05.12.2022, 21:28 ✶
Taniec na balkonie może i nie był taką głupią opcją – gwarantował choć trochę prywatności, a co za tym idzie, mało kto zapewne dostrzegłby niezdarność Mavelle w tanecznych ruchach, o co nietrudno w momencie, gdy wchodziło się pomiędzy wszystkich. I nawet jeśli nie znajdowaliby się w centrum zainteresowania, to wciąż zbyt wiele oczu mogło dostrzec potknięcia. No ale, pierwszy taniec został obiecany Seraphinie, a sama Bonesówna nie planowała się obejść smakiem; ba, obiecała nawet, że i owszem, zachowa kawałek specjalnie dla Stewarda i będzie go bronić własną piersią, gdyby ktoś zechciał się połakomić na ten łup.
- Myślę, że najlepiej będzie, jak sam go spróbujesz - uznała, podając Stewardowi talerz z kawałkiem ciasta - Jak dla mnie, wymyka się poza te proste kategorie, dobry, smaczny. Tak że... - nie dokończyła, tylko po prostu posłała całkiem uroczy uśmiech w stronę mężczyzny.
Ot, najwyraźniej jej tak posmakowało, że po prostu nie potrafiła oddać tego słowami; być może prędzej poradziłaby sobie z pomocą ołówków, kredek i kartce papieru. Być może.
- Owszem, jej dzieło - przytaknęła - Hmmm... powiedziałabym, że oba jednocześnie. Albo raczej to Longbottomowie wyświadczają jej przysługę, zamawiając u niej i jeszcze podkreślając, czyjego autorstwa jest tort. I pomijając ich przyjaźń, to naprawdę sobie zasłużyła na rozgłos. Bo chyba miałeś już okazję poznać jej pączki, prawda? - w końcu nie aż tak dawno temu Brenna wpadła do biura z wielkim pudłem... nie mówiąc już o swego rodzaju rozgardiaszu, związanym ze smakiem tychże łakoci.
- I jak tort? – zagadnęła, ciekawa, jak Patrickowi (nie)przypadło do gustu dzieło Figgówny o czekoladowym smaku.
- Myślę, że najlepiej będzie, jak sam go spróbujesz - uznała, podając Stewardowi talerz z kawałkiem ciasta - Jak dla mnie, wymyka się poza te proste kategorie, dobry, smaczny. Tak że... - nie dokończyła, tylko po prostu posłała całkiem uroczy uśmiech w stronę mężczyzny.
Ot, najwyraźniej jej tak posmakowało, że po prostu nie potrafiła oddać tego słowami; być może prędzej poradziłaby sobie z pomocą ołówków, kredek i kartce papieru. Być może.
- Owszem, jej dzieło - przytaknęła - Hmmm... powiedziałabym, że oba jednocześnie. Albo raczej to Longbottomowie wyświadczają jej przysługę, zamawiając u niej i jeszcze podkreślając, czyjego autorstwa jest tort. I pomijając ich przyjaźń, to naprawdę sobie zasłużyła na rozgłos. Bo chyba miałeś już okazję poznać jej pączki, prawda? - w końcu nie aż tak dawno temu Brenna wpadła do biura z wielkim pudłem... nie mówiąc już o swego rodzaju rozgardiaszu, związanym ze smakiem tychże łakoci.
- I jak tort? – zagadnęła, ciekawa, jak Patrickowi (nie)przypadło do gustu dzieło Figgówny o czekoladowym smaku.