05.12.2022, 18:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2022, 19:01 przez Darcy Lockhart.)
Mroczni czarnoksiężnicy ogłaszający swoje manifesty i pogarda wobec wszelkich mugolaków tego świata, tudzież plany przejęcia władzy nad światem mugoli były niczym, powiadam wam niczym, wobec tego, że Darcy’ego wystawiła dziewczyna.
Ktoś mógłby się z tym nie zgodzić. Prawdę powiedziawszy, pewnie większość by się z tym nie zgodziła. Ale Darcy miał dwadzieścia lat, w ostatnich dniach dryfował w oparach uczucia, mniej niż zwykle uwagi poświęcając prasie, i zakładał, że „no, to taka banda pajaców w maskach, szybko ich aresztują, nie?” (Jak bardzo się mylił, miał przekonać się dopiero wkrótce.)
Romantyczna schadzka w Dolinie Godryka, na którą się wystroił i teleportował aż z Londynu, nie doszła jednak do skutku. Do baru wszedł więc obraz nędzy i rozpaczy: człowiek załamany obrotem spraw, przygarbiony, z wzrokiem spuszczonym, pragnący utopić swoje smutki w morzu alkoholu. Oczywiście, ten stan rzeczy nie miał jednak trwać długo. Już w drodze pomiędzy wejściem, a jedynym stolikiem, przy którym wypatrzył wolne miejsca, Darcy Fitzwilliam Lockhart zaczął się powoli prostować, a w jego głowie już cichy głosik szeptał, że dziewczyna po prostu nie była go warta. A poza tym tego świata jest półświata i na pewno umówi się z jakąś lepszą dziewczyną, ba, prawdziwą kobietą, taką starszą, nie gówniarą, damą z klasą i w dodatku blondynką, nie brunetką, bo przecież wolał blondynki. I w ogóle, to umówił się z tą Puchoneczką tylko dlatego, że było jej go żal.
Poza tym zastanawiał się, czy wypada obsmarować ją w jego kolejnej książce. Zaraz doszedł jednak do wniosku, że nie, nie była tego godna: przecież to by znaczyło, że się nią przejął, a absolutnie – ani trochę – nawet ociupinkę się nie przejmował.
- Przepraszam? – spytał Darcy, przystając przy stoliku Trevora i drugiego mężczyzny. Raz, jak już wspomniano: przy nim były jeszcze wolne miejsca. Dwa: do jego uszu, bardzo czułych, jak przystało na nieodrodnego syna panny z domu Skeeter, dotarło coś o atakach. Umysł, otrząsający się już i z różowego zamroczenia, i z rozpaczy wywołanej okrutnym porzuceniem, nieco się skoncentrował i Darcy poczuł lekki niepokój. Bo jakie ataki? Czyżby ten manifest Lorda – Jak – Mu – Tam – Nie – Zapamiętałem – Jego – Imienia jednak był na poważnie? – Można się do panów przysiąść? Nie będę przeszkadzał, wypiłbym sobie jedno piwo.
Lockhart był od nich młodszy i to sporo młodszy. Koło dwudziestki. Średniego wzrostu, o jasnobrązowych włosach, jasnych oczach oraz sympatycznej twarzy. Ładny chłopiec, chociaż i nie taki, który w tłumie natychmiast sprowadziłby na siebie wszystkie spojrzenia i został zapamiętany na długo. (Choć sam, rzecz jasna, wolał wierzyć w coś przeciwnego.)
Ktoś mógłby się z tym nie zgodzić. Prawdę powiedziawszy, pewnie większość by się z tym nie zgodziła. Ale Darcy miał dwadzieścia lat, w ostatnich dniach dryfował w oparach uczucia, mniej niż zwykle uwagi poświęcając prasie, i zakładał, że „no, to taka banda pajaców w maskach, szybko ich aresztują, nie?” (Jak bardzo się mylił, miał przekonać się dopiero wkrótce.)
Romantyczna schadzka w Dolinie Godryka, na którą się wystroił i teleportował aż z Londynu, nie doszła jednak do skutku. Do baru wszedł więc obraz nędzy i rozpaczy: człowiek załamany obrotem spraw, przygarbiony, z wzrokiem spuszczonym, pragnący utopić swoje smutki w morzu alkoholu. Oczywiście, ten stan rzeczy nie miał jednak trwać długo. Już w drodze pomiędzy wejściem, a jedynym stolikiem, przy którym wypatrzył wolne miejsca, Darcy Fitzwilliam Lockhart zaczął się powoli prostować, a w jego głowie już cichy głosik szeptał, że dziewczyna po prostu nie była go warta. A poza tym tego świata jest półświata i na pewno umówi się z jakąś lepszą dziewczyną, ba, prawdziwą kobietą, taką starszą, nie gówniarą, damą z klasą i w dodatku blondynką, nie brunetką, bo przecież wolał blondynki. I w ogóle, to umówił się z tą Puchoneczką tylko dlatego, że było jej go żal.
Poza tym zastanawiał się, czy wypada obsmarować ją w jego kolejnej książce. Zaraz doszedł jednak do wniosku, że nie, nie była tego godna: przecież to by znaczyło, że się nią przejął, a absolutnie – ani trochę – nawet ociupinkę się nie przejmował.
- Przepraszam? – spytał Darcy, przystając przy stoliku Trevora i drugiego mężczyzny. Raz, jak już wspomniano: przy nim były jeszcze wolne miejsca. Dwa: do jego uszu, bardzo czułych, jak przystało na nieodrodnego syna panny z domu Skeeter, dotarło coś o atakach. Umysł, otrząsający się już i z różowego zamroczenia, i z rozpaczy wywołanej okrutnym porzuceniem, nieco się skoncentrował i Darcy poczuł lekki niepokój. Bo jakie ataki? Czyżby ten manifest Lorda – Jak – Mu – Tam – Nie – Zapamiętałem – Jego – Imienia jednak był na poważnie? – Można się do panów przysiąść? Nie będę przeszkadzał, wypiłbym sobie jedno piwo.
Lockhart był od nich młodszy i to sporo młodszy. Koło dwudziestki. Średniego wzrostu, o jasnobrązowych włosach, jasnych oczach oraz sympatycznej twarzy. Ładny chłopiec, chociaż i nie taki, który w tłumie natychmiast sprowadziłby na siebie wszystkie spojrzenia i został zapamiętany na długo. (Choć sam, rzecz jasna, wolał wierzyć w coś przeciwnego.)