Po jakimś czasie udało mi się ponownie skupić na artykule o nowoczesnych zastosowaniach podstawowych składników eliksirów w sztuce farbowania tkanin. Niesamowite. Może odświeżę swoją garderobę tymi sposobami? Darmowy sposób na szałową kreację brzmi obiecująco.
I wtedy kobieta siedząca naprzeciwko znów się odezwała. Spaliłam raka i wcisnęłam gazetę w kolana.
— Ja... bardzo przepraszam... Nie zauważyłam... Nie zwróciłam uwagi na okładkę... — posłałam kilka słabych wymówek mieląc papier między palcami. Moje ignoranctwo w końcu ma skutki. Rzuciłam kobiecie tylko przelotne spojrzenie. Nie wyglądała na dużo starszą, więc raczej nie doczekam się kazań o tym, jaka to współczesna młodzież jest zła, ale wciąż sytuacja wyglądała niekomfortowo.
Zamknęłam gazetę i nie podnosząc jej z kolan spojrzałam na okładkę. Skoro taki brzydal wylądował na okładce to na pewno nie z powodu zasług czy tytułu celebryty. Bezmyślnie z mojej strony, że zmusiłam czarownicę to gapienia się na tego zwyrodnialca. Dopiero teraz zaczęłam czytać, co też o nim napisali. Lord Voldemort. Oh, tak. Babcia wspominała o nim. Ale wtedy brzmiało to tak odlegle i zdecydowanie nie tak, jak wspomnieli w gazecie. Chciał przejąć władzę? Oczywiście, że mu się to nie uda. Wymierza sprawiedliwość własną ręką? To już inna sprawa. Zmroziło mnie na moment. To wszystko brzmiało tak nierealnie. Na pewno kupiłam Proroka, a nie któreś z tych foliarskich pisemek? Może spytam tej czarownicy, zdaje się mieć jakieś pojęcie o tym... A ja nie jestem stąd, chyba nie będzie oburzona, że o niczym nie wiem. Zawsze mogę uciec. Ale skoro chcę się tu przeprowadzić, muszę wiedzieć o takich paskudach jak ten cały Lord Voldemort.
Nabrałam powietrza i odwróciłam się w stronę czarownicy.
— Przepraszam, ale... Czy to rzeczywiście prawda, co tu piszą o tym mężczyźnie? Proszę wybaczyć, nie jestem stąd i... To po prostu nie mieści mi się w głowie... — rzuciłam powoli, zdecydowanie brzmiąc jak ktoś, kto nie często rozmawia.