25.02.2024, 21:33 ✶
Pytanie Erika zawisło w powietrzu. Danielle uniosła na niego na moment udręczone spojrzenie, ale zaraz znów skupiła się na udzielaniu pierwszej pomocy rannej Brygadzistce. Crawleyówna zaś zgarbiła się nieco, jakby wcale nie chciała odpowiadać – jakby wolała, aby zrobił to ktoś inny. Ale nikogo innego nie było: Elise zdawała się nazbyt załamana, aby choćby dostrzec, że jej syn dotarł na miejsce cały i zdrowy, Danielle była zajęta, Mills i Heather poważnie ranne, a Cameron i pan Crawley przygnieceni tym, co zobaczyli, wciąż nie mogli się pozbierać.
- Wszyscy obecni na miejscu aurorzy i Brygadziści ruszyli do walki – powiedziała w końcu Dora cicho, spuszczając wzrok. - Heather i Mills zostały ranne na samym początku, bo w Departamencie byli zdrajcy. Brenna i Alastor rozesłali wiadomości do naszych i kazali Cainowi je dwie ewakuować wraz z kilkoma innymi rannymi, więc on z dziewczynami dotarł, stąd wiemy mniej więcej, jaka jest sytuacja, ale reszta...
Głos załamał się jej na moment. Było jasne, co chciała powiedzieć, a raczej czego powiedzieć nie chciała, a co na pewno się wydarzyło: kto został w Ministerstwie albo pokłonił się Voldemortowi, albo zginął w walce. A ta dwójka, Brenna i Alastor, z całą pewnością wybrała to drugie i mogli tylko postarać się zrobić przy tym jak najwięcej huku, by dać innym czas na ucieczkę i w miarę możliwości osłabić siły śmierciożerców na później.
Nie żyją, zawisło między nimi niewypowiadane. Nie żyją albo zostali ujęci, ale powinni mieć nadzieję, że zginęli w walce, bo prawdopodobnie tak było dla nich lepiej.
– Patrick był poza Ministerstwem, ale na razie nie dotarł. Nie wiem… nie wiem nic o Laurencie – powiedziała, trochę zagubiona, bo chyba nie była pewna, o kim Vincent mówi: mogła zwyczajnie chłopaka nie znać. - Pandora, to chyba twoja krewna, Vincencie, zdołała przysłać przed chwilą wiadomość, że jej ojciec natychmiast zabiera ją i matkę do Turcji, więc jeżeli jej ojcem jest Edward, to oni są bezpieczni – mruknęła jeszcze, nie patrząc na nich, jakby chciała przynajmniej tym pocieszyć Vincenta: że jego siostrzenica była martwa, siostrzeńcy aurorzy pewnie albo przyłączyli się do drugiej strony, albo też zginęli, ale przynajmniej brat, bratowa i bratanica będą bezpieczni.
Erikowi szumiało w uszach: tak bardzo, że mógłby przysiąc, że gdzieś na zewnątrz słyszy morze.
Vincenta zaś uderzyła myśl, że nie może przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz był w Strażnicy – i że wnętrze wygląda jakby… obco.
Rzut na percepcję
Do 29.02, godzina 20.
- Wszyscy obecni na miejscu aurorzy i Brygadziści ruszyli do walki – powiedziała w końcu Dora cicho, spuszczając wzrok. - Heather i Mills zostały ranne na samym początku, bo w Departamencie byli zdrajcy. Brenna i Alastor rozesłali wiadomości do naszych i kazali Cainowi je dwie ewakuować wraz z kilkoma innymi rannymi, więc on z dziewczynami dotarł, stąd wiemy mniej więcej, jaka jest sytuacja, ale reszta...
Głos załamał się jej na moment. Było jasne, co chciała powiedzieć, a raczej czego powiedzieć nie chciała, a co na pewno się wydarzyło: kto został w Ministerstwie albo pokłonił się Voldemortowi, albo zginął w walce. A ta dwójka, Brenna i Alastor, z całą pewnością wybrała to drugie i mogli tylko postarać się zrobić przy tym jak najwięcej huku, by dać innym czas na ucieczkę i w miarę możliwości osłabić siły śmierciożerców na później.
Nie żyją, zawisło między nimi niewypowiadane. Nie żyją albo zostali ujęci, ale powinni mieć nadzieję, że zginęli w walce, bo prawdopodobnie tak było dla nich lepiej.
– Patrick był poza Ministerstwem, ale na razie nie dotarł. Nie wiem… nie wiem nic o Laurencie – powiedziała, trochę zagubiona, bo chyba nie była pewna, o kim Vincent mówi: mogła zwyczajnie chłopaka nie znać. - Pandora, to chyba twoja krewna, Vincencie, zdołała przysłać przed chwilą wiadomość, że jej ojciec natychmiast zabiera ją i matkę do Turcji, więc jeżeli jej ojcem jest Edward, to oni są bezpieczni – mruknęła jeszcze, nie patrząc na nich, jakby chciała przynajmniej tym pocieszyć Vincenta: że jego siostrzenica była martwa, siostrzeńcy aurorzy pewnie albo przyłączyli się do drugiej strony, albo też zginęli, ale przynajmniej brat, bratowa i bratanica będą bezpieczni.
Erikowi szumiało w uszach: tak bardzo, że mógłby przysiąc, że gdzieś na zewnątrz słyszy morze.
Vincenta zaś uderzyła myśl, że nie może przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz był w Strażnicy – i że wnętrze wygląda jakby… obco.
Rzut na percepcję
Do 29.02, godzina 20.