Philip uwielbiał taką właśnie pogodę. Uwielbiał wygrzewać się na słońcu, jak przystało na prawdziwego lwa salonowego. W tym jakże pięknym dniu nosił białe szorty oraz białą koszulę, której rękawy podwinął do połowy łokci. Pozostawał na bosaka. Noszone przez niego klapki spoczywały w pobliżu ustawionego na soczyście zielonej trawie leżaka, na którym zamierzał się położyć jak tylko znajdzie się w ogrodzie.
Wynurzył się właśnie z wnętrza swojego domu, w którym przebywał w tym dniu na czas wizyty ogrodnika. Trzymał w dłoni napełnioną sokiem pomarańczowym szklankę. Towarzyszyły mu wiernie idące przy jego lewej nodze psidwaki, Taffy i Nuggets. Jego pupilom bardzo dobrze zrobi lekka zmiana otoczenia. W tym ogrodzie mogły się wybiegać do woli. Skierował swoje kroki w stronę ogrodu, stąpając po trawie bosymi stopami. Przystanął i swojego miejsca obserwował pielęgnowany właśnie ogród, na okalające go drzewa owocowe, słuchając bytujących w ich koronach rozsmakowanych w czereśniach ptakach. Pozwalał im na to, zbierając ich część dla siebie. Tak jak pozostałych owoców, jakie rosły na tych drzewach.
— Sam, nie chcesz zrobić sobie krótkiej przerwy? Jak się spiszesz to mogę zatrudnić cię na stałe. Chyba, że odpowiada ci brak stałej pracy. Oprócz ogrodu mam też dwa konie, którymi mógłbyś się zajmować. Ostatnio nie jestem zadowolony z obecnego ich opiekuna. — Zwrócił się do tego mężczyzny, którego działania obserwował ze swojego miejsca. Philip należał do osób, które nie przepadały za ciszą i to właśnie sprawiało, że będzie zagadywać pochłoniętego pracą ogrodnika. To nie powinno mu przeszkadzać. Jeśli brać pod uwagę możliwość dania mu stałej pracy to również musiał go lepiej poznać.