25.02.2024, 22:43 ✶
Kolejne przytaknięcie. Świat magii nie był aż taki duży, jak mogłoby się wydawać. A jak się było we względnie podobnym wieku to już w ogóle – nietrudno o spotkanie na korytarzach Hogwartu czy – przede wszystkim – w Wielkiej Sali, jeśli nie przynależało się do tego samego domu.
A do tego rodzinne powiązania, miejsca pracy i tak dalej, i tak dalej...
Cóż, w każdy razie, jeśli Steward ufał tej osobie na tyle, żeby ją ściągnąć tutaj, to zapewne sama również powinna móc jej zaufać. Nawet jeśli to nie było przecież takie proste.
Wspomniana osoba pojawiła się szybko, o wiele szybciej niż się w pierwszym odruchu spodziewała, więc tym bardziej nie zdążyła sięgnąć po posiłek. Nic to, nie była małym dzieckiem, żeby nie wytrzymać jeszcze paru chwil – no dobrze, więcej niż „chwil” – zwłaszcza że nóżek to wszystko przecież nie powinno dostać, prawda?
I jeśli rozpoznała Brennę, to nie dała tego po sobie znać. Tak, Hogwart był dawno, tak, dzieliło je parę lat, ale i też była prefektem, co przekładało się na ogarnianie stadka młodszych pokoleń czarodziejów. Czasem również i tych nieprzynależących do własnego domu. Po prostu… pokazała się.
- Tak, piegi na pewno do usunięcia – zgodziła się bez mrugnięcia okiem. Co do pozostałych życzeń… zawahała się. Miała pewną myśl, tylko czy sensowną? - Zastanawiam się, czy nie warto by było dodać paru lat? Ewentualnie odjąć? – podsunęła – Włosy w tej chwili i tak już mam przyciemnione – mruknęła jeszcze, zastanawiając się nad tą kwestią. Kto ją taką widział? Na pewno Harrisowie, w pracy się po farbowaniu nie pokazała, śmierciożercy… nie, z jakiegoś powodu była pewna, że z żadnym też się ostatnio nie spotkała, ale… - … chociaż może dodatkowe przyciemnienie nie zaszkodzi? Co do reszty, zdaję się na twoje wyczucie – oświadczyła ostatecznie. Nie wspomniała, żeby kobieta nie robiła z niej piękności, która swą urodą przyciągnie spojrzenie każdego – to raczej należało do rzeczy oczywistych.
Co do ubrań… pozostawało tylko przytaknąć. Oznaczało to oczywiście zakupy, bo w szafie przecież nie miała zbytnio rzeczy zgoła odmiennych od tego, w czym chodziła na co dzień, a i tak przy pakowaniu się nie zabierała ze sobą całego dobytku. Inna sprawa, jak w ogóle te zakupy miałyby wyglądać, skoro obecnie znajdowała się w areszcie – nieformalnym, bo nieformalnym, ale jednak.
A do tego rodzinne powiązania, miejsca pracy i tak dalej, i tak dalej...
Cóż, w każdy razie, jeśli Steward ufał tej osobie na tyle, żeby ją ściągnąć tutaj, to zapewne sama również powinna móc jej zaufać. Nawet jeśli to nie było przecież takie proste.
Wspomniana osoba pojawiła się szybko, o wiele szybciej niż się w pierwszym odruchu spodziewała, więc tym bardziej nie zdążyła sięgnąć po posiłek. Nic to, nie była małym dzieckiem, żeby nie wytrzymać jeszcze paru chwil – no dobrze, więcej niż „chwil” – zwłaszcza że nóżek to wszystko przecież nie powinno dostać, prawda?
I jeśli rozpoznała Brennę, to nie dała tego po sobie znać. Tak, Hogwart był dawno, tak, dzieliło je parę lat, ale i też była prefektem, co przekładało się na ogarnianie stadka młodszych pokoleń czarodziejów. Czasem również i tych nieprzynależących do własnego domu. Po prostu… pokazała się.
- Tak, piegi na pewno do usunięcia – zgodziła się bez mrugnięcia okiem. Co do pozostałych życzeń… zawahała się. Miała pewną myśl, tylko czy sensowną? - Zastanawiam się, czy nie warto by było dodać paru lat? Ewentualnie odjąć? – podsunęła – Włosy w tej chwili i tak już mam przyciemnione – mruknęła jeszcze, zastanawiając się nad tą kwestią. Kto ją taką widział? Na pewno Harrisowie, w pracy się po farbowaniu nie pokazała, śmierciożercy… nie, z jakiegoś powodu była pewna, że z żadnym też się ostatnio nie spotkała, ale… - … chociaż może dodatkowe przyciemnienie nie zaszkodzi? Co do reszty, zdaję się na twoje wyczucie – oświadczyła ostatecznie. Nie wspomniała, żeby kobieta nie robiła z niej piękności, która swą urodą przyciągnie spojrzenie każdego – to raczej należało do rzeczy oczywistych.
Co do ubrań… pozostawało tylko przytaknąć. Oznaczało to oczywiście zakupy, bo w szafie przecież nie miała zbytnio rzeczy zgoła odmiennych od tego, w czym chodziła na co dzień, a i tak przy pakowaniu się nie zabierała ze sobą całego dobytku. Inna sprawa, jak w ogóle te zakupy miałyby wyglądać, skoro obecnie znajdowała się w areszcie – nieformalnym, bo nieformalnym, ale jednak.