• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu

Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
25.02.2024, 16:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 16:38 przez Laurent Prewett.)  

Nic chyba bardziej nie denerwowało zdenerwowanego człowieka niż proste "uspokój się", albo "złość w niczym nie pomaga". Wtedy nagle dokładano klocuszki do tego, jak bardzo byłeś nerwami przeżarty. Dokładano ci budowlę pod tytułem "nie zniosę więcej, a oni więcej chcą ci wepchnąć". Czasem jednak pomagało. Czasem... chyba jednak nie takim ludziom, jak Flynn. Był przerażony, bo nie wiedział, co w niego wstąpiło. Czy to on czy to może jakiś dziwny wpływ pieśni, która chyba poniosła samego Laurenta aż za bardzo? Wiedział, jak działać potrafi syreni głos. Nigdy jednak nie użył go tak świadomie jak dzisiejszego dnia. I nigdy, bogowie, nigdy nie miał w sobie tego poczucia, że władza nad ludzkim życiem potrafiła być więcej niż podniecająca. Skąd ta myśl? Kto ją stworzył? A może była w nim od początku, tylko tak bardzo zajmował się "udawaniem" byciem dobrym, że nawet tego nie widział? Sio! Uciekaj, zdrajco, jesteś tylko wynikiem zmęczenia, frustracji, bezsilności. Wypadkową zniszczenia, które nie miało swoich blizn na jego rękach czy ciele. Och, blizny były, ale zdecydowanie nie takie, jak na ciele Flyna. Nie taka ilość. Na nadgarstku cięcie, by polała się krew i zakończyła życie, na nodze ślady po pazurach, którą bliznę palce Flynna mogły zbadać. Pojedyncze, drobne wskazówki życia. Takie same, jakie Laurent znalazłby między ciemnymi włosami, ale ciemność nocy nie pozwalała wyłapać srebrzystych pasm. Księżyc chował je w swoich objęciach, tak jak Fleamont chciał się schować w objęcia kogoś, kogo przed chwilą chciał obejmować. Bez względu na jego zgodę czy jej brak.

Serce Laurent uderzało jeszcze mocno, kiedy trzymał Flynna niepewnie. To już? Koniec? Spokój zupełny? Czy zaraz rozbłyśnie supernowa nad naszymi głowami i przyjdzie nam sobie przypomnieć, że to, co działo się tu i teraz było również częścią snu? Przecież on sam nie czuł blizn. Czuł obrzydliwie mokre ubranie i jego drżenie. Swoje obrzydliwie mokre teraz ubranie i swędzący piasek, który również nie dokładał ani grama romantyzmu - raczej sprawił, że Laurent trochę się poruszył. Nie miał jednak odwagi się podnieść. Nie miał odwagi skonfrontować się z tym, co będzie, jeśli wstanie. I chyba... nie chciał uciekać. Nawet mimo niewygody. Mimo gryzącego piasku chcącego wcisnąć się w każdy milimetr jego porcelanowej skóry. Tu nie było mowy o miłości. Była mowa o nieziszczonych marzeniach, pragnieniach, o krążeniu głową w lepszym świecie, gdzie samemu nie było się tak brzydkim, zepsutym, gdzie ta brzydota była akceptowana, a ty nie musiałeś się niczego bać, wstydzić. Wszystko tam trwało w harmonii takiej, jaką spisałeś własnymi palcami. Odciskiem palca  u dłoni, jakim był zakrwawiony kciuk. Flynn nie był aniołem - ale w tamtym świecie mógł nim być. Diabłem, który upadł za nisko na ziemię i zapomniał złożyć skrzydła. Nie pozostało mu nic innego jak je amputować, skoro nie nadawały się już do latania. Nie, Laurent nie mógłby spojrzeć na te wnętrzności i tą ilość przelanej krwi. Był na to za słaby. Na pewno był na to za słaby...

Lecz to nie jest Twoja wina, Flynn. Są miejsca, gdzie możemy powiedzieć, że mogłeś to zrobić lepiej. Miejsca, gdzie wszystko zasłużyło na poprawę i gdzie sam mógłbyś zachować inaczej. Ten świat to jednak nie twoja kreacja. Nad iloma rzeczami miałeś kontrolę? Przecież ty nawet nie kontrolowałeś własnego życia. Umierałeś każdej chwili, kawałek po kawałeczku, kiedy zgadzałeś się czynić to, co inni ci przykażą, a potem szukałeś kontroli nad ciałem, umysłem i duchem naciskając na uda, łapiąc za biodra i wgryzając się w usta.

To poczucie, że ten człowiek szukał schronienia (rozgrzeszenia) powodowało większe zimno i dreszcze niż morski wiatr. Wstrząsnęło nim to. Uczucie było tak obezwładniające, że ze strachu zrodziła się potrzeba obrony. Nie chciał być ratowany? Może nie. Potrzeba chronienia kogoś nie była równa ratunkowi. Była ledwo chwilową przystanią dla zmęczonej duszy. Ciało było tylko ciałem - ale w gestach można było zawrzeć o wiele więcej ponad duszę. Jak zagubiony musiał być człowiek, żeby skończyć tak jak ten Wielki, Groźby Flynn? Ile bólu przetrwać? Współczuł mu. Tak bardzo było mu żal, że to aż bolało. Aż kuło go w serce. Tak i trzymał go, jakby był delikatnym szkłem, a jednocześnie jakby zbyt lekki dotyk mógłby mu pozwolić się rozbić wysuwając z opuszków. Był pewien, że może go utrzymać. Przez tych kilka chwil...

Jakież to patetyczne i jakie żałosne.

- Przyjmuję przeprosiny. - Mógł powiedzieć, że nie trzeba, że ma to gdzieś, że... mógł wiele tutaj powiedzieć. W zasadzie to wcale nie byłby w ogóle szczery mówiąc, że NIC się nie stało. Stało się. I znów zupełnie nie wiedział, czego się po tym człowieku spodziewać, który z gwałtu, krzywdzenia i bicia przechodził do delikatnego dotyku i zapewniania, że przecież on nigdy takich nie skrzywdził. Widział takie osoby, znał je. Kiedyś. W gorszym życiu. Każda z nich kłamała mówiąc, że "więcej tak nie będzie". - Trochę cię puszczę, dobrze..? Wysuszę nas... - Powoli zaczął przesuwać swoją dłoń, żeby wyciągnąć różdżkę, ale gotów w sumie złapać go z powrotem, jakby pojawił się... jakby stało się cokolwiek dziwnego, czego by nie zrozumiał. - Też cię przepraszam, gdyby nie ja nie byłbyś w takim stanie. - Czyli kiepskim. Opłakanym. Chociaż w kiepskim stanie był już przed tym, jak zatonął w głębinach dla syreniego śpiewu. - Czy... coś się stało, że siedzisz na tej plaży sam..?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (6220), The Edge (5219)




Wiadomości w tym wątku
Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 20.02.2024, 09:10
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 20.02.2024, 15:30
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 24.02.2024, 07:54
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 24.02.2024, 11:21
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 25.02.2024, 11:43
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 25.02.2024, 16:38
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 09.03.2024, 18:32
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 09.03.2024, 20:00
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 09.03.2024, 20:57
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 09.03.2024, 21:23
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 11.03.2024, 17:45
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 11.03.2024, 18:53
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 11.03.2024, 21:46
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez Laurent Prewett - 12.03.2024, 06:33
RE: Lato 1972, 11 lipca // Miał piękny pogrzeb na dnie oceanu - przez The Edge - 14.03.2024, 19:30

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa