierzchnięte wargi.
Vespera dobrze sobie radziła z rozmową. Pokierowała nią we właściwą stronę. Zarysowała dramat, który mógł się okazać losem Amy. Pokazała jej niebezpieczeństwo. Teraz powinien wejść on i zaoferować pomoc. Magpie nigdy nie zrozumie, że tego wieczoru pomoc białej zagubionej owieczce zaoferowały trzy wilki.
- Chcemy ci pomóc – wtrącił się, zgadzając z siostrą. Głos mu nawet nie zadrżał, choć ewidentnie kłamał, bo to co chciał zrobić mugolce gorsze było od śmierci. Chciał ją pozbawić pamięci. Wymazać ukochanego Cicerona i zastąpić go napraszającym się szaleńcem, przez którego musiała uciekać z Londynu. Ale pomóc brzmiało niegroźnie i miło, dużo lepiej niż: przyszliśmy zniszczyć ci życie.
- Jak… jak pomóc? – zapytała. Jej duże, migdałowate oczy stały się jeszcze większe. Spoglądała to na Ulyssesa to na Vesperę bez cienia zrozumienia.
- Ukryjemy cię za pomocą magii przed niebezpieczeństwem. – Sięgnął do kieszeni marynarki, by wyciągnąć stamtąd malutkie wahadełko. Zakładał, że Ama tak słabo orientowała się w działaniu magii, że nie mogła od razu dostrzec podstępu czającego się w jego ofercie.
A potem? Potem gdy już usiądą na kanapie i zacznie to, po co przyszedł, będzie już za późno. Hipnozie ulegali potężni, wprawieni w obronie, czarodzieje. Kim była przy nich malutka Ama Magpie?
- A Ciceron? Nic mu się nie stanie?
- Ciceron będzie bezpieczny. – Chyba. Był młody i czystokrwisty. Za parę miesięcy zapomni o Amie i znajdzie sobie jakąś czystokrwistą czarownicę za żonę. Tak czy inaczej, historia tej dwójki już była pieśnią przeszłości.
Mugolka kiwnęła głową. Ulysses wyciągnął do niej rękę, by odprowadzić kobietę na jej własną kanapę, w jej własnym salonie. Nie mogli dać jej czasu na to, by się zastanowiła i zaczęła zauważać nieścisłości w tym, co mówili. I jeszcze bardziej, nie mogli dać czasu Shafiqowi, żeby przybył na odsiecz i uratował swoją dziewczynę. Gdy już siedzieli na kanapie, Rookwood uniósł wahadełko przed oczy Magpie.
- Spójrz na nie, Amy – poprosił. – Wszystko dobrze się skończy.
A potem zrobił to, co zrobił już wiele razy wcześniej. Powoli i metodycznie zaczął modyfikować jej wspomnienia. Nie chodziło o to, by jedne zastąpić drugimi, ale by w istniejących pozamieniać szczegóły. I Ciceron nigdy nie zabrał jej do szpitala, ale pozwolił swojemu psu na to, by ją pogryzł. Nie okazał jej wsparcia, ale jej groził. Nie zapraszał jej na randki, ale śledził ją, choć nigdy tego nie chciała. Tak, nie był czarodziejem, ale był zwykły świrem jakich pełno było na tym świecie. Musiała uciec z Londynu. Powinna jak najszybciej zabrać dokumenty i udać się do Dover i promem do Calais, we Francji. Tam będzie mogła zacząć swoje życie na nowo.
Matowe spojrzenie Magpie nabrało życia, gdy skończył. Podniosła się z kanapy i niewidzącym wzrokiem zaczęła pośpiesznie zbierać swoje rzeczy. Zdawała się zachowywać tak, jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, że Ulysses i Vespera wciąż znajdowali się w jej domu. Cisnęła fartuszek na podłogę w korytarzu i pobiegła na górę po dokumenty.
- Spalimy to miejsce jak tylko wyjdzie z domu – powiedział do siostry.
Pozostawało mu mieć nadzieję, że Augustus zadba o to, by wybiegająca z domu Ama nie natknęła się na Cicerona.
Ama, choćby nawet zaczęła ich w tym momencie gorąco nienawidzić, nie mogła ruchem nadgarstka wyczarować ognistego deszczu, który by ich spopielił. Ale Magpie nawet nie próbowała tego zrobić. Po prostu stała zmieszana i przestraszona, dalej bardziej bojąc się o Cicerona niż o samą siebie.
Jak można było być tak głupią dziewczyną? I jak bardzo chciałby mieć w swoim życiu kobietę, która kochałaby go z taką niezmąconą wiarą, jaką Ama pokładała w Shafiqu? Skrzywił się. I tak wyglądał niesympatycznie – bo ani jego garnitur, ani uczesanie, ani bladość policzków nijak nie pasowały do tego nieuporządkowanego, zwyczajnego, ale pełnego życia i ciepła domu. Po tym skrzywieniu musiał wyglądać fatalnie, jak człowiek który brzydzi się, choć tak naprawdę tylko on był tutaj obrzydliwy. Zwilżył językiem spierzchnięte wargi.
Vespera dobrze sobie radziła z rozmową. Pokierowała nią we właściwą stronę. Zarysowała dramat, który mógł się okazać losem Amy. Pokazała jej niebezpieczeństwo. Teraz powinien wejść on i zaoferować pomoc. Magpie nigdy nie zrozumie, że tego wieczoru pomoc białej zagubionej owieczce zaoferowały trzy wilki.
- Chcemy ci pomóc – wtrącił się, zgadzając z siostrą. Głos mu nawet nie zadrżał, choć ewidentnie kłamał, bo to co chciał zrobić mugolce gorsze było od śmierci. Chciał ją pozbawić pamięci. Wymazać ukochanego Cicerona i zastąpić go napraszającym się szaleńcem, przez którego musiała uciekać z Londynu. Ale pomóc brzmiało niegroźnie i miło, dużo lepiej niż: przyszliśmy zniszczyć ci życie.
- Jak… jak pomóc? – zapytała. Jej duże, migdałowate oczy stały się jeszcze większe. Spoglądała to na Ulyssesa to na Vesperę bez cienia zrozumienia.
- Ukryjemy cię za pomocą magii przed niebezpieczeństwem. – Sięgnął do kieszeni marynarki, by wyciągnąć stamtąd malutkie wahadełko. Zakładał, że Ama tak słabo orientowała się w działaniu magii, że nie mogła od razu dostrzec podstępu czającego się w jego ofercie.
A potem? Potem gdy już usiądą na kanapie i zacznie to, po co przyszedł, będzie już za późno. Hipnozie ulegali potężni, wprawieni w obronie, czarodzieje. Kim była przy nich malutka Ama Magpie?
- A Ciceron? Nic mu się nie stanie?
- Ciceron będzie bezpieczny. – Chyba. Był młody i czystokrwisty. Za parę miesięcy zapomni o Amie i znajdzie sobie jakąś czystokrwistą czarownicę za żonę. Tak czy inaczej, historia tej dwójki już była pieśnią przeszłości.
Mugolka kiwnęła głową. Ulysses wyciągnął do niej rękę, by odprowadzić kobietę na jej własną kanapę, w jej własnym salonie. Nie mogli dać jej czasu na to, by się zastanowiła i zaczęła zauważać nieścisłości w tym, co mówili. I jeszcze bardziej, nie mogli dać czasu Shafiqowi, żeby przybył na odsiecz i uratował swoją dziewczynę. Gdy już siedzieli na kanapie, Rookwood uniósł wahadełko przed oczy Magpie.
- Spójrz na nie, Amy – poprosił. – Wszystko dobrze się skończy.
A potem zrobił to, co zrobił już wiele razy wcześniej. Powoli i metodycznie zaczął modyfikować jej wspomnienia. Nie chodziło o to, by jedne zastąpić drugimi, ale by w istniejących pozamieniać szczegóły. I Ciceron nigdy nie zabrał jej do szpitala, ale pozwolił swojemu psu na to, by ją pogryzł. Nie okazał jej wsparcia, ale jej groził. Nie zapraszał jej na randki, ale śledził ją, choć nigdy tego nie chciała. Tak, nie był czarodziejem, ale był zwykły świrem jakich pełno było na tym świecie. Musiała uciec z Londynu. Powinna jak najszybciej zabrać dokumenty i udać się do Dover i promem do Calais, we Francji. Tam będzie mogła zacząć swoje życie na nowo.
Matowe spojrzenie Magpie nabrało życia, gdy skończył. Podniosła się z kanapy i niewidzącym wzrokiem zaczęła pośpiesznie zbierać swoje rzeczy. Zdawała się zachowywać tak, jakby w ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, że Ulysses i Vespera wciąż znajdowali się w jej domu. Cisnęła fartuszek na podłogę w korytarzu i pobiegła na górę po dokumenty.
- Spalimy to miejsce jak tylko wyjdzie z domu – powiedział do siostry.
Pozostawało mu mieć nadzieję, że Augustus zadba o to, by wybiegająca z domu Ama nie natknęła się na Cicerona.