25.02.2024, 21:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2024, 22:03 przez Brenna Longbottom.)
Brenna nie była aktorką – owszem, ukrywanie pewnych rzeczy wychodziło jej świetnie, ale nie wszystkich. Dlatego wyraz jej twarzy stężał nieco, kiedy Lark wspomniał o gramofonie, a w ciemnych oczach błysnęła nagła czujność.
Piosenka o blond włosach i niebieskich oczach nie była więc czystym przypadkiem, a sam dobór ofiar z pewnością nie wynikał tylko z tego, że właśnie takie dziewczyny zabójca lubił. Wszystko wskazywało tutaj na jakieś dodatkowe motywy osobiste. Ta sama piosenka, róża, pozostawiona przy obu ciałach.
Brenna pomyślała, że będzie musiała wrócić do mieszkania Mary i – nieładnie rzecz ujmując – zapierdolić stamtąd ten gramofon. Chociaż może ten należał do Reed? Czarodziej kupował nowe gramofony, by je zostawić na miejscu zbrodni, czy jak?
– Czerwona czy biała? - dopytała krótko, bo to też mogło mieć znaczenie. Ten gość ewidentnie lubił symbole. - Dziękujemy za współpracę, panie Lark. Bardzo nam pan pomógł – powiedziała szczerze, a potem obróciła się nieco, by spojrzeć na Aidana – bo może on miał jeszcze jakieś pytania. Jeżeli zaś żadne nie padły, Brenna uprzejmie podziękowała się i ruszyła do wyjścia.
Milczała, gdy schodzili po schodach, a potem zatrzymała się na dole, tuż przed drzwiami i upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu.
– Teleportujmy się do alejki. Na pewno patrzy przez okno. Lepiej jeśli zdziwi się, że jakimś cudem znikliśmy i uzna to za sztuczkę służb specjalnych niż zobaczy, jak skręcamy w jakiś zaułek – mruknęła bardzo cicho, zadarła jeszcze głowę, spoglądając w górę, nasłuchując dźwięków… a potem znikła z cichym trzaśnięciem, by pojawić się tam, gdzie spotkali się tego ranka.
– Trzeba sprawdzić, czy któraś z wymienionych przez niego dziewczyn jest blondynką – skwitowała, grzebiąc po kieszeniach i szukając w nich banknotów. – O tej porze mogą już schodzić z ulicy, ale kij wie, może jakaś została. Jesteś gotowy to ogarnąć, czy mam wziąć to na siebie? – walnęła prosto z mostu, bo w takiej sytuacji najlepszy sposób to było: machnąć dziewczynie przed oczami banknotem, zgarnąć do hotelu, i tam ją wypytać, zachęcając czy pieniędzmi i czarem osobistym, czy kilkoma confundusami. I mimo tego, że to Brenna była bardziej wygadana, nie wątpiła, że tutaj Aidan sprawdzi się lepiej. Po pierwsze, bardziej się pannom spodoba. Tacy klienci - młodzi, czyści i całkiem przystojni - zdarzali się pewnie niezbyt często. Po drugie, Brenna absolutnie potrafiła flirtować ani oczarowywać ludzi, obojętnie jakiej płci i profesji. Co nie znaczyło, że nie mogła spróbować z dziewczynami pogadać, jeżeli Parkinson uprze się, że ani myśli się w to bawić.
Piosenka o blond włosach i niebieskich oczach nie była więc czystym przypadkiem, a sam dobór ofiar z pewnością nie wynikał tylko z tego, że właśnie takie dziewczyny zabójca lubił. Wszystko wskazywało tutaj na jakieś dodatkowe motywy osobiste. Ta sama piosenka, róża, pozostawiona przy obu ciałach.
Brenna pomyślała, że będzie musiała wrócić do mieszkania Mary i – nieładnie rzecz ujmując – zapierdolić stamtąd ten gramofon. Chociaż może ten należał do Reed? Czarodziej kupował nowe gramofony, by je zostawić na miejscu zbrodni, czy jak?
– Czerwona czy biała? - dopytała krótko, bo to też mogło mieć znaczenie. Ten gość ewidentnie lubił symbole. - Dziękujemy za współpracę, panie Lark. Bardzo nam pan pomógł – powiedziała szczerze, a potem obróciła się nieco, by spojrzeć na Aidana – bo może on miał jeszcze jakieś pytania. Jeżeli zaś żadne nie padły, Brenna uprzejmie podziękowała się i ruszyła do wyjścia.
Milczała, gdy schodzili po schodach, a potem zatrzymała się na dole, tuż przed drzwiami i upewniła się, że nikogo nie ma w pobliżu.
– Teleportujmy się do alejki. Na pewno patrzy przez okno. Lepiej jeśli zdziwi się, że jakimś cudem znikliśmy i uzna to za sztuczkę służb specjalnych niż zobaczy, jak skręcamy w jakiś zaułek – mruknęła bardzo cicho, zadarła jeszcze głowę, spoglądając w górę, nasłuchując dźwięków… a potem znikła z cichym trzaśnięciem, by pojawić się tam, gdzie spotkali się tego ranka.
– Trzeba sprawdzić, czy któraś z wymienionych przez niego dziewczyn jest blondynką – skwitowała, grzebiąc po kieszeniach i szukając w nich banknotów. – O tej porze mogą już schodzić z ulicy, ale kij wie, może jakaś została. Jesteś gotowy to ogarnąć, czy mam wziąć to na siebie? – walnęła prosto z mostu, bo w takiej sytuacji najlepszy sposób to było: machnąć dziewczynie przed oczami banknotem, zgarnąć do hotelu, i tam ją wypytać, zachęcając czy pieniędzmi i czarem osobistym, czy kilkoma confundusami. I mimo tego, że to Brenna była bardziej wygadana, nie wątpiła, że tutaj Aidan sprawdzi się lepiej. Po pierwsze, bardziej się pannom spodoba. Tacy klienci - młodzi, czyści i całkiem przystojni - zdarzali się pewnie niezbyt często. Po drugie, Brenna absolutnie potrafiła flirtować ani oczarowywać ludzi, obojętnie jakiej płci i profesji. Co nie znaczyło, że nie mogła spróbować z dziewczynami pogadać, jeżeli Parkinson uprze się, że ani myśli się w to bawić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.