Czasami prawda stanowiła najlepsze możliwe kłamstwo. Zwłaszcza, kiedy nie była kompletna, a pewne elementy przemilczano. Świadomie pominięto. Człowiek nie silił się na tworzenie całej historii, nie musiał dopasowywać do siebie poszczególnych elementów układanki. Miał gotowy materiał, który zdawał się względnie wiarygodny.
Był po prostu sensowny.
Oparcie rozmowy o pracę, było właśnie tego rodzaju manewrem. Dobrym. Ciężko było to podważyć. Doszukiwać się drugiego dna. Rozwijanie kariery w Ministerstwie Magii musiało zajmować sporo czasu. To rozumiało się jakby samo przez się. Nie budziło wątpliwości u Tarah, która przecież zdawała sobie sprawę z tego, że Nicholas człowiekiem był po prostu ambitnym. Zawsze chciał więcej. Chciał dojść dalej.
Jak wysoko mierzył w tym konkretnym przypadku?
- No tak. Po ostatnim sabacie, w Ministerstwie musicie mieć wszyscy niezły młyn. Tak zakładam? - uśmiechnęła się. Tak blado. Dla niej te zdarzenie było czymś dużym. Dotknęło wielu ludzi. Dlaczego musieli rozegrać to w taki sposób? - Cały czas trąbią o tym w gazetach. Ogólnie w mediach. Pewnie sam wolałbyś się od tego oderwać?
Zaproponowała, bo czasami co za dużo, to niezdrowo. Ile razy można było do danej sprawy wracać. Ile razy można było rozgrzebywać ją na nowo? Nick mieszkał w Londynie. Zakładała więc, że musiało go to dotknąć znacznie bardziej. W jakimś sensie, musiało to być mu bliższe. Bo skoro tutaj, na szkockim zadupiu, wszyscy byli z tym na bieżąco, to w stolicy musiało być cholernie gorąco.
Musiało dziać się wiele.
Spędzili ze sobą nieco czasu. Poruszyli różne tamaty. Nie było nawet znowu najgorzej, choć wątpliwe, żeby po tym dniu Nicholas miał chęć na to, żeby w najbliższym czasie ponownie odwiedzić rodzinne strony. Zwłaszcza, że podczas obiadu kompletnie zignorowano jego prośbę i podobnie jak wszystkich pozostałych, usiłowano nakarmić wieprzowiną. Dopiero po interwencji Nevana, ku niezadowoleniu babki, otrzymał coś, co było zgodne z jego preferencjami żywieniowymi.